Radość czy niepokój oczekiwania?, ks. Michał Leśniak


Drodzy w Jezusie!

Kolejny raz gromadzimy się w kościele na Eucharystii. Gromadzimy się przy Jezusie Chrystusie. To On nas tu zaprasza, to On chce nas ubogacać, napełniać swoim słowem i Ciałem. On pragnie dodawać nam potrzebnych sił do dążenia drogami zbawienia. Warto za każdym razem uświadamiać sobie tę prawdę, gdyż ona ukazuje nam właściwy kształt i relacje, które wywierają wpływ na naszą obecność w świątyni. Bowiem jeśli sam Bóg zaprasza mnie tu, to tym samym chce, żebym tu był. Jest to zatem znak naszego wybrania. Znak przywileju, którym jesteśmy za darmo ubogaceni. Idąc dalej – jeśli Bóg mnie tu zaprosił, to moja postawa w kościele powinna być godna wielkości otrzymanego zaproszenia. Będąc odpowiedzią na nie, winna być wyrazem szacunku, ale i dziecięcej ufności. Zapewne każdy z nas potrafi już sam sobie ukonkretnić to, co wypływa z tych dwóch faktów – Bożego wybrania i potrzeby godnego zachowania.

Jesteśmy tu, Kochani, zgromadzeni już w trzecią niedzielę Adwentu. To prawie dokładnie połowa tego naszego czasu oczekiwania. Połowa naszego czasu wsłuchiwania się w głos Pana i dawania na niego odpowiedzi. Połowa czasu, który prowadzi nas do spotkania z Bogiem w tajemnicy zarówno Jego paruzji, jak i pamiątki Jego narodzenia. Warto sobie zadać kilka pytań: Jak wykorzystałem ten czas? Jaki jest mój tegoroczny Adwent? Jak wygląda przygotowanie mojego serca, duszy na spotkanie ze Zbawcą?

Czytania, które słyszymy w dzisiejszej liturgii słowa, dają nam podpowiedź, jak kształtować ten czas właściwie. Jak zawsze, tak i dziś słowo Pana jest konkretną wskazówką. Co zatem Pan nam dziś przypomina?

Zanim jednak poszukamy tych Bożych wskazówek, postarajmy się przypatrzeć naszemu codziennemu postępowaniu. Kiedy czekamy na coś lub kogoś, mogą się w nas pojawiać dwie zasadnicze postawy. Jedna z nich to radość. Napełnia nas ona, ponieważ przybliża się jakaś wartość, osobowa bądź nie. Cieszymy się, że już jest blisko, że mają sens różne podejmowane przez nas kroki, aby przybliżyć to spotkanie. Radujemy się również, że wypełnią się nasze pragnienia, że spełnią się nasze nadzieje. I taka postawa jest właściwa nie tylko religijnemu oczekiwaniu, ale także takiemu zwykłemu, codziennemu oczekiwaniu na spotkanie z kimś ważnym, kochanym czy też na jakąś wartość materialną, prezent czy inną potrzebną rzecz. Drugą postawą jest niepokój. Iluż to ludzi spotkaliśmy, a może i sami czasem doświadczaliśmy tego, że zamiast radości pojawia się właśnie niepokój, strach, a w skrajnych przypadkach – zwątpienie. Oto bowiem niespodziewanie wydłuża się czas naszego oczekiwania. Pojawiają się nowe, zaskakujące nas wydarzenia, które oddalają spełnienie naszych nadziei. Rodzą się pytania: A może się nie uda? A może wydarzy się coś przeciwnego? Znamy dobrze te odczucia.

A Pan Bóg mówi dziś do nas: nie martw się, kiedy oczekujesz. Bądź pewny tego, że przyjdę i napełnię Cię potrzebnymi łaskami. Oczekuj mojego pojawienia się, gdyż ono przybliży Ci zbawienie. Mówi nawet więcej: raduj się czasem oczekiwania. Niech ono kształtuje w Tobie postawę wdzięczność i umiejętnego przyjęcia daru. Podpowiada również: bądź cierpliwy. Tylko oczekiwanie na Mnie, mówi do nas Pan, wypełni Twoje ostateczne pragnienia. Tylko moje przyjście nauczy Cię właściwych relacji do otaczającej Cię rzeczywistości, do radości i smutków, do życiowych zwycięstw i porażek. Przypominają się w tym momencie znane słowa wielkiego ojca Kościoła, żyjącego w północnej Afryce na przełomie IV i V wieku – św. Augustyna. Mówił on: „Stworzyłeś nas, Boże, dla siebie i niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie” (Wyznania). Taka jest nasza ludzka kondycja. Pełne bowiem spełnienie naszego życia, naszych pragnień i oczekiwań możemy odnaleźć tylko w Nim – w Bogu.

Siostry i bracia!
Zatem tak oczekujmy. Miejmy w sercu głębokie pragnienie spotkania ze Stwórcą. Radujmy się ze spotkania z Nim. Odrzucajmy smutek, niecierpliwość czy nawet zwątpienie, kiedy Pan oddala czas spotkania. Czas wylania swojej łaski. Czas miłosierdzia i odkupienia. Czas umocnienia i błogosławieństwa. Jego przyjście jest pewne. Pewne jak świadectwo, które dawał swoim życiem św. Jan Chrzciciel. Pewne jak słowa proroctw Izajasza. Może nie natychmiast, może nie na sposób tego świata, może nie takie, jak my byśmy sobie wyobrażali – ale pewne na sposób Boży. Zatem: „Odwagi! Nie bójcie się!” (Iz 35,4). To Bóg wypełni nasze serca, to On zrealizuje nadzieje w Nim pokładane, to On w końcu obdarzy nas zbawieniem – co niechaj będzie naszym udziałem z łaski i miłosierdzia Pana naszego Jezusa Chrystusa, któremu cześć i chwała, i uwielbienie teraz i na wieki wieków. Amen.