Jaki Bóg chce do nas przyjść?, ks. Krzysztof Zięba


Zanim ponownie będziemy cieszyć się ze świąt Bożego Narodzenia, powinniśmy postawić sobie pewne pytania. Czego nauczyliśmy się w Adwencie, jaki był to czas, czy doświadczyliśmy obecności Boga, który chciał nas prowadzić swoimi drogami, czy podjęliśmy próbę odpowiedzenia na zaproszenie do nawrócenia, by rodzić godne owoce, czy dostrzegamy wyjątkowość naszego wybrania do bycia świadkami przychodzącego Mesjasza, czy w wydarzeniach świąt, do których się zbliżamy, zechcemy zobaczyć wielkie znaki kochającego za darmo Boga?

Adwent to okazja do ponownej rewizji świata wiary i osobistego spojrzenia na Boga. Jest to czas rzetelnego postawienia sobie pytania: W kogo wierzę? Można mieć przecież różne wyobrażenia Boga. Dla jednych Bóg jest jak polisa ubezpieczeniowa. Dobrze przecież jest się ubezpieczyć na wszelki wypadek: od cierpienia, samotności, choroby itd. Dla innych Bóg jest bogiem świątecznym – choinkowo-jajecznym. Wystarczy od czasu do czasu, dwa razy w roku. Znam też takich, którzy podchodzą do Boga jak do bankomatu. Wkładają kartę i zaraz żądają gotówki. Postawa typowo roszczeniowa. Jeszcze inni traktują Boga jak dobry supermarket, w którym można zrobić wszelkie zakupy, a przy tym jeszcze powydziwiać, poszukać jakiejś dobrej promocji. Zdarza się też, że sami dla siebie stajemy się bogami, myśląc o sobie jak o pępku świata. A jaki On naprawdę jest, jaki jest Bóg?

Oczekując na narodziny Boga pośród nas, chciejmy odkryć, kim On jest. A Bóg daje nam się poznać przez swoje słowo, tak obficie podarowane nam podczas dzisiejszej liturgii. Już od św. Pawła możemy usłyszeć, że Bóg, który przychodzi, jest Synem Bożym. Tak więc ten, którego przyjścia każdy z nas wygląda w czasie Adwentu, jest potomkiem Dawida. Syn Obietnicy złożonej Dawidowi, że z owoców jego wnętrzności Bóg wskrzesi Mesjasza według jego ciała. Bóg objawiający się nam na nowo dzisiaj jest Bogiem dotrzymującym swojego słowa. Na Nim możemy polegać, w Nim złożyć ufność. Od Niego też zostanie każdemu z nas podarowana łaska, która jest szczególnym pochyleniem się Boga nad nami, wejściem Jego samego w historię naszego życia. Nie zapominajmy, że największą łaską jest zbawienie, które pragnie przynieść nam Mesjasz.

Przychodzący Bóg jest synem zrodzonym z Panny, z Dziewicy. Jak powie później św. Efrem: „I tak Maryja porodziła bez udziału mężczyzny. Podobnie i na początku Ewa została zrodzona z Adama bez spotkania cielesnego. (...) Dziewicze poczęcie poucza nas, że Ten, który bez związków cielesnych wydał na świat Adama, sprawiwszy, że wyszedł on z ziemi dziewiczej, ukształtował również bez związków cielesnych drugiego Adama w łonie Dziewicy”. Ten fakt pokazuje nam, jak bliski jest Bóg człowiekowi. Uniża się, aby została wywyższona natura ludzka.

Z dzisiejszego fragmentu Ewangelii dowiedzieliśmy się, że przychodzący Bóg chce zbawić swój lud od grzechów. Tak więc pragnie On złożyć największy dowód swojej miłości do ciebie i do mnie. Zabierając nasze nieposłuszeństwa i niewierności, chce nam w zamian ofiarować miłość i przebaczenie. Kochający Mesjasz jest ponad wszystko Emanuelem, czyli Bogiem z nami.

Święta Bożego Narodzenia, do których się przygotowujemy, to czas przyjęcia i uznania Emanuela. On pragnie zmieniać nasze życie, nadając mu nową jakość. Przez swoje przyjście chce czynić z nami wielkie rzeczy. A co my możemy uczynić? Pozwolić na te zmiany, Jemu zaufać, gdyż On pragnie być obecny w tym, kim jesteśmy, i w tym, co robimy. Pamiętajmy jednak, że jest to decyzja na całe życie, a nie tylko na czas świąt. Zapytacie może, do czego nas ta decyzja zobowiązuje. Na pewno do przemyślenia życia, poukładania od nowa relacji z bliźnimi, zerwania z nałogami, ponownego odkrycia wartości powołania i wiary oraz odkrycia prawdy o Bogu samym. Przyjąć Emanuela oznacza stać się Jego ambasadorem i znakiem w świecie. Niech więc te święta nie będą tylko jednorazowym epizodem, ale niech staną się początkiem czegoś nowego. Początkiem nowego jutra i nowego poznawania Boga.