Trzy kroki ku homilii, ks. Marek Gilski

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną. Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą (Ps 23, 4).

1. Komentarz naukowy

Ps 23 należy do psalmów ufnościowych i składa się z dwóch części; jedna przedstawia nam Jahwe jako pasterza, a druga Jahwe jako gospodarza, który wyprawia ucztę na świętym miejscu. Powstanie psalmu ustala się na okres sprzed niewoli babilońskiej.

Istnieją dwa podstawowe ośrodki symboliczne, wokół których obraca się psalm: pasterz, który podąża ze swoim stadem na zieloną polanę (ww. 1–4), i napełniony kielich na zastawionym stole, znak gościnności z pewnymi odcieniami liturgiczno-ofiarnymi (ww. 5–6).

Dla Semity pasterz jest kimś więcej niż zwyczajnym przewodnikiem, który potrafi niespodziewanie skierować się ku jakiemuś pastwisku lub oazie albo który umie wybrać drogę mniej niebezpieczną. Jest on przede wszystkim stałym towarzyszem podróży, a godziny jego stada są jego godzinami. Naraża się na te same niebezpieczeństwa, ten sam głód i pragnienie. Słońce równie nieubłaganie pali jego i jego stado. Tylko on potrafi dać bezpieczeństwo, gdyż błędne i prowadzące na manowce szlaki są starannie odrzucane przez jego laskę. Pasterz jest zatem wybawicielem, jego zdolność prowadzenia na polanę pełną trawy decyduje o losie owiec. Zrozumiałe staje się zatem, dlaczego na Wschodzie symbolika pasterza była odnoszona do króla i bóstwa. Królewski epitet Hammurabiego brzmi: pasterz dobroczynny. Dawid jest pasterzem (2 Sm 5, 2; 7, 7), jemu, nazywanemu moim sługą, przeciwstawia się niewiernych rządzących-pasterzy, o których mówi się: Sami siebie pasą!

Drugim centrum symbolicznym jest gościnność, która ma konotacje rytualne (ofiara – pokojowa lub biesiadna). Pan stosuje prawa niezwykle życzliwej gościnności wschodniej: namaszcza wonnościami głowy zaproszonych, podaje pieniący się kielich przyjaźni, zastawia stół, który oznaczając opiekę i więzi wzajemnej troskliwości, staje się nienaruszalnym azylem przeciwko nieprzyjaciołom i wszelkim przejawom wrogości. Pan następnie przepasuje się, każe nam zasiąść do stołu i obchodząc, usługuje nam. Żyd doświadczał antycypacji definitywnej i w pełni sycącej uczty za każdym razem, gdy przybywał do świątyni. Długa droga i przeżyte niebezpieczeństwa zostawiał za swymi plecami, prześladowania znikały, ponieważ świątynia była nietykalna i broniła każdego, kto chwycił się rogów ołtarza. Domem, o którym Izraelita marzył bardziej niż o czymkolwiek innym, był właśnie dom jego Boga zbudowany na wzgórzu Syjon. Psalm staje się zatem obwieszczeniem radości z uczestniczenia w życiu religijnym, w liturgii, międzyosobowym dialogu z Bogiem, w mistycznej sytości płynącej z zażyłej modlitwy, wyrażonej także przez ofiary biesiadne, obejmujące właśnie święty posiłek.

Autor Ps 23 wyznaje, że Jahwe jest jego pasterzem. Inne psalmy wspominają o Jahwe jako pasterzu całego narodu, Ps 23 mówi o Jahwe jako pasterzu pojedynczego człowieka. Obraz Jahwe-pasterza kojarzył się z dobrocią Boga, która w pełni objawiła się w NT, w Jezusie Chrystusie; powiedział On o sobie: Ja jestem dobrym pasterzem. Psalmista uczy ufności w Opatrzność Bożą. Pobożny winien zaufać Bogu, że go otoczy opieką. Winien być podobny do gościa, który ufa, że gospodarz dostarczy mu wszystko, aby czuł się dobrze w jego domu. Bóg jest pasterzem dla chrześcijan, wiedzie ich do wód Chrztu i do pokarmu Eucharystycznego (G. Ravasi, Psalmy. Cz. 2, Psalmy 22–68, Kraków 2007, s. 78–84; Księga Psalmów. Wstęp, przekład z oryginału, komentarz, ekskursy, oprac. J. Łach (Pismo Święte ST; t. 7, cz. 2, s. 179–180).

2. Mistrzowie teologii i życia duchowego

„Każdy człowiek gorąco kocha wolność, ale jest coś, czego pragnie bardziej, bez czego istnienie i nawet wolność jest bolesna – to jest szczęście. Jeden z większych życiowych paradoksów polega na tym, że choćby człowiek nie wiem jak szukał wolności, wciąż pragnie być niewolnikiem. Nie w tym znaczeniu, że odmawia mu się wolności, ale w tym sensie, że tęskni do czegoś, co mógłby czcić, czegoś, co będzie zagarniać jego wolę, wiązać jego serce, pochłaniać jego siły i rozkazywać jego uczuciom. Człowiek chce być wolny, by wybierać między różnymi rodzajami szczęścia, ale nie chce być od niego wolny. Pragnie być niewolnikiem szczęścia” (F. J. Sheen, Wieczny Galilejczyk, Poznań 2019, s. 71).

3. Z życia wzięte

Marcin Jakimowicz w książce pt. Jak poruszyć niebo. 44 konkretne wskazówki (Kraków 2018, s. 94–95) przytacza następujące świadectwa ludzi po rekolekcjach: „Na scenę wyszła Ola. Wzięła do ręki mikrofon: Zanim powiem, jakie rzeczy Bóg uczynił w moim życiu, chciałabym podziękować każdej osobie, która siedziała przez tych kilka tygodni ze mną przy stoliku. I rozpoczęła wyliczankę. O każdej z tych osób powiedziała coś dobrego. Patrzyłem na twarze tych ludzi. Byli bardzo poruszeni. Niektórzy nie potrafili ukryć wzruszenia.

Ola nie zrobiła niczego wielkiego, odkrywczego, rewolucyjnego, ale dla mnie było to objawienie. Z każdego wydobyła dobro i głośno o nim powiedziała.

Jeden z moich przyjaciół, który na lata wpadł w pełne agresji klimaty kibolskie i był na bakier z prawem, powiedział mi kiedyś, że przychodził na spotkania naszej diakonii, bo było to jedyne miejsce, w którym słyszał dobre rzeczy. Bóg mówił: Jesteś dobry. Stworzyłem cię na swój obraz. Nie słyszał podobnych słów ani w domu, ani w szkole, ani wśród rówieśników.

Czy nie za bardzo oswoiliśmy się z wizją Kościoła przypominającą lożę dziadków szyderców z Muppet Show? Wytykają palcami, krytykują, są mistrzami ciętej riposty.

Może i masz rację, ale jakie z tego dobro? – mawiał Tischner. Kurczę, dlaczego te słowa od dawna nie dają mi spokoju?”.

Na półmetku Wielkiego Postu warto postawić to pytanie. A ty gdzie słyszałeś i słyszysz najlepsze słowa na twój temat? W kościele, w domu, w pracy? Gdzie? Spróbuj w tym postnym okresie na nowo usłyszeć słowo Boże: Jesteś dla mnie ważny. Umarłem za ciebie. Zależy mi na tobie, na twoim szczęściu. Przygotowałem dla ciebie mieszkanie w niebie. Czekam.