Banner

Naśladować Jezusa, ks. Kazimierz Skwierawski


„Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa”. Te słowa napisał św. Paweł Koryntianom. Te słowa są też aktualne dla nas, bo wszyscy pragniemy występować w jedynej odpowiedniej dla nas roli, napełniającej znaczeniem i sensem nasze życie. Jest to rola naśladowcy Chrystusa. Święty Paweł w tej roli dostąpił zbawienia. My również w tej roli możemy osiągnąć ten najważniejszy i podstawowy cel każdego wierzącego.

Być naśladowcą Chrystusa to czynić wszystko, aby była głoszona chwała Boża, bo Jezus był Tym, który przez swoje słowa i czyny głosił chwałę Bożą. Przed swoją męką w Ogrojcu zanosi do Ojca takie wołanie: „Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania” (J 17,4). Być naśladowcą Chrystusa to otaczać chwałą Boga, czyli wypełniać to wszystko, co On daje do wypełnienia.

Święty Paweł pisze, że nie ma takiej przestrzeni, która nie byłaby odpowiednim terenem dla głoszenia chwały Bożej. Dlatego nie dziwią nas te słowa: „czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie”. Nie ma takiej przestrzeni w życiu człowieka, która byłaby wyjęta spod możliwości głoszenia Jego chwały. Każda rzeczywistość się do tego fantastycznie nadaje. Zresztą jakże mogłaby się nie nadawać, skoro Pismo Święte poucza nas, że „w Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy”.

Patrząc przez ten wymiar naśladowania Chrystusa – wiedząc, że chodzi o głoszenie chwały Bożej, a więc o wypełnienie woli Bożej w każdej sytuacji i w każdym miejscu – rozumiemy tę ewangeliczną scenę, w której dochodzi do niezwykłego spotkania człowieka z Jezusem. Człowiek nieuleczalnie chory zbliża się do Jezusa. Zbliżając się do Niego, popełnia bardzo ważne przestępstwo. Trąd wiązał się z oddaleniem od ludzi, z życiem na pustkowiu i z wyraźnym ostrzeżeniem każdego, kto się zbliżał. Trzeba było wołać, że się jest nieczystym, aby nikt się nie zbliżył.

Ponieważ Pan Jezus nieraz uzdrawiał wielu trędowatych, zatem choroba ta musiała być dość powszechna w tamtych czasach w Izraelu. Ten człowiek wykazuje się wielką odwagą. Przełamuje barierę prawa, bo kieruje się niewątpliwie wielkim pragnieniem uzdrowienia. Posiada również nadzieję, i to mocną. Wyraża ją w słowach skierowanych do Jezusa: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”.

Scena bardzo przejmująca, pełna delikatnego wyrazu i intymności zbliżenia między Jezusem a człowiekiem. „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. „Chcę, bądź oczyszczony”. Jezus też przełamuje barierę prawną. Zbliża się do człowieka, dotyka go, co według prawa już wiązało się z zaciągnięciem legalnej nieczystości. Dokonuje uzdrowienia. Coś bardzo pięknego i przejmującego, pokazującego nam Jezusową moc, a przede wszystkim miłość Boga do człowieka.

Święty Jan Ewangelista pisze, że „Prawo zostało nadane przez Mojżesza, ale łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa”. W dzisiejszej liturgii widzimy to bardzo wyraźnie. „Prawo zostało nadane przez Mojżesza”. Co mogło uczynić Prawo wobec trądu? Mogło człowieka oddalić, wyizolować dla zabezpieczenia innych członków społeczności. Niczego więcej nie mogło uczynić. Przez Jezusa Chrystusa przychodzi łaska, która dotyka człowieka, który się do Niego zbliżył. Pan Jezus na innym miejscu powie, że „nie przyszedł znieść Prawa, ale je wypełnić”. Widzimy, jak to czyni. On wypełnia to prawo, nadając mu moc Ducha. On pokazuje, czym jest łaska Boża dotykająca człowieka.

Ale ponieważ Jezus nie przyszedł znieść Prawa, dlatego po tym bardzo osobistym i intymnym spotkaniu daje uzdrowionemu niezwykle konkretne wskazania. To spotkanie jest bardzo krótkie zarówno w fazie uzdrowienia, jak i w fazie końcowej, w której Jezus daje temu człowiekowi polecenia. Ale jest to bardzo skondensowane. Ewangelista notuje, że „Jezus surowo mu przykazał: «Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę»”. Jak zwrócimy baczniejszą uwagę, to zobaczymy, że jest tam około dziesięciu poleceń, które wydaje Jezus temu, który dostąpił wielkiej łaski. Słyszymy natomiast, że ów człowiek „zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, a przebywał w miejscach pustynnych”.

Jest niezwykle uderzające zestawienie tych dwóch scen, które opisuje Ewangelia. Z jednej strony niezwykłe zbliżenie człowieka do Jezusa i prośba o dar, którym zostaje obdarowany. Z drugiej strony konkretna prośba Jezusa skierowana do człowieka, prośba, która zostaje całkowicie zlekceważona. Jezus mówi człowiekowi: słuchaj, uważaj, zrób tak i tak, a człowiek czyni dokładnie odwrotnie. Moglibyśmy powiedzieć, że nie ma dla Jezusa żadnej litości.

Fakt ewangeliczny, który bardzo dużo mówi o naszym zbliżeniu do Chrystusa. Ileż to razy w życiu – i słusznie – prosiliśmy Jezusa o przebaczenie grzechów, bo wiemy dobrze, że jesteśmy grzesznikami. Uczyniliśmy to też na początku Mszy Świętej. Błogosławimy Boga za to, że w Kościele zostawił nam działającego siebie i że w tej przestrzeni Kościoła jest tyle miejsca, w którym można przyjść do Jezusa i wyznać Mu grzechy. To oczyszczenie dokonuje się w czasie chrztu, w sakramencie pokuty, w sakramencie namaszczenia chorych, kiedy chory nie może się wyspowiadać, i także wtedy, kiedy żałując za grzechy lekkie, podchodzimy do Eucharystii. Tyle przestrzeni, w której Bóg czyni nam łaskę, której nie może nam nikt inny udzielić, a która działa prawdziwie.

Jezus reaguje zdjęty litością wobec każdego człowieka, który w grzechu jest bardzo biedny, bo nic nie niszczy go tak jak grzech. Trąd jest niczym wobec tej choroby ducha. Jezus jest nam skłonny przebaczać, ilekroć się do Niego zbliżamy.

Ale prawdziwość naszego zbliżenia się do Chrystusa jest sprawdzana przez nasze dalsze postępowanie. Trędowaty, który zbliżył się do Jezusa, był bardzo nastawiony na uzdrowienie i wiedział, że Jezus może to uczynić, ale nie był nastawiony na pełnienie Jego woli. Nie był nastawiony na głoszenie chwały Bożej w każdej chwili, w każdym miejscu.

Jeśli patrzymy na nasze korzystanie z sakramentu pokuty, jeśli uświadamiamy sobie, że po uzyskaniu Bożego przebaczenia wielokrotnie jesteśmy w stanie uchybić Bogu, i to w rzeczach bardzo drobnych, niczego niewymagających, śmiesznych wobec tej łaski, jaka została nam udzielona, to powstaje wielkie pytanie o prawdziwość naszego zbliżenia się do Jezusa. Czym się kierujemy, przystępując do sakramentu pokuty? Czym się kierujemy, zbliżając się do miłosiernego Boga, jeśli potrafimy się tak łatwo Jemu przeciwstawić? Czy motywem, który nas przyprowadza do Niego, jest rzeczywiście chwała Boża? Czy zależy nam na tym, żeby się działo to, co On zaplanował?

Pismo Święte mówi, że powinniśmy realizować w swoim życiu te uczynki, które Bóg z góry przygotował po to, abyśmy je pełnili, bo w nich właśnie odzwierciedla się chwała Boża. Bóg jako Stwórca i Odkupiciel człowieka wie, co, gdzie, jak i kiedy należy czynić. Mądrość słuchania Boga, pełnienia Jego woli ma tutaj swoją głęboką i jedyną motywację. Jedynie On naprawdę wie, co jest dla mnie prawdziwie dobre. Nie wiem ja, nie wie tego drugi człowiek, nie wiedzą tego moje uczucia, emocje, zmysły czy żądze. Wie jedynie On.

„Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. „Chcę, bądź oczyszczony”. Jakże niezwykła jest skłonność Jezusa, aby uratować człowieka. Jak szybko On to czyni, jak bardzo jest gotowy wejść w prośbę człowieka.

„Uważaj, nikomu nic nie mów, idź i pokaż się kapłanowi, złóż ofiarę za swe oczyszczenie”. Człowiek odpowiada tym, co my łatwo określamy słowem nieposłuszeństwo. Mówimy: byłem nieposłuszny Bogu. To nic nie znaczy. Trzeba by było właściwie powiedzieć: poważyłem się na to, aby powiedzieć Bogu NIE. Jeżeli człowiek poważa się na to, to znaczy, że nie wie w ogóle, kim jest Bóg.

Popatrzmy na nasze podejście do Chrystusa. Jak się do Niego zbliżamy? Czym się kierujemy? Czego naprawdę oczekujemy? Czy mamy na uwadze chwałę Boga, pełnienie Jego woli.