Pielgrzymka prawdy

ks. Paweł Rozpiątkowski, 28.04.2008

Benedykt XVI w trakcie trzech lat pontyfikatu tylko trzy razy gościł na pierwszej stronie jednego z dwóch, obok „The Washington Post", najpoważniejszych amerykańskich dzienników - „The New York Times'a". Jan Paweł II w porównywalnym okresie 25 razy. To jeden z dowodów na to, że przed wizytą za oceanem Amerykanie nie znali Benedykta XVI. Badania pokazywały wprawdzie, że o papieżu słyszeli, że go lubią, ale nic ponad to. No, może poza sloganem o Pancernym Kardynale, którym przez lata niechętni charakteryzowali osobę Prefekta Kongregacji Doktryny Wiary.

Podczas wizyty Amerykanie mieli okazje poznać papieża i ci, którzy chcieli, przekonali się, że przypisany przez niechętnych katolicyzmowi slogan, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Benedykt XVI dał się poznać taki, jaki był i jest. Komentatorzy podkreślali najczęściej skromność, wrażliwość i erudycję Ojca Świętego. Można powiedzieć, że papież przełamał lody, ale to byłoby za mało. Celem pielgrzymki nie było wywarcie pozytywnego wrażenia i zamienienie sloganów - „Pancernego Kardynała" na „Skromnego Erudytę". Gra toczyła się o znacznie wyższą stawkę. Tym bardziej, że czas nagli. - Kto zaprzeczy, że chwila obecna stanowi przełom nie tylko dla Kościoła w Ameryce, ale także dla społeczeństwa jako takiego? - pytał papież podczas homilii na stadionie Nationals Park w Waszyngtonie. Pytanie padło w USA, do obywateli USA, przede wszystkim do amerykańskich katolików, ale miało charakter globalny, choćby z tego względu, że Stany Zjednoczone są pierwszym globalnym graczem i na Ameryce, jak na nikim innym są skupione oczy całego świata. Żyjemy więc - według Benedykta XVI - w czasach przełomu i jesteśmy ludźmi przełomu. Według diagnozy Benedykta XVI świat stoi dziś na rozstaju. Albo wybierze prawdę, albo miraże.

Benedykt XVI pojechał za ocean, by dać świadectwo prawdzie. To słowo jest kluczem do zrozumienia jego pielgrzymki. Wielokrotne wspominanie o skandalu seksualnym, który przed kilku laty zranił mocno Kościół nie było pijarowską strategią. Było po prostu prawdą. Albo słowa na spotkaniu ekumenicznym, gdzie papież podkreślił właśnie prawdę jako ostateczny cel dialogu ekumenicznego, wbrew niektórym tendencjom, by z prawdy w imię jedności rezygnować. Albo słowa podczas trudnego skądinąd spotkania z przedstawicielami katolickich wychowawców ze szkół nominalnie katolickich, w których prawda objawiona jest spychana na margines.

Za oceanem papież chciał powiedzieć tylko tyle i zarazem aż tyle: „Tylko «trzymając się prostej linii prawdy» (2 Tes 2,15; por. Ap 2,12-29), będziemy w stanie odpowiedzieć na wyzwania, stojące przed nami w zmieniającym się świecie."