Wydrukuj tę stronę

Miłość nieprzyjaciół, ks. Tomasz Jelonek

W dzisiejszych czytaniach liturgicznych słyszeliśmy św. Pawła, który pouczył nas o mądrości, która przede wszystkim ma być umiejętnością poprawnego etycznie życia. W naszym postępowaniu możemy wyróżnić mądrość tego świata, która jest głupstwem u Boga, i mądrość prawdziwą, pochodzącą od Boga. Ta mądrość jest umiejętnością postępowania zgodnego z postanowieniami Boga, i chociaż według świata może uchodzić za głupstwo, trzeba się o nią starać. Ta mądrość uczy nas, że jesteśmy świątynią Boga i Duch Boży mieszka w nas. Każdy ochrzczony staje się taką świątynią. Musimy tę rzeczywistość w sobie i drugich uszanować i chronić. Ta wielka godność, której dostępujemy, jest wezwaniem, abyśmy się wzajemnie miłowali. Zatem prawdziwe poznanie, dokonane przez mądrość, która pochodzi od Boga, daje podstawę wzajemnego odnoszenia się do siebie. Jesteśmy świątyniami Boga, nie można ich niszczyć.

Wzajemna miłość została już objawiona w Starym Testamencie, choć została później pełniej ukazana przez Jezusa w ramach Kazania na Górze, które w tych ostatnich niedzielach czytane jest po fragmencie w ramach mszalnej Ewangelii.

Starotestamentalna nauka o miłości znajduje się w tej części Księgi Kapłańskiej, którą nazywamy Kodeksem Świętości. Kodeks Świętości wnosi wiele do skarbca religii izraelskiej. Jest to nowa nauka, podkreślająca, że głównym obowiązkiem Izraelity jest uświęcenie samego siebie przez zachowanie przepisów, które dał święty Bóg. Podkreślenie świętości Boga i motywacja przepisów świętością Boga (bo Ja jestem Jahwe, bo Ja jestem święty) jest wezwaniem do całego narodu, aby uczestniczył w świętości. Jest to wezwanie skierowane przede wszystkim do kapłanów.

Świętość (hebrajskie: qadoš) nie ma jasnej etymologii. Podkreśla się związek z pojęciami czystości, blasku, wzniosłości i oddzielenia. Słowa świętego Boga mają pobudzać do bojaźni i mobilizować do zachowania przykazań. Święty Bóg ma uświęcić kapłanów i całą społeczność Izraela przez przepisy kultyczne i moralne. Drogą do świętości jest zachowanie przykazań. Jest to myśl, która pojawia się dopiero w Kodeksie Świętości, a zostanie rozwinięta w Nowym Testamencie. Jest to przeciwstawienie się zewnętrznemu rytualizmowi.

Kodeks Świętości wprowadza harmonię między przykazaniami kultycznymi i moralnymi, między ofiarami i życiem, które musi różnić się od życia pogan. Dlatego wyniesienie narodu i jego wybranie nie jest tylko zaszczytem, ale obowiązkiem.

Kodeks poucza następnie, że nieprzestrzeganie prawa prowadzi do kary, ale ostatnim jego słowem jest zapowiedź przebaczenia dla pokutujących.

Tak więc omawiany Kodeks zawiera niezwykle istotne i głębokie pouczenie teologiczne. Wśród innych przepisów Kodeks Świętości podaje przykazanie miłości bliźniego. Jego uzasadnieniem jest świętość samego Boga. Święty Bóg wzywa swój lud do świętości: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty. Świętość ma przejawiać się między innymi miłością braterską. Bóg nakazuje kochać bliźniego jak siebie samego.

Zastanówmy się nad naszym stosunkiem do bliźnich. Czy nie stosujemy podwójnej taryfy, jednej dla siebie, drugiej dla innych? Dla siebie mamy wiele pragnień i liczne usprawiedliwienia naszych słabości. Bliźniego mamy kochać jak siebie samego, zatem powinniśmy pragnąć dla niego tego wszystkiego, czego pragniemy dla siebie, powinniśmy umieć przebaczać jego słabości w takim stopniu, w jakim usprawiedliwiamy samych siebie. A jednak wiele nam brakuje, aby ten ideał, podany już w Starym Testamencie, zrealizować. To, co u siebie nazywamy małym przekroczeniem, albo zupełnie tego nie zauważamy, u drugiego gotowi jesteśmy uznać za zbrodnię i potępić w imię sprawiedliwości. U siebie nie zauważamy drobnych kłamstw, dążenia do wygodnictwa, odsuwania tego, co cięższe, a drugich oskarżamy w takich samych sytuacjach o zakłamanie, nieróbstwo, lenistwo i wiele innych złych postaw. Nam zawsze jest mało tego, co posiadamy, a uważamy, że inni mają wszystkiego zbyt dużo. Różne są skale porównawcze, którymi mierzymy siebie i drugich. Różne są taryfy, jakie próbujemy stosować w życiu. Dalekie to jest od zachowania przykazania: Będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. A to przykazanie stawia nam Bóg, powołując się na swoją świętość.

Ewangelia świętego Mateusza podaje nam fragment Kazania na Górze. Jezus nawiązuje do przepisów starego prawa i formułuje swoje prawo, które jest doskonalsze. Doskonałość Boga jest już nie tylko motywem dobrego postępowania, jak w Starym Testamencie, ale niedościgłą normą. Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski. Nigdy nie będziemy mogli powiedzieć, że jesteśmy już dostatecznie doskonali, bo do doskonałości Ojca zawsze nam będzie nieskończenie wiele brakować.

Dlatego też w Jezusowej interpretacji przykazanie miłości nabiera nowych wymiarów. Jezus zaleca: Miłujcie waszych nieprzyjaciół, módlcie się za tych, którzy was prześladują. Niełatwe jest przykazanie Jezusa, ale jeżeli chcemy nazywać się Jego uczniami, musimy podjąć realizację tak sformułowanego przykazania miłości. Jezus ukazał nam tę drogę, gdy oddał swoje życie za wszystkich ludzi pogrążonych w grzechu, a więc nieprzyjaciół Boga. Jego ofiara przemieniła nas w dzieci Boże, dała moc, abyśmy stali się przyjaciółmi Boga. Z Jezusowej ofiary płynie także moc przezwyciężająca wszelkie bariery i umożliwiająca miłość nawet nieprzyjaciół.

W Jezusowej moralności nie ma miejsca na nienawiść, nie ma miejsca na odtrącanie drugiego człowieka, choćby on nam osobiście zawinił. Równocześnie taka postawa, jakiej uczy Jezus, jest jedynie budująca. Na nienawiści niczego nie można zbudować, a wszystko, co chciano w imię wolności i dobra człowieka budować na nienawiści, okazało się drogą do okrutnego zniewolenia i zamiast dobrem, zaowocowało nieszczęściem. Budować może jedynie miłość i to tak szeroka, że obejmuje także nieprzyjaciół. Musimy być wdzięczni Jezusowi, że nam tę drogę ukazał.

Miłość jednak to nie jakiś sentyment, ale konkretny czyn. Dlatego Jezus, nakazując miłość nieprzyjaciół, konkretyzuje ją w poleceniu modlitwy za tych, którzy nas prześladują. Czy jako uczeń Chrystusa potrafię, zamiast przeklinać, zaciskać dłonie i grozić, pomodlić się za tych, których uważam za swoich wrogów i od których doznałem krzywdy? Jezus, który gromadzi nas na eucharystycznej uczcie, domaga się odpowiedzi na to pytanie, zanim da nam siebie samego w Komunii świętej. Zgromadzeni jesteśmy na uczcie, która jest szkołą miłości. Trzeba, abyśmy z niej wyszli jako ci, którzy zrealizują ideał stawiany przez Pana. On daje nam potrzebne do tego siły, jeżeli skorzystamy z owoców Jego śmierci i zmartwychwstania, które sakramentalnie uobecniają się na ołtarzu tej niedzielnej Mszy świętej.