- Strona główna
- Rok św. Pawła
- Nabożeństwo na 29 grudnia 2008 r.
Nabożeństwo na 29 grudnia 2008 r.
ks. Roman Pindel, 29.12.2008
Uniżenie Syna Bożego wyzwaniem dla chrześcijanina
Lectio divina tekstu Flp 2, 5-11
Przeżywamy okres Bożego Narodzenia, w którym z
niedowierzaniem wpatrujemy się w Stajenkę Betlejemską, by mogła dotrzeć do nas
ta prawda, że prawdziwy Bóg stał się Człowiekiem, że wybrał stan bezbronnego
Dziecka, że zgodził się przyjąć status Dziecka bezdomnych podróżnych i
uciekinierów. Wszystko to zaś po to, byśmy mogli przyjąć możliwość stania się
dziećmi Bożymi.
W Roku św. Pawła chcemy spojrzeć na tajemnicę przyjścia
Syna Bożego na świat oczami Apostoła narodów. Pragniemy to uczynić poprzez taką
formę czytania Pisma Świętego i modlitwy, którą określa się jako lectio divina. Pochylać się będziemy tym
razem nad fragmentem Listu św. Pawła do Filipian (Flp 2, 5-11).
Metoda lectio divina bywa stosowana zarówno w lekturze
indywidualnej, jak i wspólnotowej. Choć jej zasady znane są już od III wieku,
to jednak najobszerniej opisał ją Guido Kartuz II ok. roku 1150 w formie listu
znanego pod tytułem Scala claustralium (Drabina do raju czyli Traktat o sposobie
modlitwy). Kościół katolicki zwłaszcza w ostatnich latach zachęca do jej
wykorzystania, zarówno w życiu pojedynczego, jak i we wspólnocie. Do lectio divina zachęca Dokument Papieskiej Komisji Biblijnej Interpretacja Biblii w Kościele, ale
także ojcowie ostatniego Synodu Biskupów, który podejmował zagadnienie Słowo Boże w życiu i misji Kościoła.
1. Metoda
Lectio divina to w istocie cztery sposoby
lektury Pisma Świętego o różnym natężeniu analizy, poszukiwania odniesień do
swojego życia, zwracania się do Boga i trwania przed Nim. Tym różnym akcentom
nadaje się tradycyjnie łacińskie określenia: lectio, meditatio, oratio, contemplatio. Pierwszy sposób czytania (lectio) ma na celu wydobycie pełni
treści z wybranego tekstu. Temu celowi służą: uwzględnienie znaczenia użytych
słów (jeśli to możliwe, to w języku oryginału), analiza zdania, uwzględnienie
formy wypowiedzi (gatunek), kontekstu, zasad narratologii itp. Rezultaty takiej
analizy zapisujemy albo na egzemplarzu własnej Biblii, albo na luźnych kartkach
(fiszki), albo w notatniku (osobny zeszyt dla zapisu rezultatów lektury).
Ołówkiem podkreślamy w Biblii słowa kluczowe, powiązania między poszczególnymi
elementami tekstu, pytania, odniesienia do innych fragmentów. Piórem lub
długopisem zapisujemy rezultaty analizy, by zachować je na później. Ktoś inny
dla uwyraźnienia tekstu będzie starał się wyuczyć tekstu na pamięć lub przepisać
daną perykopę z pamięci, pilnie zważając na te słowa i całe frazy, które mu
umknęły lub które w istotny sposób przekręcił. Niektórzy będą porównywać różne
tłumaczenia tego samego tekstu, a inni analizować go posługując się np.
wydaniem interlinearnym Nowego Testamentu. Innym razem narzędziem będzie
czytanie na głos dla siebie lub dla innych. Wszystko to po to, by przyswoić
sobie z całą wyrazistością to wszystko i tylko to, co jest zawarte w tekście
natchnionym. Ten pierwszy sposób czytania (lectio),
poprzez swój trud, wyraża ogromny szacunek wobec słowa Bożego.
Drugi sposób czytania określa się jako meditatio. Wbrew narzucającemu się
rozumieniu tego słowa w języku polskim nie jest to jakiekolwiek medytowanie, a już na pewno nie idzie o
medytację, której celem jest odprężenie, relaksacja, harmonia, uspokojenie.
Wręcz przeciwnie, meditatio zakłada
napięcie, zmaganie, walkę. Ten bowiem sposób lektury Biblii polega na
odniesieniu treści wydobytych w lectio do
siebie osobiście. Jest to więc konfrontacja słowa Bożego z własnym życiem,
myśleniem i postępowaniem. O jakości meditatio nie decyduje jakaś szczególna technika, czy metoda, ale z jednej strony
wnikliwość w lekturze (lectio), z
drugiej zaś dystans i uczciwość wobec własnej osoby (meditatio).
Trzeci krok lectio
divina stanowi oratio. Tutaj
dominuje modlitwa, ale taka, która wyraża odpowiedź człowieka na przyjęte przez
niego słowo Boga. Gama możliwych odpowiedzi jest tak bogata jak liczba zachowań
ludzkich. W modlitwie więc może wyrażać się podziękowanie za zrozumienie słowa,
za napomnienie, za pocieszenie, czy umocnienie. Ale możliwa jest także modlitwa
prośby o wytrwanie, o siłę, o moc do przezwyciężania trudności. Modlitwa
zawiera niekiedy radość, bezradność, smutek, pytanie. Istotne jest na pewno, by
ten etap lectio divina wyrażał prawdę
przeżywaną w sercu, w którym spotyka się głos Boga z naszą wolnością.
Ostatnim elementem lectio
divina jest contemplatio. Stan
człowieka w tym momencie jest zwykle pochodną jego dotychczasowego
zaangażowania w lekturę, odniesienia słowa Bożego do swego życia i modlitewnej
odpowiedzi. Istotą tego stanu jest bycie
z Bogiem i to zażyłe, jako że poprzedza je spotkanie zawierające elementy
dialogu, prowadzącego do zrozumienia zamiarów Boga. To przyjazne przebywanie z Panem odbywa się w sercu, zaś w miejsce
konkretów walki przeżywanej na wcześniejszych etapach zajmuje relacja do Osoby.
Według metody lectio
divina będziemy wpierw czytać i starać się zrozumieć tekst Flp 2, 5-11 (lectio), następnie będziemy konfrontować słowo Boże z naszym życiem
(meditatio). Kolejnym krokiem będzie nasza odpowiedź nas słowo Boże według
tego, jak widzimy w nim nasze życie (oratio).
Wreszcie, pozostaniemy sam na sam z naszym Panem, uwielbiając jego uniżenie i
wywyższenie dla nas (contemplatio).
2. Lectio
Zacznijmy od uważnego wsłuchiwania się w tekst Pawła do
Kościoła, który jest mu szczególnie bliski. Zanim jedna wsłuchamy się w słowa,
w których Apostoł ukaże niezwykłą drogę Chrystusa, od chwały, przez niezwykłe
uniżenie, aż do wywyższenia ponad wszelkie stworzenie, musimy sobie uświadomić
kontekst, dalszy i bliższy. Dalszy stanowi niezwykła zażyłość pomiędzy
Apostołem a tymi, którzy dzięki jego głoszeniu ewangelii uwierzyli w Jezusa.
Nie tylko sprawili mu radość przyjmując z wiarą głoszone przez niego słowo
Boże, ale także pamiętali o nim, gdy on już gdzie indziej proklamował zbawienie
w Jezusie Chrystusie. Pamiętali nie tylko w życzliwych myślach, ale także
poprzez pomoc materialną tak, że mógł o nich wydać niezwykłe świadectwo:
Wy, Filipianie, wiecie przecież, że na początku głoszenia Ewangelii, gdy opuściłem Macedonię, żaden z Kościołów poza wami jednymi nie
prowadził ze mną otwartego rachunku przychodu
i rozchodu, bo do Tesaloniki nawet
raz i drugi przysłaliście na moje potrzeby (Flp 4, 15-16).
W atmosferze więc zaufania i bliskości Apostoł podkreśla w
Liście do chrześcijan w Filippi niezwykłe rysy ich Pana i Zbawiciela. Zanim
jednak powie o niezwykłym uniżeniu Chrystusa, wyrazi wielka prośbę do Filipian,
świadczącą o ich wzajemnej relacji:
Dopełnijcie mojej radości przez
to, że będziecie mieli te same dążenia, tę samą miłość, i wspólnego ducha,
pragnąc tylko jednego, a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego
współzawodnictwa, ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni
drugich za wyżej stojących od siebie. Niech każdy ma na oku nie tylko swoje
własne sprawy, ale też i drugich (Flp
2, 2-4).
Właśnie po tych słowa pojawia się tekst, który jest
wspaniałym hymnem, a który pragniemy przyjąć z całą otwartością:
To dążenie
niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w postaci
Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił
samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w
zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się
posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad
wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa
zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby
wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca (Flp
2, 5-11).
Pawłowi idzie o „dążenie", jak to
formułuje tłumaczenie Biblii Tysiąclecia, a więc o myślenie, z którego wypływa
działanie. To dążenie, które było u Pana, a którym teraz przejęty jest Paweł,
ma się udzielić – wręcz ma ożywiać – adresatów Listu. Wówczas Chrystus stanie
się w tak istotnej sprawie przykładem dla wszystkich, którzy wyznają swoją
przynależność do Niego.
O jakie to dążenie idzie Pawłowi?
Idzie o takie dążenie, które dokonało największej przemiany w dziejach świata.
Wobec niej wielkie rewolucje, czy największe zmiany społeczne, są niczym. Idzie
o bezprzykładną przemianę, w której Bóg schodzi na najniższe niziny egzystencji
ludzkiej, a to po to, aby człowieka pociągnąć za sobą.
O Synu Bożym to Paweł pisze, że
„istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z
Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się
podobnym do ludzi". Mówi o przemianie, która się nie śniła człowiekowi, że
prawdziwy Bóg stanął jak człowiek wśród innych ludzi, we właściwej dla ludzi
słabości, zależności i ograniczeniu. Jakby tego było mało, Apostoł ukazuje
dalsze stopni tego zniżania się Boga: „A w zewnętrznym przejawie, uznany za
człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to
śmierci krzyżowej". Nie tylko więc Bóg przyjął ograniczenia egzystencji
ludzkiej, ale zajął ostatnie miejsce wśród ludzi, bo został uznany winnym
takiego przestępstwa, że został wręcz wykluczony ze społeczności ludzkiej.
Skazano go na karę śmierci prze ukrzyżowanie, bo oznaczało to, co dzisiaj
określa się jako pozbawienie praw obywatelskich. W oczach Żydów przecież każdy,
kto został powieszony na drzewie, jest przeklęty (por. Ga 3, 13).
Dla uwyraźnienia zmiany w
odniesieniu do Syna Bożego można narysować swoisty wykres: z wyżyn „bycia na
równi z Bogiem" na niziny „bycia podobnym do ludzi", do tego w „postaci sługi".
Tak ocenia tę zmianę na pewno ówczesny Grek, czy zhellenizowani odbiorcy tego tekstu.
Ciało w tej kulturze jest traktowane jak więzienie, czy nawet grób duszy (gra
słów soma - sema). W Liście Pawła
został użyty zwrot o „ogołoceniu" bóstwa, jakby Syn Boży zdjął „szatę" pana a
pozostał w postaci tylko człowieka, w pozycji nieporównywalnej z kondycją
bóstwa. Jakby tego uniżenia było mało, ten Syn Boży nie tylko staje się Sługą
wśród ludzi, ale także przyjmuje śmierć, i to taką, jaka jest pisana ludziom
najbardziej zhańbionym. Jeden z autorów starożytnych napisał: „Nawet myśl o krzyżu
niech będzie daleko od człowieka wolnego, Rzymianina". Nawet myśl! Dlatego też
ludzie, którzy nie chcieli umierać w pohańbieniu, woleli popełnić samobójstwo.
Tymczasem Syn Boży nie tylko przyjął człowieczeństwo z jego ograniczeniem, ale
zgodził się na śmierć, która wyłączała go spośród ludzi godnych czci. Umarł
śmiercią najbardziej hańbiącą, a przeznaczaną dla buntowników, niewolników,
ludziom, którzy ważyli się podnieść rękę przeciwko temu, co uświęcone i
nienaruszalne.
Jednak to zejście na samo dno egzystencji
ludzkiej sprawia, że oto rozpoczyna się ruch „ku górze". Uniżony Syn Boży
zostaje wywyższony ponad wszystko, co stworzone, by na równi być Bogiem, by
wierzący mogli wyznawać: „Jezus jest Panem".
Św. Paweł mocno podkreśla, że Syn
Boży mógł pozostawać w tym należnym Mu, bez tego uniżenia, któremu się poddał.
Jednak nie trzymał się On kurczowo tego stanu, który od zawsze jest Jemu właściwy.
Tłumacz Biblii Tysiąclecia opisując tę sytuację używa zwrotu: „nie skorzystał ze sposobności, aby na
równi być Bogiem", w innych tłumaczeniach zaś można spotkać sformułowanie: „nie strzegł zazdrośnie, aby na równi
być z Bogiem". Takie czy inne tłumaczenie podkreśla prawdę, że Syn Boży w żaden
sposób nie osiągnął, nie zakupił, ani w żaden inny sposób nie zdobył tego stanu
wywyższenia, jak to bywało w starożytności, że jakiś niewolnik mógł stać się
człowiekiem wolnym, a ambitny wyzwoleniec dochodził niekiedy do jakiejś
wysokiej pozycji w społeczeństwie. Natomiast Syn Boży od zawsze ma tą kondycję,
nikt też nie usiłuje Mu „wyrywać" tego sposobu bytowania, ani też nikt nie jest
w stanie Mu w tym zagrozić. Równocześnie Syn Boży nie pilnuje lękliwie, nie
strzeże zazdrośnie, ani nie trzyma się kurczowo tego stanu właściwego dla Boga.
Stajemy wobec niezwykłej zgody na to, by Syn Boga zechciał zejść na niziny
człowieczeństwa.
Podobnie jest na dalszych etapach
tej Jezusowej „drogi w dół". W Ewangeliach mówi On o swojej śmierci, odrzuceniu
i poniżeniu jak człowiek absolutnie wolny, który zgodnie z zamiarem Ojca chce
złożyć swoje życie w ofierze dobrowolnie: „Ja sam oddaję. Nikt Mi tego nie
odbiera. Godzę się. Taką mam wewnętrzną kondycję". A więc to On sam posłuszny
Ojcu, Syn Boży dobrowolnie przyjmuję tą nową kondycję. Taką, która sprawia, że
blask Jego boskiej godności dla ludzi spotykających Go nie jest widoczny. Tak
jakby zmienił szatę z tej, która była adekwatna dla pana, na taką która jednoznacznie
wskazywała na sługę. Możemy sobie przypomnieć scenę z Ewangelii św. Jana, gdzie
Jezus - wciąż nazywany „Panem" i „Nauczycielem" – staje przed uczniami w samej
tunice, a więc stroju właściwym dla sługi i niewolnika. Wykonując jednak
czynności sługi nie przestał być ani na moment „Panem" i „Nauczycielem". Po
umyciu i otarciu nóg wszystkim uczniom powrócił na swoje pierwsze miejsce przy
stole, ubierając znowu szatę wierzchnią na tunikę.
3. Meditatio
Sam św. Paweł podsuwa nam
kierunek naszej meditatio, a więc
konfrontacji Słowa Bożego z naszym życiem. Jeden z najważniejszych kierunków wyraża
jego prośba skierowana do chrześcijan w Filippi: „To dążenie niech was ożywia;
ono też było w Chrystusie Jezusie". To po tych słowach wypowiada słowa hymnu.
Potrzeba więc, bym sam siebie zapytał, czy jestem tak wolny jak Chrystus, który
nie trzymał się kurczowo swojej pozycji? Czy jest we mnie takie posłuszeństwo,
jakie było w całej drodze Syna Bożego aż do największego uniżenia? Czy takie
dążenie mnie rzeczywiści „ożywia", czy tylko pozoruję postawę pokory,
uniżoności, gotowości do bycia usłużnym?
Paweł więc przywołuje ten Hymn, a
w nim przykład niepowtarzalną drogę Chrystusa, by tym mocniej wezwać chrześcijan
w Filippi do jedności w tym Kościele. Do jedności, która zasadza się na
wspólnym pragnieniu, wspólnych zamierzeniach. Aby tego typu wspólnota była
możliwa, nie może być wśród jej uczestników jakiegoś bezpodstawnego, zupełnie
niepotrzebnego, wywyższania się nad innych. Konieczne jest natomiast to, co
nazywamy postawą prospołeczną, czy takim stylem życia, który określa się jako
proegzystencja. Mówiąc najprościej, idzie o zorientowanie, czy „wychylenie się"
do innych. Pawłowi musi bardzo zależeć na tym, ażeby była zarówno pożądana
przez niego jedność, jak i ta właśnie „postawa dla drugich". Nie wywyższanie
się, lecz raczej uniżanie na sposób gotowości służenia innym. To rodzi pytanie
o moją gotowość do służenia, nawet gdy to mnie w jakiś sposób degraduje lub nie
pasuje do mojej pozycji.
Bardzo musi Pawłowi zależeć na
takiej postawie, skoro uzasadnia swoją prośbę na dwa sposoby. Najpierw - bardzo
emocjonalny: „dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same
dążenia, tę samą miłość, wspólnego ducha". Odwołuje się tym samym do całej
palety wspólnych doświadczeń, pragnień i uczuć. Później – jako drugi sposób
perswazji – służy wskazanie na przykład samego Chrystusa, który uniżył się w
sposób bezprecedensowy: „Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli
jakaś moc przekonująca miłości, jakiś udział w duchu, jeśli jakieś serdeczne
współczucie...". Tak bardzo gorąco i emocjonalnie, odwołując się do najwyższego
autorytetu, Paweł wzywa adresatów, by się przejęli właśnie takim patrzeniem na
innych i takim ocenianiem się wzajemnie. By zadbali o taką właśnie wewnętrzną
postawę. To zaś prowokuje mnie do pytanie o moje przeżywanie wspólnoty w której
żyję: rodzinnej, grupy, ruchu, czy parafii.
Apostoł zaklina ich, odwołując
się do tego, co zdaje się być wspólnym dobrem, ale także powołując się na osobę
Jezusa Chrystusa, na Ducha Świętego, na Boga, miłość. Odwołuje się do całego
przekazu, który dał temu Kościołowi: „jeśli więc jest jakieś napomnienie w
Chrystusie...". Innymi słowy, zwraca się do nich z apelem: jeśli nic nie utraciły
z aktualności moje zachęty, które wam głosiłem w imię i mocą Chrystusa,
uczyńcie jak was proszę. Paweł odwołuje się do miłości Boga: „jeśli jakaś moc
przekonująca miłości...", także niech to przyczyni się do tego abyście mieli te
same dążenia. Liczy on także na łączność w Duchu Świętym z adresatami, nie
tylko tę emocjonalną, nie tylko tę z przeszłości, ale na aktualną: „jeśli jakiś
udział w Duchu...". To jeden z rzadkich momentów, kiedy Paweł w uzasadnieniu
odwołuje się do trzech Osób – Ojca, Syna, Ducha Świętego. I wreszcie ta racja,
która następuje po teologicznych, z porządku łaski. Jest to odwołanie się do
chrześcijańskiego współodczuwania adresatów: „Jeśli jakieś serdeczne
współczucie...". Warto w tym miejscu zatrzymać się i przyjrzeć temu, jakie są moje
relacje do Ojca, Syna i Ducha Świętego. Jakie są moje dominujące emocje i
nastawienia, jakie dobra sobie szczególnie cenię, jakie wartości przede
wszystkim faktycznie realizuję w codzienności.
Gdy próbujemy odtwarzać sytuację Kościoła w Filippi, okazuje się, że w
jego życie zakradły się pycha i egoizm. To niepokoi Apostoła i sprawia, że tak
żarliwie wzywa, by wierzący wpatrzyli się w Jezusa Chrystusa i Jego uniżenie.
To bowiem stanowi najmocniejszy argument – przykład samego Pana, nie Jego
pouczenie, ale dobrowolne, dla korzyści ludzi, uniżenie samego siebie. Trzeba
się zapytać o możliwość pychy w swoim życiu, i to różnych powodów: z
zaangażowania w życie religijne, z dobrego moralnie życia, udanego życia
zawodowego, dzieci, z których można być dumnym. Czy oddaje chwałę Bogu, który
mi to wszystko dał? Czy uniżam się przed Bogiem, powtarzając: „nieużytecznym
sługą jestem, wykonuję tylko to, co mi poleciłeś".
4. Oratio
W naszej osobistej modlitwie
odpowiadamy Bogu tak jak zrozumieliśmy Słowo Boże w odniesieniu do nas i
naszego życia.
Możemy więc wpierw dziękować Ojcu
za posłanie Syna na świat dla zbawienia wszystkich ludzi. Możemy uwielbiać
Jezusa w tym, że jest posłuszny Ojcu i w sposób wspaniałomyślny zaangażował się
w nasze zbawienie. Możemy, wreszcie, dziękować Duchowi Świętemu, że daje nam
zrozumienie Pisma Świętego i prowadzi naszą modlitwę.
Dalej rozmowa ma się toczyć tak
jak nam dyktuje serce i jak rozumiemy to słowo skierowane do nas w czasie tej
właśnie lektury i modlitwy.
Możemy więc modlić się w ten
sposób: „Panie, dziękuję Ci, że dałeś mi zrozumienie tego, jak niewłaściwe jest
porównywanie się z innymi. Zrozumiałem, że to do niczego nie prowadzi, zarówno
wtedy, gdy to prowadzi do przekonania, że jestem lepszy od innych, jak i
wówczas, gdy z porównania wynika moje poczucie małej wartości".
Możemy także modlić się o
naśladowanie Jezusa w Jego uniżeniu się do śmierci krzyżowej: „Panie Jezu,
trudno mi to przychodzi, ale chcę Cię prosić o to, bym w każdej chwili życia
chciał iść za Tobą, dokądkolwiek Ty mnie poślesz, cokolwiek dasz, czymkolwiek
obdarzysz".
5. Contemplatio
W naszej osobistej modlitwie przechodzimy
do kontemplacji Jezusa, coraz mniej mówiąc, a bardziej chłonąc Jego Osobę.
Wpatrujemy się w naszego Pana, który stał się człowiekiem, sługą, skazańcem,
odrzuconym przez wszystkich. W świetle Jego chwały oddajemy Mu siebie i nasze
troski, wyrażamy gotowość przyjęcia naszej osobistej wielkości, jaką On nam
daje. Wyrażamy swoje zaufanie, że teraz jednocząc się z Jego losem i Jego
posłuszeństwem wobec Ojca, spodziewamy się być na zawsze z Bogiem, być w Jego chwale,
być na zawsze dzieckiem Bożym.
W czasie kontemplacji winniśmy
zwracać uwagę na te słowa Hymnu o uniżeniu Chrystusa, które traktują o Jego
wywyższeniu przez Ojca. Możemy powtarzać w duchu i wnikać całym sobą słowa: „Dlatego
to Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię". Może
to właśnie w tym momencie dotrze do nas, że to nie Syn Boży dopomina się, nie
dobija się, nie domaga, nie wymusza, ani nawet nie spodziewa się na zasadzie
nagrody, czy odpłaty. Pozostawia swoją sytuację w rękach Ojca. W rezultacie
Ojciec wywyższa Go ponad wszystko, co istnieje: „Darował Mu imię ponad wszelkie
imię". Imię ponad wszelkie imię streszcza wręcz sytuację i godność. Możemy
w tym momencie pozostawać z samym imieniem Jezus, ze słowem „Pan", albo z
wyznaniem: „Jezus jest Panem".
Możemy w naszej kontemplacji
pozostać przy słowach: „Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad
wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i
ziemskich i podziemnych". Możemy wtedy adorować Jezusa w imieniu całego stworzenia,
zarówno tego, które jest rozumne, jak i nierozumne, także niejako w zastępstwie
tych wszystkich, którzy jeszcze nie zginają przed Nim swoich kolan, ciesząc
się, że poznaliśmy Pana i mamy niezwykła sposobność oddać Mu należną cześć.