33. niedziela zwykła

ks. Roman Pindel, 14.11.2008


Bać się czy niecierpliwie oczekiwać?


Określenie „koniec świata" używa się w odniesieniu do jakiejś katastrofy. Dlatego też „koniec świata" kojarzy się z lękiem, niepewnością i bezradnością człowieka wobec jakichś niewyobrażalnych wydarzeń. W konsekwencji ogromna większość ludzi wolałaby, aby ów „koniec świata" nie nastąpił, a jeżeli już ma się wydarzyć, to chcieliby być wcześniej o tym uprzedzeni. Tymczasem takie myślenie jest dalekie od wiary. Tego typu lęki nie powinny występować u chrześcijan. Apostoł Paweł, wręcz przeciwnie, oczekuje spokojnie, a nawet z utęsknieniem, zakończenia tego czasu i tej postaci świata, w których żyjemy.

  1. Nie koniec świata, ale Dzień Pański

Pierwszą korektę, którą musimy uczynić w naszym wyobrażeniu o końcu tego świata, to zmiana odnośnie do tego, czego oczekujemy. Dla Pawła najważniejsze jest nie to, że czas i ta postać świata przeminie, ale że to sam Chrystus przyjdzie, aby w sposób wspaniały zakończyć dzieje Zbawienia. To Jego drugie przyjście będzie zupełnie niepodobne do pierwszego. Gdy bowiem Syn Boży przychodził na ten świat przyjmując ludzkie ciało, potrzeba było wiary, że w Jezusie z Nazaretu Bóg posłał na świat Mesjasza. Można było Go odrzucić, fałszywie oskarżyć, skazać na śmierć i bezkarnie ukrzyżować. Jednak na końcu tego czasu Chrystus przyjdzie jako Pan, w taki sposób, że nie da się nie uznać Jego panowania.

Na określenie tego drugiego przyjścia Chrystusa Paweł Apostoł używa słowa „Paruzja", które w starożytności oznaczało uroczyste przybycie władcy do jakiegoś miasta. Takie przybycie było zaszczytem dla jego mieszkańców i stanowiło niejednokrotnie okazję do okazania łaskawości władcy wobec tych, którzy go witali. Zwykle mieszkańcy wychodzili naprzeciw przychodzącego króla, by okazać mu szacunek i dać znać, że pragną jak najprędzej powitać go u siebie. Wreszcie oczekujący i przybywający wkraczali uroczyście w mury miasta.

Apostoł Paweł głosił więc, że Chrystus Pan przyjdzie na podobieństwo takiego władcy do tego świata, w którym tylko nieliczni z utęsknieniem oczekują na Jego pojawienie się, by Go powitać. Zgodnie z tym pouczeniem tym bardziej niecierpliwie oczekiwano tryumfalnego przyjścia Pana, im bardziej trudno było żyć w tym świecie, im więcej niedogodności trzeba było znieść, by żyć według wiary, im bardziej srożyło się prześladowanie wyznawców Jezusa. Gdy więc chrześcijanie w Tesalonikach widzieli, że umierają ich bliscy, a Pan wciąż nie przychodzi, zaczęli z niepokojem myśleć o ich zbawieniu. To dlatego Apostoł uspokaja ich, odwołując się do znanego im porównania przyjścia Jezusa do uroczystych odwiedzin władcy. Pisze on więc:

Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych, którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim. To bowiem głosimy wam jako słowo Pańskie, że my, żywi, pozostawieni na przyjście Pana, nie wyprzedzimy tych, którzy pomarli. Sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej, a zmarli w Chrystusie powstaną pierwsi. Potem my, żywi i pozostawieni, wraz z nimi będziemy porwani w powietrze, na obłoki naprzeciw Pana, i w ten sposób zawsze będziemy z Panem. Przeto wzajemnie się pocieszajcie tymi słowami! (1Tes 4, 14-18).

Czytelnicy tego listu nie obawiali się „końca świata", ale z ufnością oczekiwali na przyjście Pana, jednak nie od strony szlaków komunikacyjnych, ale z nieba. Paweł nie musi ich uspokajać co do ich losu, bo oni są pewni, że wszyscy, którzy wyglądają tego przyjścia Jezusa, na pewno się nie zawiodą. Będą na zawsze z Panem, a to przecież stan najlepszy z możliwych. Trzeba ich było jedynie uspokoić, by mogli się tym pocieszać, że nawet ci, którzy nie doczekali w swoim życiu przyjścia Pana, także będą uczestniczyć w Paruzji i Zbawieniu.

  1. Nikt nie zna terminu przyjścia Pana

Powtórne przyjście Pana jest podobne także do przyjścia złodzieja w nocy. W tym przypadku jednak podobieństwo nie dotyczy zamiarów, ale tego, że nikt nie zna terminu tego przyjścia. Tym samym sytuacja wielu ludzi jest podobna do tej, gdy właściciel w najlepsze śpi, zaś złodziej pozbawia go jego własności. Dziś usłyszeliśmy słowa Pawła, który wprost stwierdza: „Dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy" (1Tes 5, 2). Jednak za chwilę napisze: „Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej" (1Tes 5, 4). Jak więc ten nieznany termin „owego dnia" jednych zaskoczy, innych zaś nie?

Zacznijmy od tego, że nie jest ważne, czy przyjście Pana zastanie nas w dzień, czy w nocy, podczas pracy, odpoczynku, czy snu. Ważne jest, czy możemy nazywać się „synami światłości i synami dnia" (1Tes 5, 5), czy - mówiąc inaczej - nie jesteśmy „w ciemnościach" (1Tes 5, 4). Decydujące jest bowiem, jakie jest zasadnicze odniesienie danego człowieka do Chrystusa. Nie idzie przy tym o to, czy człowiek nastawia się na samo przyjście Pana, ale o to, czy żyje tak, jak Pan nauczał i przekazał w swojej Ewangelii. Kto więc z wiarą przyjął Jezusa jako jedynego Zbawiciela i Pana dziejów, a do tego konsekwentnie naśladuje Go w swoim życiu, jest faktycznie „synem światłości i synem dnia". Niezależnie od tego, przy jakiej czynności Pan go zastanie w czasie Paruzji, nie będzie zaskoczony. Przyjście Pana będzie momentem ujawnienia jego szczęśliwego położenia i początkiem zbawienia, a więc niczym już niezagrożonego bycia na zawsze z Bogiem. 

Jeżeli Apostoł wzywa w dzisiejszym czytaniu do tego, by nie spać i być trzeźwym, to nie zamierza propagować postawy nieustannego spoglądania w niebo, by nie przegapić momentu przyjścia Pana, ale przestrzega przed tym, by nie upodabniać się w swoim życiu do pogan, których życie podobne jest do człowieka we śnie, narażonego na to, że najważniejsze wydarzenia go ominą, on zaś pozostanie bezbronny wobec wszystkiego, co dzieje się dookoła. Gdy zaś Apostoł wzywa do bycia trzeźwym, to ma na myśli stan czujności, właściwy człowiekowi, który żyje z namysłem, przewidując i podejmując rozsądne decyzje.

Kto więc uwierzył w Jezusa i stara się Go naśladować, znajdzie w sobie wiele tęsknoty, by oczekiwać z niecierpliwością ostatecznego wyzwolenia z tego zła, które jeszcze jest w świecie. Będzie też oczekiwał ze spokojem, zdając się na Pana, że czas Jego przyjścia będzie i tak dla niego pomyślny.

  1. Czuwanie nie polega na bezczynności

W tym samym Kościele w Tesalonikach po pewnym czasie pojawił się jeszcze jeden problem związany z przyjściem Pana. Niektórzy chrześcijanie tak bardzo wzięli sobie do serca samo oczekiwanie, że wydało im się, że ono jest tak ważne, że zwyczajne życie nie ma znaczenia. Posprzedawali majątki, rozdali lub „przejedli" i zaczęli żyć na koszt innych, którzy nadal pracowali, przez zwyczajne i chrześcijańskie zarazem życie oczekując na przyjście Pana. Zapewne dla uzasadnienia tego, że Pan miałby już niebawem przyjść, w Kościele w Tesalonikach pojawił się list, w którym Paweł miałby potwierdzać tego typu twierdzenia. Odzywali się prorocy, zapowiadający rychłe przyjście Chrystusa, a także nauczanie uzasadniające taki właśnie, bezczynny i oderwany do codzienności sposób oczekiwania na Pana.

Tymczasem takie „ciasne" rozumienie czuwania i oczekiwania jest na antypodach nauczania Pawła Apostoła. Nic więc dziwnego, że w Drugim Liście do Tesaloniczan daje on ocenę postawy tych, którzy choć gorliwie, to przecież fałszywie rozumieją to, na czym polega czuwanie chrześcijańskie. Zwraca się przy tym do tych, którzy są ofiarami fałszywego nauczania odnośnie do przyjścia Pana, pisząc:

W sprawie przyjścia Pana naszego Jezusa Chrystusa i naszego zgromadzenia się wokół Niego, prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list, rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański (2 Tes 2, 1-2).

To najważniejsze pouczenie, bo dalsze – odnośnie do tego, jakie wydarzenia muszą jeszcze nadejść, zanim Pan znów przyjdzie – niczego nam nie wyjaśnia. Dla adresatów tego listu najważniejsze są zaś na pewno wskazania praktyczne dotyczące codziennego życia. Wskazania, które nic nie straciły ze swej aktualności. Tym bardziej, że i dziś stanowią ważne przesłanie dla naszej społecznej odpowiedzialności za innych:

Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli (2 Tes 3, 10-12).

Autentyczne czuwanie chrześcijanina nie polega na bezczynnym wyglądaniu przyjścia Pana, ale na życiu według wiary i zwyczajnym wypełnianiu swoich obowiązków. Tymczasem niektórzy z wierzących w tym mieście stali się pasożytami, żyjąc na koszt innych. To dlatego też Apostoł przekornie stwierdza: „Kto nie chce pracować, niech też nie je!" (2 Tes 3, 10). Widocznie też ci, którzy tak „ciasno" rozumieli postawę czuwania, stanowili poważne zagrożenie dla innych, skoro Paweł każe się od nich odseparować. Pisze bowiem: „Jeżeli ktoś nie posłucha słów naszego listu, tego sobie zaznaczcie i nie obcujcie z nim, aby się zawstydził. A nie uważajcie go za nieprzyjaciela, lecz jak brata go napominajcie!" (2 Tes 3, 14-15). Fałszywie rozumiana wiara może bowiem stanowić niebezpieczeństwo także dla życia tych, którzy jeszcze nie zbłądzili. Z drugiej strony, ci ostatni, gdy tylko to możliwe, mają starać się błądzącego brata pozyskać dla właściwie rozumianej wiary.

Tak więc zarówno Pawłowe pouczenie o najważniejszym przyszłym wydarzeniu w dziejach Zbawienia, jak i częste dzisiejsze nieporozumienia w rozumieniu „końca świata", ukazują potrzebę poznawania prawd wiary, i to u źródła, w Piśmie Świętym odczytywanym i interpretowanym w Kościele.