- Strona główna
- Rok św. Pawła
- 3. niedziela Wielkiego Postu
3. niedziela Wielkiego Postu
ks. Roman Pindel, 15.03.2009
By wszystkim głosić Chrystusa
ukrzyżowanego
Ostatnim pragnieniem Jezusa,
zanim wstąpił do nieba, było to, by Jego uczniowie głosili Ewangelię wszystkim
ludziom, nie wyłączając nikogo. Żyjemy w kraju, który wciąż uchodzi za
katolicki, w którym wciąż ponad 90% deklaruje swoją wiarę i przynależność do
Kościoła. Z praktykami, zwłaszcza regularnymi, jest już gorzej. Ze znajomością
zasad wiary – jeszcze gorzej. Zupełnie źle z życiem według wiary. Coraz większy
problem mają chrześcijańscy rodzice, którzy pytają o to, jak mają wychowywać
swoje dzieci według tych wartości, które oni wyznają, albo jak przekazywać
wiarę, która dla nich jest czymś ważnym i cennym. Jak dzisiaj rozumieć i realizować
to polecenie, które każe iść na krańce świata, by pozyskiwać tych, którzy
jeszcze nie słyszeli o Jezusie, zwłaszcza, gdy tu, na miejscu, wielu z nas
czuje się bezradnych wobec zadania przekazu wiary swoim dzieciom?
- Żydzi i Grecy w Koryncie
Odpowiedzi na tak postawione
pytanie szukać będziemy u św. Pawła, przede wszystkim w słowach dziś
usłyszanych z Pierwszego Listu do Koryntian: „Tak więc, gdy Żydzi żądają
znaków, a Grecy szukają mądrości, my
głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem
dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród
Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u
Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi"
(1Kor 1,22-25).
Społeczność Koryntu w tym czasie,
gdy Paweł odważa się głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu przyniesionym przez
Jezusa, tworzą dwie radykalnie różne grupy. Paweł określa je jako Żydzi i
Grecy. Pierwsi to Żydzi mieszkający w diasporze, zwani też niekiedy
Hellenistami. W swoich poglądach religijnych nie byli tak ciaśni jak Żydzi
palestyńscy. W sytuacji codziennych kontaktów z poganami nie przestrzegali tak
drobiazgowo przepisów i podań starszych. Byli otwarci na kulturę grecką. Wielu
z nich nie znało już języka ojców. Słuchali w synagodze Biblii przetłumaczonej
na język grecki. Przyjmowali też chętnie tych pogan, którzy podziwiali ich
monoteizm i zasady etyczne. Do ich synagog przychodzili więc „prozelici" oraz „bojący
się Boga". Pierwsi poddali się obrzezaniu i przyjęli zasady życia wynikające z
Prawa Mojżeszowego. Drudzy przychodzili na nabożeństwa synagogalne,
przysłuchiwali się czytaniu Prawa i Proroków, sympatyzowali z judaizmem, ale
nie decydowali się na całkowite włączenie do religijnej społeczności wyznawców
Boga Jedynego.
Większość mieszkańców Koryntu
stanowili ludzie, których Paweł określa mianem „Grecy". Są to jednak nie tylko
potomkowie różnych plemion greckich, ale ludzie z całego ówczesnego świata
rzymskiego. W mieście portowym, a Korynt posiadał dwa porty, ludność jest
zawsze bardzo zróżnicowana pod względem pochodzenia. Gdy jednak Paweł używa
określenia „Grecy", chce podkreślić przede wszystkim to, co łączy tych ludzi
pochodzących z różnych grup etnicznych. Chodzi o to, że wszyscy ci ludzie są
poganami i przyjmują istnienie wielu bogów. Nie znają oni też w odróżnieniu od
Żydów pojęcia ortodoksji. Przyjmują z wielką łatwością nowe mity o starych
bogach oraz nowych bogów o coraz bardziej wymyślnych biografiach. Nie traktują też
bogów w sposób poważny, a jedynie zabobonny.
- Oczekiwania słuchaczy Pawła
Te dwie grupy (Żydzi i Grecy)
mają więc dwie radykalnie różne religijności. Mają także dwa różne podejścia do
głoszonej przez Pawła Ewangelii. Wynika to z różnych oczekiwań ukształtowanych
przez dotychczasową religijność. Paweł opisuje te dwa światy krótko i trafnie: „Żydzi
żądają znaków, a Grecy mądrości" (1Kor 1,22). Istotnie, Żydzi żyją przyszłością
naznaczoną oczekiwaniem na przyjście Mesjasza. Ich oczekiwanie ukształtowane jest
przez prorockie zapowiedzi niezwykłych czynów zdziałanych przez posłanego przez
Boga Pomazańca. Gdy więc przyjdzie Mesjasz, będzie go można rozpoznać po
spełnieniu się na nim zapowiedzi proroków i po niezwykłych czynach, których
będzie dokonywał. Dlatego nie tylko podczas publicznej działalności Jezusa
domagano się od Niego „czynienia niezwykłych znaków". Także słuchacze Pawła
nie tylko oczekiwali wykazania na podstawie Pism, że Jezus z Nazaretu jest
Mesjaszem, ale też domagali się znaków potwierdzających ten fakt. Kamieniem
obrazy musiał być dla nich fakt skazania Jezusa przez najwyższy trybunał
religijny Izraela, jakim był Sanhedryn oraz milczenie, a tym samym zgoda Boga,
na haniebną śmierć Jego Mesjasza.
Pogańska religijność w istocie
skoncentrowana była na człowieku. Składano ofiary bogom nie z miłości do nich,
ale by oddalić nieszczęście i sprowadzić pomyślność. Budowano im świątynie nie
dla ich czci, ale po to by zaskarbić sobie ich przychylność. Zasięgano wyroczni
nie dlatego, że liczono się z wolą bogów, ale po to, by ustrzec się od
nieszczęść i niekorzystnych decyzji. Bardziej odważni poganie lekceważyli
jednak kult, w jakim uczestniczyło państwo i jego obywatele. Wyśmiewali też
słabości bogów, awantury między nimi i uleganie miłostkom. Kult oficjalny był
powszechnie lekceważony, ale zarazem wygodny. Nie wymagał od obywatela
poważnego zaangażowania się a jedynie spełnienia pewnych formalnych gestów.
- Głosić Chrystusa ukrzyżowanego
Tymczasem Paweł domagał się odpowiedzi
angażującej całą osobę. Poganin, który decydował się uwierzyć w Jezusa, miał
podporządkować swoje życie Jezusowi jako Panu. Jeżeli poganin był bogaty i
posiadał niewolników, musiał mieć nie lada trudności, by zaakceptować jako
swojego Pana egzotycznego, żydowskiego Nauczyciela, który w dodatku umarł
śmiercią niewolnika. Naprawdę, trzeba było odrzucić ludzką mądrość, by poddać
swoje życie Jezusowi z Nazaretu. Dlatego pogańscy kandydaci do chrztu domagali
się rozumowego uzasadnienia dla takiej decyzji. Przyjmował wiarę w Jezusa
Chrystusa tylko ten, kto rezygnował z hołdowania ludzkiej mądrości.
Jaki miał wybór Paweł? Mógł iść
na ustępstwa wobec słuchaczy, ich oczekiwań i tęsknot. Już wcześniej musiał
stanąć wobec pokusy zdrady wobec prawdy Ewangelii oraz ustępstwa na rzecz
oponentów, którzy domagali się od tych, którzy przyjmowali chrzest dodatkowo
jeszcze rytu obrzezania. W Koryncie łatwiej byłoby pozyskać nowych wyznawców
wśród Żydów, gdyby przemilczeć prawdę o Krzyżu, a uwypuklić cuda czynione
przez Jezusa i Jego uczniów.
Paweł jednak nie może głosić
innej Ewangelii ani też innego Jezusa, choćby miał być on odrzucony, a głoszona
przez niego nauka przez nikogo nie przyjęta. Dlatego głosi „Chrystusa
ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów i głupstwem dla pogan" (1Kor
1,23). Wielu Żydów odrzuci Jezusa jako Mesjasza, zgorszonych takim życiem i
takim końcem rzekomego ich zdaniem Mesjasza. Wielu pogan wyśmieje takiego Syna
Bożego, który nie ma w sobie nic z herosa. Bóg jednak wzbudzi wiarę w sercach
niektórych ze słuchaczy Pawła. To dla nich ukrzyżowany Jezus z Nazaretu okaże
się „Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą" (1Kor 1,24). Wierność prawdzie
Ewangelii zaowocuje w ten sposób, że w Kościele w Koryncie „niewielu będzie
mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie
urodzonych" (1Kor 1,26). Ale taki stan społeczny Kościoła w Koryncie nie będzie
dla Pawła powodem do zawstydzenia, czy niezadowolenia. W takim słabym składzie
osobowym Kościoła będzie upatrywał Apostoł szansę. Można się będzie spodziewać
wyraźnie Bożego działania w tym Kościele. Wobec słabości elementu ludzkiego
będzie też łatwiej do Boga odnieść wszelkie owoce. Paweł odwoła się w tym
momencie także do faktu wyboru dokonanego przez Boga: „Bóg wybrał właśnie to,
co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby
mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i
wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by
się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga" (1Kor 1,27-29).
Nie tylko treść głoszonej nauki
przez Pawła była niezwykła. Także sposób jej przekazania odbiegał od
przyjętych w tym czasie wzorców. Nie usiłował Paweł przekonywać słuchaczy, jak
czynili to wykształceni w tej sztuce retorzy. Nie usiłował też Apostoł
schlebiać słuchaczom, jak czynili to pragnący pozyskać wyborców politycy. Po
kilku latach przypomni Koryntianom swoją „metodę": „Stanąłem przed wami w
słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki
nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem
ducha i mocy, aby wasza wiara opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na
mocy Bożej" (1Kor 2,3-5). Metoda Pawła zakładała, że to Bóg wzbudza wiarę w
sercu słuchacza i nie zależy ona od pięknych, czy przekonujących słów głosiciela.
Tylko moc Boża mogła skłonić serce człowieka do przyjęcie zbawienia dokonanego
przez Syna Bożego na drzewie krzyża.
Owszem, do przyjęcia Ewangelii
głoszonej przez Pawła potrzeba było mądrości, ale nie takiej, jakiej nauczali
pogańscy filozofowie i którą chlubili się Grecy. Paweł mówi o „mądrości
ukrytej", której świat pogański nie zna. Pozostaje ona nieznana także dla tych
Żydów, którzy odrzucają Jezusa jako Mesjasza. Tej „mądrości ukrytej" nie znali
przede wszystkim ci, którzy się przyczynili do śmierci Jezusa, „gdyby ją bowiem
pojęli, nie ukrzyżowaliby Pana chwały" (1Kor 2,8). Wreszcie, Ewangelia jest do
przyjęcia tylko przez „ludzi duchowych". Dla „człowieka zmysłowego" nauka,
którą głosi Paweł, a więc prawdziwa Ewangelia o jedynej możliwości zbawienia, „głupstwem
mu się wydaje" (1Kor 2,14).
- Kim są dzisiejsi Żydzi i Grecy?
Niewątpliwie żyjemy w okresie, w
którym Kościół coraz bardziej
natarczywie wzywa do nowej ewangelizacji. Jesteśmy też świadkami różnorodnych
inicjatyw ewangelizacyjnych. Wydaje się też, że adresaci współczesnej
ewangelizacji również stanowią dwa światy, jak dwa światy stanowili Grecy i
Żydzi w Koryncie. Dzisiejsi „Żydzi", do których dotrzeć ma nowa
ewangelizacja, to tak zwani „nominalni chrześcijanie", ochrzczeni,
uczęszczający przez kilkanaście lat na katechezę, bierzmowani i mający za sobą
zawarcie ślubu w Kościele. Faktycznie jednak brak w ich życiu przejawów
autentycznej wiary. Uważają się za wierzących, ale praktyki chrześcijańskie
wypełniają z tradycji lub faktycznie nadzieję na zbawienie pokładają w swojej
sprawiedliwości, osobistej uczciwości, czy czysto ludzko motywowanym
zaangażowaniu.
Dzisiejsi „Grecy" to ci wszyscy,
którzy formalnie znajdują się poza Kościołem czy to przez brak chrztu, czy
przez zaprzestanie praktyk religijnych, czy wreszcie przez odejście od
Kościoła poprzez grzech. Ci mają inne trudności. Bardzo często szukają tylko
ludzkiej mądrości w wypowiedziach i działaniach
Kościoła. Przyjmują postawę sędziego i krytyka wobec Kościoła, nie docierając
do samego Jezusa, Założyciela bardzo niedoskonałego, ale równocześnie świętego
Kościoła. Ci znajdują mądrość ukrytą, jak i starożytni pogańscy
słuchacze Pawła, gdy otworzą się na łaskę, uwierzą w samego Pana i Zbawiciela i
przyjmą Jego słowa i Jego zbawienie.
Jezusowe wezwanie do pójścia z Ewangelią
do wszystkich narodów jest przywoływane w Kościele coraz bardziej intensywnie. Papież
Paweł VI w encyklice Evangelii nuntiandi wezwał cały Kościół do głoszenia Ewangelii, i to nie tylko w tak zwanych
krajach misyjnych, ale także w krajach tradycyjnie chrześcijańskich. Jan Paweł
II, także przez swoje podróże apostolskie, usiłował poderwać do wiary i do
proklamowania zbawienia nie tylko narody krajów Trzeciego Świata, ale także Europy,
Ameryki Australii i Azji. Wielokrotnie wzywał do tego, by Ewangelia była
przepowiadana zarówno wobec tych, którzy są poganami, jak i tych, którzy są
ochrzczeni. Wskazywał także, że trzeba dostosowywać się do słuchacza orędzia o
zbawieniu.