Dbanie o wnętrze, ks. Janusz Mastalski


Franz Kafka (1883–1924) maluje w jednym ze swoich opowiadań taki paraboliczny obraz:

Do strażnika strzegącego tajemnic prawa zgłasza się wieśniak i chce wejść do środka, aby spotkać się oko w oko z prawem. Strażnik zwodzi go, ciągle pod jakimś pretekstem odmawia mu wstępu. W końcu chłop się starzeje, traci cały majątek i umiera w nędzy. Przed śmiercią pyta strażnika:
– Jak to jest? Wszyscy przecież pragną prawa, a przez te wszystkie lata nikt inny poza mną nie stał tu u bramy?
Strażnik odpowiada:
– Tędy nie mógł przejść nikt inny prócz ciebie, gdyż to wejście było przeznaczone tylko dla ciebie; teraz odchodzę i zamykam je.

Można więc powiedzieć, że każdy ma swoją drogę, po której kroczy do Chrystusa, jednak od każdego z nas zależy sposób jej przebycia. W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Jezus pokazuje w sposób jednoznaczny, że na tej drodze utrudnienia mogą istnieć w nas samych i trzeba je usunąć. To właśnie dziś Chrystus mówi: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” (Mk 9). Aby się tak nie stało, trzeba dbać o własne wnętrze, a więc o swoje sumienie. Potrzebne są tu odpowiednie kroki.

Pierwszym z nich jest zauważanie własnych potknięć i tych wszystkich elementów w życiu, które rozszerzają sumienie lub je łamią. Można nawet wymienić kilka takich postaw, które trzeba wyeliminować. Oto one:

  • Pomijanie drobiazgów składających się na prozę życia. Niedostrzeganie drobnych grzechów i zaniedbań może prowadzić do niekontrolowanego rozszerzenia sumienia.
  • Łamanie sumienia w imię powszechności jakiegoś postępowania. Łatwo można usprawiedliwić niemoralne działanie, wmawiając sobie, że inni też tak robią albo nie są lepsi.
  • Oszukiwanie siebie poprzez pozorne działanie pod przymusem. Często człowiek nie widzi problemu w dokonanych wyborach, wmawiając sobie, że nie miał wyjścia.
  • Strach przed pójściem „pod prąd”. Lęk przed „innością” w postępowaniu jest wygodnym alibi dla działań, które łamią i degradują wnętrze.

Oczywiście postaw, które łamią lub rozszerzają sumienie, jest więcej, lecz wszystkie one sprowadzają się do jednego: jest to postępowanie wbrew sumieniu i nauce Bożej. Uświadomienie sobie tych postaw jest pierwszym krokiem na drodze uleczenia swego wnętrza.

Drugi krok związany jest z zastanowieniem, co z tym odkryciem pokładów zła w sobie uczynić. To, że decyzja ta może człowieka przerosnąć, dobrze ilustruje pewna historyjka napisana przez wspomnianego już dzisiaj Franza Kafkę. Jest to minibajka o myszy i kocie.

Mysz biadoliła, że świat staje się z każdym dniem coraz bardziej ciasny.
– Z początku był taki wielki – wspominała – że napawał lękiem; potem byłam szczęśliwa, gdy zobaczyłam wreszcie po lewej i po prawej stronie mury. A teraz boję się, że te ściany się złączą i w ostatnim pokoju w kącie czeka na mnie łapka, w której kierunku biegnę nieubłaganie.
– Musisz tylko zmienić kierunek – doradził kot, a mysz wpadła mu prosto w łapy.

W życiu człowieka będzie wielu doradców, którzy będą podpowiadać kierunki wyjścia. Jedni powiedzą: nie przejmuj się. Inni będą radzić: tak musi być! Jednak Jezus mówi dosadnie: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją [...], jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją [...], jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je” (Mk 9). Zatem kierunek może być jeden: radykalizm w pracy nad sobą.

I tu dochodzimy do trzeciego kroku w trosce o własne wnętrze. Ma nim być odpowiedni dobór środków kształtujących sumienie. A do podstawowych należy najpierw modlitwa, w której człowiek odkrywa zarówno Bożą wolę, jak i swoje wnętrze. To właśnie na modlitwie można odnaleźć własne niedoskonałości, grzechy i niekonsekwencje. Jest to przecież refleksja stworzenia w obliczu Stwórcy. Modlitwa zaś powinna prowadzić człowieka do troski o życie sakramentalne. To z kolei jest możliwe poprzez regularny sakrament pokuty. Co więcej, powinniśmy szukać stałego spowiednika, kierownika duszy, który będzie nam towarzyszył w wędrówce do domu Ojca. W tej drodze Eucharystia stanie się drogowskazem i umocnieniem. Przyjmowana z wiarą okaże się także orężem przeciw postępującej degeneracji sumienia. Niewątpliwie pomocnym środkiem w trosce o własne wnętrze jest systematyczna lektura religijnych książek i prasy, a nade wszystko Pisma Świętego. To w nich można odnaleźć wykładnię życia prawdziwie chrześcijańskiego, które przeniknięte jest ewangelicznym duchem miłości.

W dzisiejszej liturgii słowa Jezus wzywa do jednoznacznej postawy, w której nie ma miejsca na wątpliwe kompromisy. Warto więc popatrzeć na siebie z perspektywy radykalizmu ewangelicznego. Najniebezpieczniejsza postawa byłaby taka, gdyby ktoś stwierdził: to nie dla mnie! Do systematycznej pracy nad sobą powołany jest każdy z nas. Dlatego też nie odwlekajmy decyzji o weryfikacji swojego życia. Trzeba wreszcie kiedyś uczynić wspomniane wcześniej trzy kroki ku świętości.


Poprzednia strona: 26. NIEDZIELA ZWYKŁA (rok B)
Następna strona: Zazdrość, ks. Piotr Wieczorek