3. niedziela Adwentu

ks. Wacław Chmielarski, 11.12.2008

Adwentowa radość

Trzecia niedziela Adwentu nazywana jest „NIEDZIELĄ GAUDETE", czyli niedzielą RADOŚCI. Ktoś może zapytać: Czy w Adwencie jest miejsce na radość? Pytanie to można zadać, gdy patrzymy na kolor fioletowy szat liturgicznych. Kolor ten kojarzy nam się z Wielkim Postem, pogrzebem, smutkiem i żałobą, a chyba nie z radością.

Dzisiaj w 2. czytaniu słyszymy natomiast mocne słowa św. Pawła: „ZAWSZE SIĘ RADUJCIE" (1 Tes 5, 16). Jak je rozumieć? Najpierw trzeba głębiej zanalizować samo pojęcie „radość", co ono oznacza?

Czym jest radość?
„Radość to pewien rodzaj ludzkiego szczęścia, które płynie z poznania i posiadania jakiegoś dobra, lub nadziei i oczekiwania na spełnienie obietnicy. Radość jest tym większa, im większe i trwalsze jest dobro, które posiadamy. Jeżeli należy ono do porządku materialnego i doczesnego, wtedy radość ma charakter naturalny, a jeżeli dobro jest nadprzyrodzone, to radość jest duchowa i religijna, zrodzona pod wpływem bliskości Boga – NAJWYŻSZEGO DOBRA" (ks. I. Okarmus).

Radość może być różna. Najczęściej doświadczamy tych codziennych, ziemskich radości, począwszy od lat szkolnych: radości z otrzymanego dobrego stopnia w szkole czy pochwały od rodziców oraz przełożonych w życiu późniejszym, zawodowym. Radości te są piękne, ale chwilowe i przemijające. Dla człowieka wierzącego radością jest wiara w Boga i w życie wieczne. Zasadniczym fundamentem radości katolika jest Chrystus. Pamięć o Nim jest źródłem radości, która nie przemija nawet w trudnościach i cierpieniu.

Znane jest powiedzenie, że „smutek dzielony jest tylko połową smutku, a radość dzielona jest podwójną radością". Ludzka radość ma różne barwy, jednak jej ostatecznym źródłem i wypełnieniem jest Bóg. Stąd zaleceniem jest uczenie się sposobów na wyrażenie radości, aby innych podtrzymać w najbardziej dramatycznych chwilach ich życia.

Potrzeba radości
Znany pisarz angielski Julien Green krótko przed swym nawróceniem stawał u bramy pewnego kościoła i obserwował... Takie było wtedy jego myślenie: skoro ci katolicy rzeczywiście wierzą w to, w czym uczestniczą, to powinni wychodzić z kościoła z oczyma rozpalonymi światłem, z ogniem w sercu. Tymczasem widział przed sobą ludzi bezbarwnych, nadąsanych, o bezdusznych obliczach. Przecież tam w świątyni powinni być naładowani radością, i potem tą radością powinni promieniować na otoczenie.

Ciekawe spostrzeżenie wybitnego pisarza i obserwatora życia. Jako katolicy zostaliśmy powołani do przeżywania radości z Chrystusem. A drugie nasze zadanie – to dzielenie się radością z drugimi. Czynił to znany komik Charlie Chaplin (1889–1977). Ten niepozorny wydawałoby się człowiek z melonikiem i laseczką, a także ze śmiesznym sposobem chodzenia, dawał przez swoją twórczość aktorską wielu ludziom mnóstwo radości, rozweselał, wzruszał, prowokował i inspirował do bycia lepszym.

O potrzebie radości mówił od czasu do czasu Sługa Boży Jan Paweł II Wielki. Przykładem jest katecheza wygłoszona trzeciego września 2003 roku w Auli Pawła VI w Watykanie pt. „Wszystko czyńmy z radością". Papież oparł swoje rozważanie na treści psalmu 92(91) i pisze m.in. „Psalm 92(91) tryska więc szczęściem, radością, zaufaniem, optymizmem: darami, o które winniśmy prosić Boga właśnie w naszych czasach, gdy z łatwością zakrada się pokusa nieufności czy nawet rozpaczy".

O potrzebie radości pisał również papież Paweł VI. Wydał nawet encyklikę pt. Gaudete in Domino, czyli Radujcie się w Panu. Papież wskazuje na źródła chrześcijańskiej radości i optymizmu oraz potrzebę apostołowania przez radość i pogodę ducha.

Więcej w: „Materiały Homiletyczne” 2008, nr 247