- Strona główna
- Wobec codzienności
- Komercjalizacja kaznodziejstwa?
Komercjalizacja kaznodziejstwa?
ks. dr Robert Nęcek, 22.02.2008
Nie tak
dawno dowiedziałem się za pośrednictwem polskich mediów, że polscy księża
kradną… kazania, a to traktuje się jako przestępstwo. Doniesienia te oparte
były na podstawie wypowiedzi homiletów-naukowców. Ks. prof. Wiesław Przyczyna
z Papieskiej Akademii Teologicznej pewnie słusznie twierdzi, że księża w
terenie coraz częściej ściągają gotowe homilie, gdyż ogarnia ich lenistwo i nie
mają żadnych pomysłów. Jego zdaniem w małych miejscowościach księża beztrosko
mówią o komuchach, liberałach i używają przy tym nazwisk. Produkt kupiony nie jest przywłaszczony Jeżeli idę
do sklepu po bułki, to poprzez zakup stają się one moją własnością. Wypływa to
przecież ze słusznej sprawiedliwości. Podobnie bywa z zakupem pomocy
kaznodziejskich. W tym duchu myślał już św. Augustyn twierdząc, że nie każdy
duszpasterz musi być wybitnym mówcą bądź geniuszem. Natomiast każdy zobowiązany
jest głosić homilie. Mając tego świadomość przygotowywał gotowe teksty, aby
inni mogli z nich korzystać. Nieco
mocniej wypowiedział się prof. Tomasz Naganowski twierdząc, że przywłaszczanie
cudzych kazań może skończyć się na sali sądowej. Czyżby zapomniał, że produkt
kupiony, nie jest produktem przywłaszczonym? Księża w parafiach doskonale zdają
sobie sprawę z konsekwencji naruszania praw autorskich, ale korzystają z gotowych
kazań i homilii, gdyż z takim przekonaniem, inni księża dla nich je piszą.
Kiedy usłyszałem odczytywaną swoją drogę krzyżową, nie myślałem o pójściu na
salę sądową, gdyż wiedziałem, że ksiądz ten kupił moje książeczki, a teraz je
wykorzystuje ku pożytkowi wiernych. Nie pisałem drogi krzyżowej dla siebie,
lecz dla księży w terenie. Kaznodziejstwo nie ma charakteru komercyjnego, gdyż
jest ono wpisane w ewangelizację. Dlatego księża nawzajem się wspierają. Myślę, że
skrajne postawy nigdy niczemu nie służą, natomiast w tym wypadku niepotrzebnie
rodzą postawy antyklerykalne. Choć w każdym problemie są jego dwie odsłony, to
jednak nie można tak łatwo i z zadowoleniem udzielać tanich werdyktów i
uogólnień. Bowiem kolorystyka biało-czarna grozi nam – z jednej strony
zachowaniem przedszkolanki, która wszędzie węszy niebezpieczeństwo i zagrożenie
sama stając się dziecinna, a z drugiej postawą kaprala pragnącego wszystko i
samemu załatwić środkami prawnymi i dyscyplinarnymi. W ostatnim
czasie tak łatwo wydaje się opinię o polskich księżach, a tak trudno przychodzi
dowartościować ich pracę ponad siły. Łatwo się pisze pewne słowa siedząc za
biurkiem, a o wiele trudniej jest ruszyć w polskie parafie i przyglądnąć się
jak rzeczywiście pracuje polski ksiądz. Razi mnie takie podmalowywanie
sztucznie podnoszonych problemów, bo świadczy to o chodzeniu po niebie, zamiast
twardo po ziemi. W niebo należy patrzeć i do nieba dążyć, ale do nieba się nie
dotrze, jeżeli nie jest się z tej ziemi. Nie lenistwo, lecz przemęczenie Wszystkich
uczą i pociągają pozytywne przykłady. Są one zdecydowanie trudniejsze, ale ich
owoce stają się daleko bardziej widoczne. W zakresie homiletyki godnym uznania
jest promowany ostatnio przez dyrektora Wydawnictwa św. Stanisława w Krakowie,
ks. Zygmunta Kosowskiego, internetowy kurs homiletyczny, cieszący się wzięciem i
uznaniem.
Zaraz po
przeczytaniu artykułu zapoznałem się z historią krakowskich „Materiałów
Homiletycznych”, w których drukuje się gotowe kazania i teksty do nabożeństw. A
w jakim celu się je drukuje? Ano dlatego, aby księża pracujący na dwóch etatach
– w szkołach i w parafiach, mieli z czego korzystać. Pamiętam, jak kiedyś ks.
prof. Edward Staniek prosił mnie, aby przygotować serię kazań dla potrzeb
duszpasterskich. Propozycję przyjąłem z radością, gdyż wiedziałem, że tym
sposobem przysłużę się niejednemu kapłanowi w terenie. Wchodzę w niedzielę do
kościoła i słyszę w całości moje kazanie. Czy pomyślałem w tym momencie, że
ksiądz przytaczający mój tekst, naruszył prawa autorskie? Nawet nie przeszło mi to przez myśl. Ucieszyłem
się natomiast, że moje wydrukowane słowa stały się elementem pomocy. Przecież
kapłani drukujący kazania w periodykach kaznodziejskich nie drukują chyba po
to, aby się chwalić kunsztem swojej twórczości? Dodatkowo są za to
wynagradzani.
Autorzy
twierdzą, że ściąganie narasta. Jeżeli teraz narasta, to znaczy, że coś się źle
dzieje z wykładami homiletycznymi w seminariach. Tym bardziej, że uczniowie
zawsze świadczą swoim zachowaniem o swoich profesorach. Oprócz tego naszych
księży z pewnością nie ogarnia lenistwo, natomiast na pewno ogarnia
przemęczenie. W tej perspektywie nie możemy być – jak mówił ks. Józef Tischner
– ludźmi ze „wspólnoty cnotliwych, którzy o cnocie jedynie rozprawiają”.