26. niedziela zwykła (dla młodzieży)

Ks. Łukasz Piórkowski, 26.09.2008


Na początek zagadka. Na belce siedzi pięć żab. Dwie zdecydowały się zeskoczyć. Ile żab pozostanie na belce? Jeśli pomyślałeś o trzech, to najprawdopodobniej się pomyliłeś. Istnieje, bowiem zasadnicza różnica między podjęciem decyzji o zrobieniu czegoś, a faktycznym działaniem. Każdy z nas podejmował noworoczne lub wielkopostne wyrzeczenia i na nich się kończyło. Wielu próbowało dokonać wielkich zmian we własnym życiu, ale pozostawały one w sferze planów. Dlaczego tak często nie realizujemy naszych własnych zamierzeń? Istnieje kilka teorii, każda jest użyteczna w wyjaśnianiu nieco innych aspektów działania człowieka. Niemniej dla celów praktycznych wystarczy podkreślić, iż zachowanie się człowieka jest funkcją wartości i możliwości. Twierdzenie to oznacza, że człowiek w życiu stawia sobie cele, które z rozmaitych powodów są dla niego istotne i podejmuje działanie, jeśli wierzy w możliwość realizacji tych celów. Proces dokonywania poważnych zmian w życiu jest niewątpliwie bardziej skomplikowany niż zeskoczenie żaby z belki. Toteż w kontekście dzisiejszych czytań zastanówmy się, dlaczego tak wielu ludzi nigdy tych celów nie osiąga.

Czytanie z proroka Ezechiela zawiera precyzyjną wskazówkę: przewrotne postępowanie. Oznacza ono bagaż naszych doświadczeń, zwłaszcza tych bolesnych, trudnych. Doświadczeń, wobec których czujemy się bezsilni, bezradni, które podcinają naszą inwencję twórczą i zaangażowanie, sprawiając, iż rzeczywistość staje się dla nas polem minowym. Oto bowiem kłopoty w szkole, na uczelni, niezrozumienie z przyjaciółmi, nieustające kłótnie z rodzicami, rodzeństwem, niezrealizowane plany, samotność. Co się wówczas z nami dzieje? Nos na kwintę, znudzenie, rozczarowanie, rozdrażnienie, wszystko działa na nerwy. Życie na huśtawce. Przewrotne postępowanie jest symbolem kryzysu, który skutecznie blokuje możliwość realizacji zamierzonego celu, możliwość osiągnięcia pokoju i radości.

Słowo kryzys jest obecnie bardzo często używane. Wystarczy przejrzeć gazetę, posłuchać radia lub obejrzeć wiadomości w telewizji, by dowiedzieć się o jakiś kolejnym zdarzeniu kryzysowym. Tak więc słyszymy o kryzysie wartości religijnych, o kryzysie rodziny, finansów publicznych, kryzysie polskiej piłki nożnej, kryzysie praw człowieka w Tybecie. A przecież grecka etymologia słowa kryzys nie wskazuje na jego ujemny charakter. Czasownik ten znaczy tyle, co rozdzielać, rozstrzygać, decydować sądzić. Zaś pochodzący od niego rzeczownik to wybór, rozstrzygnięcie. Mogłoby się więc wydawać, że potoczne i słownikowe rozumienie słowa kryzys wykluczają się wzajemnie. Tak jednak nie jest. Co więcej, one się wzajemnie dopełniają. Mówiąc wprost każdy problem wymaga działania celowego poprzedzonego decyzją. Właśnie taką sytuację opisuje dzisiejsza Ewangelia. Przedstawia dwóch braci i dwie różne decyzje. Co ich łączy? Obydwoje nie mają zamiaru pracować w winnicy swojego ojca. Ale wszystko inne ich dzieli. Pierwszy, aby się wymigać, stosuje mechanizm, który moglibyśmy określić jako „na potulnego synka". Ojcze, ależ oczywiście, już idę, nie ma sprawy, jestem do dyspozycji, chętnie ci pomogę, ja sam wszystkim się zajmę, niczym się nie martw, panuję nad sytuacją. Za takim wachlarzem sformułowań można łatwo i wygodnie ukryć lekceważenie. Drugi bez ogródek wyraża swoje niezadowolenie: „Nie chcę; lecz później opamiętał się i poszedł”. Opamiętał się, to znaczy dokonał zestawienia strat i zysków. Zrozumiał, iż prawdziwe szczęście zdobywają ci, którzy mają odwagę dać coś z siebie. Mają odwagę stawiać sobie wymagania. Mają odwagę zmierzyć się z trudnościami.

Więcej w: „Materiały Homiletyczne” 2008, nr 246