29. niedziela zwykła

ks. Konrad Jaworecki, 16.10.2008

Słuchać nie zawsze oznacza słyszeć

„...bo nasze głoszenie Ewangelii wśród was nie dokonało się przez samo tylko słowo, lecz przez moc i przez Ducha Świętego, z wielką siłą przekonania. Wiecie bowiem, jacy byliśmy dla was, przebywając wśród was".

Czyż w dniu dzisiejszym potrzeba nam lepszego motta? Czy potrzeba nam bardziej doniosłych słów mówiących o wielkości i wadze pontyfikatu Jana Pawła II? Chyba nie.

Święty Paweł zwraca się do Tesaloniczan, my zaś chciejmy te słowa odnieść także do naszej rzeczywistości. My, którzy wspominamy, wracamy myślami i sercem do naszego wielkiego rodaka. Czym zatem był pontyfikat Jana Pawła II? Czy był wydarzeniem znaczącym, zmieniającym nasz kraj, naszą cywilizację europejską, może nawet oblicze całego świata? Zapewne tak, ale czy był on wydarzeniem w naszym życiu? Czy Jan Paweł II to naprawdę autorytet? Wszyscy go znali i kochali, ale czy ktoś go słuchał? Gdydyby zapytać nas o to, czy wiemy, co do nas mówił, to będziemy umieli odpowiedzieć? Czy wiemy, tak naprawdę, ile mu zawdzięczamy? A może operujemy tylko wyświechtanymi sloganami: Jan Paweł Wielki, Santo subito, Nasz Papież!?

Zastanówmy się, ile w naszym „kochaniu" papieża jest miłości. Kocha się najczęściej ludzi, którzy są nam bliscy. Tych, którzy są dla nas dobrzy. Pomagają nam i wspierają w trudnych momentach życia. Tych, którzy są najbliżej nas. Czy Jan Paweł II był najbliżej nas? Czy tylko tą bliskością „mamiła" nas telewizja? Bo się uśmiechał, bo machał do nas, brał dzieci na ręce i przytulał... A co mówił? O czym bezustannie przypominał? I najważniejsze: Kogo głosił? Do Kogo nieustannie się odwoływał się, by nie powiedzieć, jakie było jego ulubione dzieło cytowane!?

Jan Paweł II, ten wielki człowiek, przez całe swoje życie chciał przybliżyć nas do Boga. Na ile Jan Paweł II zaszczepił w nas miłość do wspólnoty? Do rozumienia wspólnoty całego Kościoła powszechnego, wspólnoty kościoła diecezjalnego czy w końcu wspólnoty parafialnej. On wiedział, że wiara dzielona rośnie. Wiedział, że spotkania z nim, te w Watykanie, jak i te podczas pielgrzymek, miały być czasem dzielenia się wiarą. Dlatego  zawsze z ogromnym uporem od pierwszych lat swego pontyfikatu powtarzał: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi...". On wiedział, że tylko człowiek, wpatrzony w twarz Zbawiciela jest w stanie dokonać rzeczy wzniosłych. Taki był Jan Paweł II.

Jego wielkość to wielkość człowieka, który uwierzył w Boga i całkowicie mu zaufał. Nie była to prosta wiara, a tym bardziej nie było to proste zaufanie. Wiara wymagająca. Wiara zgadzająca się na cierpienie. Wiara oddająca się woli Bożej. I nadzieja. Nadzieja pokładana w Bogu i w człowieku. Nie bez przyczyny mówił do młodych: „Abyście zdali sprawę z nadziei, która w was jest". On wiedział, że w człowieku jest nadzieja, tylko człowiek musi potrafić ją znaleźć i rozwijać. Wielkość Jana Pawła II tkwi w jego wierze w Boga. I tego trzeba się nam uczyć od papieża Polaka nieustannie. Pamięć o nim będzie dopiero wtedy pełna, kiedy oprócz stawiania kolejnych pomników ku jego czci i prześciganiu się w nadawaniu jego imienia co drugiej szkole czy ulicy, zaczniemy słuchać tego, co do nas mówił. Nie wystarczy kochać go tylko za gesty, którymi zachwycał i zadziwiał. Należy kochać go za jego wiarę w Boga i człowieka, i jej się uczyć. Bez niej wszystko, co uczynił byłoby pustą filantropią.