Środa Popielcowa

ks. Rafał Buchinger, 25.02.2009

Wielka wyprzedaż

Wielkich wyprzedaży wcale nie wymyślono w naszych czasach. Nie wymyślili ich właściciele super-, hiper-, megamarketów. Nie wpadli na nie doradcy ds. sprzedaży i marketingu, ani rój żerujących na nich speców od reklamy. Wielkie wyprzedaże wymyślił tysiące lat temu człowiek religijny – wierzący i praktykujący. Który? Nie wiemy. Na pewno był nim ten spośród ludzi, który dopuścił, by Szatan zaraził go żądzą próżnej sławy. W kuszeniu na pustyni próbował także zarazić nią Chrystusa, ale na nasze szczęście spotkał się ze zdecydowanym oporem z Jego strony.

Choroba próżnej sławy jest groźna z wielu powodów. Groźna, bo trudna do wykrycia. Jej zarazki latami drzemią ukryte w człowieku i nie sposób je wykryć. Do dziś nie znaleziono testów na jej obecność w duszy. Ona cierpliwie czeka na optymalny dla siebie moment. Kiedy on nadejdzie – atakuje. A kiedy ta chwila nadchodzi? Choroba próżnej sławy ujawnia się w chwili, w której człowiek rzeczywiście coś osiągnie. Nie musi to być powszechnie znany sukces. Jej wystarcza za pożywkę nawet taki mały, malutki, prywatny, lokalny sukcesik.

Na czym polega choroba próżnej sławy? Polega na oślepieniu sumienia. Sumienie człowieka przestaje myśleć, rozumować, decydować tak, jak nakazuje przez wiarę i rozum, Bóg. Człowiek wszystkich i wszystko postrzega przez pragnienie odniesienia osobistego sukcesu, wybicia się spośród innych, zaistnienia na ustach i oczach społeczeństwa. Głównym i wiodącym bowiem składnikiem próżnej chwały jest zyskanie uznania, podziwu i sławy u innych. Nie bez znaczenia jest też komponent materialny, finansowe profity czerpane z takiego stanu rzeczy. Należy pamiętać, że zainfekowani chorobą próżnej sławy (ojcowie Kościoła porównują ją do szaleństwa i ślepoty) zazwyczaj swoje postępowanie uzasadniają troską o dobro i rozwój innych. Nie boją się sięgać po ewangeliczne argumenty. Nierzadko swoje postępowanie uważają za świadectwo składane Bogu i Kościołowi.

Choroba próżnej sławy jest nieuleczalna. Rozprzestrzenia się z szybkością epidemii. Mechanizm jej rozprzestrzeniania się jest znany. Im wyższą pozycję w życiu społecznym zajmuje jej nosiciel i propagator, im większym cieszy się autorytetem osobistym i zawodowym, tym więcej ludzi zaraża tą chorobą. Ofiarami stają się z reguły ci, którzy zwalniają się z trzeźwego myślenia, zaniedbują zgłębianie Ewangelii, ślepo naśladują ludzi – zamiast Chrystusa, a sumienie swoje odebrali Bogu i oddali w zarząd innych, najczęściej podobnie jak oni, zaślepionych, ludzi, albo też jakieś, nierzadko bardzo szlachetnej, idei, ruchowi, partii politycznej, dziełu – nie wyłączając tych religijnych.

Choroba próżnej sławy z upodobaniem atakuje w wymiarze, w którym nikt się jej nie spodziewa, a mianowicie w życiu religijnym i moralnym człowieka. Infekuje fundamentalne elementy składające się duchowe życie ludzi, a mianowicie: jałmużnę, czyli wymiar miłości do innych, modlitwę, czyli obszar miłość z Bogiem oraz post – czyli przestrzeń miłość do siebie samego. Miłości specyficznej i podstawowej, bo polegającą na profilaktyktyce, terapii i rehabilitacji w wymiarze osobistych zmagań ze złem. Dokonuje totalnego spustoszenia w człowieku w chwili, gdy on dla zyskania poklasku i odrobiny sławy ujawnianiu przed światem to, co święte, wielkie, dobre, szlachetne, piękne, wzruszające, twórcze, a co, właśnie z tych powodów, na zawsze powinno pozostać niedostępne, zabezpieczone dyskrecja czy nawet tajemnicą – w więc na zawsze winno pozostać znane jedynie, nakazującemu takie postępowanie, Bogu. Jezus, w Ewangelii ostrzega z mocą, że szczególnie winny być chronione zapisy dotyczące zarówno swojego, jak i innych wewnętrznego życia, notatki z medytacji, z modlitw, z rozmów z przyjaciółmi. W sposób szczególny należy chronić także korespondencję i chwile wspólnie spędzane z ukochanymi. Choroba próżnej sławy, po zajęciu duszę, roznosi się po całej osobowości człowieka niszcząc nieodwracalnie wszystkie inne jej wymiary. Człowiek chory na nią jest rozsadnikiem zła w otoczeni. Swoim bowiem, sprzecznym z wolą Boga działaniem, rozsiewa zgorszenie wśród ludźmi. Dlatego Jezus ostrzega: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, by was widzieli".

Nie wolno wyprzedawać swego, ani innych, wnętrza. Nie wolno ani za życia, ani po swej śmierci. Tym bardziej nie wolno po śmierci jednej ze stron. Nikt też z ludzi nie ma prawa tego nakazać. Nie ma bowiem racji, w imię której wolno byłoby znieść, obowiązujący w tej materii zakaz Jezusa. Nawet dzieje świętych nie należą do ludzi, nie są też prywatną własnością Kościoła. One są wyłączną własnością Boga. Bóg nie znosi duchowego ekshibicjonizmu. I ostrzega w Ewangelii, że innych można zgorszyć, czyli skierować na szlaki zła, ujawnieniem i nagłośnieniem nawet najświętszych prawd i wartości, nawet wielkiego dobra. A za takie nieodpowiedzialne działania, w świetle Ewangelii, grożą poważne konsekwencje. Ostrzega też, że wiedza o świętych nie czyni świętym. Świętymi czyni Bóg. Czyni tych, którzy zdecydowali się pójść za Panem. Aby pójść za Chrystusem nie potrzeba znać historii innych śmiałków w tej materii. Potrzebna jest natomiast znajomość i praktykowanie Ewangelii.

Jak ustrzec się tej choroby? Rada Jezusa jest prosta. Należy zanurzyć się w absolutne milczenie, a wówczas nie dopadnie.

Jak leczy, gdy już dopadła i niszczy? Powrócić do milczenia. Ale nie może to być puste milczenie, lecz wypełnione niebotyczną pracą. Praca skupiona na badaniu intencji, jakimi kierujemy się w swoim życiu. O tym, czy nasze postępowanie jest dobre, czy złe, czy miłe, czy niemiłe Bogu, pożyteczne, czy szkodliwe dla innych nie decyduje wyłącznie to: co, kiedy, w jaki sposób komuś czynimy. O wiele ważniejsze jest, dlaczego czynimy, czy nie czynimy! Ważna jest intencja, ukryta w najbardziej niedostępnych obszarach naszej duszy, która się kierujemy, podejmując albo zaniechując działania. To ona, intencja zadecyduje ostatecznie o wartości naszego czynu. Trzeba zatem milczeć i badać intencje, jakimi się kierujemy. Rozeznanie się w ich mnogości, posegregowanie, odrzucenie złych i pozostawienie dobrych wymaga lat milczenia i rozeznawania. Niekiedy dopiero po dziesiątkach lat spostrzegamy, że czyn z przeszłości, z którego byliśmy dumni i obnosiliśmy się z nim na prawo i na lewo, był tak naprawdę wielkim, paskudnym świństwem. Mądry człowiek niezbyt szybko zaufa swoim intencjom. A więc i nie spieszy się, w swoim przekonaniu, szlachetnym działaniem. Bóg, bez naszej pomocy daje sobie znakomicie radę z objawianiem prawdy z życia swoich świętych. Prawdy potrzebnej ku zbudowaniu innych, a nawet zbawieniu. Nie wyręczajmy go zatem.

Powyższe polecenie Jezusa są oczywiste dla tych, którzy słyszą Jego głosem w swoim sumieniu, czytając Ewangelię. Ich znajomość pozwala im nie oceniać i nie potępiać nikogo z tych, którzy dziś dokonują duchowych wyprzedaży. Nie znamy bowiem intencji, którymi się kierowali.

Wezwanie do modlitwy powszechnej
– strzeż nas, Panie, przed chorobą próżnej sławy,
– daj, Panie, odwagę badania intencji, jakimi kierujemy się w naszych działaniach,
– wybacz nam, Panie, grzech próżnej sławy popełniony w życiu z Tobą i z innymi.

Słowo na rozesłanie
Prawidłowa troska o życie polega na zrozumieniu roli dyskrecji, sekretu, tajemnicy w codzienności. W sprawach wielkich i małych, zwykłych i niezwykłych, dokonujących się między człowiekiem i Bogiem oraz człowiekiem i człowiekiem. Przyjmując popiół na głowę, żałujmy również za złamanie tego boskiego nakazu. Nie zdajemy sobie bowiem sprawy ilu ludzi uczyniliśmy gorszymi opowiadaniem nie tylko o złu w naszym życiu, ale i o dobru, jakie stało się naszym udziałem. Na przykład opowiadaniem o miłości łączącej nas z innymi, z Bogiem. Strzeżmy się duchowych wyprzedaży.

Tekst inspirujący
„Niech nie wie, powiada, twoja lewa ręka, co czyni prawa". Znów nie ma tu na myśli rąk, lecz wyraził rzecz w znaczeniu przenośnym. Gdyby, powiada, było możliwe, abyś ty sam nie wiedział, to staraj się o to usilnie, aby nawet i ręce posługujące nie wiedziały, gdyby to było możliwe. Ukrywać trzeba nie, jak twierdzą niektórzy, przed złymi ludźmi, bo nakazał ukrywać przed wszystkimi" (Św. Jan Chryzostom, Homilie na Ewangelię według św. Mateusza, Kraków, s. 241).