19 listopada 2019


Łk 19,1–10

„Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu»”.

Patrzymy na siebie samych, widzimy naszą grzeszność. Myślimy: „zmarnowałem życie, roztrwoniłem powołanie, przegrałem wszystko”. Rozpacz trapi nas przez cały dzień. Nie ustaje i w nocy. Budzimy się zlani potem. Nie wiemy, gdzie się schronić przed wypełniającym nas lękiem. Modlitwa zdaje się nie pomagać. Kusiciel zaatakował nasz rozum i psychikę. Jesteśmy przekonani, że przegraliśmy to, co najważniejsze – zbawienie.

Obracamy się między ludźmi. Nie sposób tego uniknąć. Większość z nich mija nas obojętnie, nie zwraca na nas uwagi, podobnie jak my na ich. Tylko z nielicznymi nawiązujemy dłuższy lub krótszy kontakt. Poznajemy piękno niektórych z nich. Od innych odstręcza nas ich świadome lansowanie się i narzucanie innym czynionego przez nich zła. Zastanawiamy się, czy oni doświadczają w sercu tego samego co my. Czy także mają poczucie ponoszenia życiowej klęski? Czy oni też sądzą, że zmarnowali ofiarowane im przez Jezusa zbawienie?

Spotkanie Zebedeusza, profesjonalnego grzesznika i gorszyciela, mistrza w chciwości, grabieżcy własnego narodu, kolaboranta rzymskiego wyzutego z patriotyzmu, z Jezusem przywraca każdemu nieuprzedzonemu do Ewangelii nadzieję. Nie ma takiego zła, które mogłoby stanąć na przeszkodzie zbawieniu. Nie ma takiego grzesznika, który byłby pozbawiony przez Boga daru zbawienia.

#Chrystus i Jego łaska są mocniejsi od całej potęgi zła.

ks. Rafał Buchinger