- Strona główna
- „Otoczmy troską życie”
- 3. niedziela Wielkiego Postu
3. niedziela Wielkiego Postu
ks. Rafał Buchinger, 15.03.2009
Wprowadzenie do Mszy Świętej
Bóg jest miłością! Dlatego
pozwolił, aby każdy człowiek odnosił się do Niego jak syn do Ojca, brat do Brata,
przyjaciel do Przyjaciela. Bóg jest miłością! Do czego zobowiązuje to Boga? Słuchajmy
uważnie Ewangelii, a poznamy odpowiedz na to pytanie (akt pokuty).
HOMILIA
Bóg nie poszedłby grać w piłkę
Jeden z sondaży
internetowych zadał internautom pytanie: Jaka
karę powinien ponieść Donald Tusk za grę w piłkę w czasie głosowania? Oczywiście
chodzi o głosowanie w polskim sejmie. Premier jest bowiem również posłem. 27%
internautów opowiedziało się za wymierzeniem mu kary pieniężnej. 28% orzekło,
że nie powinien ponosić żadnej kary mimo, że regulamin sejmu ją przewiduje! 11%
uczestniczących w ankiecie przychylało się do kary upomnienia ze strony
macierzystej partii. 30% zaś respondentów orzekło, że powinien stracić poparcie
społeczne. Zdania w tej sprawie nie miało 4% z około dziesięciu tysięcy osób biorących
dobrowolnie udział w sondażu.
Ciekawe, jakie zdanie w tej
sprawie ma Pan Jezus? Tytuł do skojarzenia owego wydarzenia z Chrystusem jest
oczywisty. Jeżeli ktoś deklaruje rządy w duchu miłości, a takiej publicznej
deklaracji byliśmy świadkami w wyborczy wieczór, to należy go z tego zobowiązania
konsekwentnie rozliczać. Jeśli na domiar tego deklarujący jest chrześcijaninem
i katolikiem, to należy rozliczać go z miłości według jej ewangelicznych
kryteriów. I nie ma w tym rozliczaniu żadnego partyjnego i politycznego
podtekstu. Jest wyłącznie podporządkowanie się boskiej mądrości, która nakazuje
rozliczać siebie i innych z wypowiedzianych i niewypowiedzianych słów, z
dokonanych i zaniechanych czynów, z ujawnionych i ściśle skrywanych uczuć. Rozliczanie
jest warunkiem prawidłowego rozwoju.
Bóg, który jest miłością. Miłuje wszelkie swoje stworzenia, a
szczególnie ludzkość. Miłuje za nic. Jego miłość jest bezinteresowna i dlatego
jest stała, niezmienna, wieczna. My, ludzie, zazwyczaj kochamy innych „za coś".
Gdy tego „czegoś" zabraknie, umiera w nas miłość żywiona do innych. Bóg okazuje
miłość na wiele sposobów. Nie sposób je zliczyć. Jeśli się nie jest do Niego
uprzedzonym, jeśli zachowało się zdrowe oczy duszy: prawy rozum i niewypaczone
sumienie, to spostrzega się owe formy miłości. Doświadcza się ich świadomie,
ceni, szanuje i kopiuje w swoim życiu. Szczególnie cenną formą boskiej miłości jest
danie ludzkości możliwości poznawania woli Bożej. Jednym z istotnych składników
Bożej woli jest wezwanie wszystkich do służby społeczności zarówno tej religijnej,
jak i cywilnej.
Człowiek
odpowiada Bogu na okazaną mu miłość odpowiedzialnym i rzetelnym podjęciem i wywiązywaniem się z przyjętych na
siebie obowiązków. Równocześnie obowiązkowość i rzetelność w obowiązkach staje
się podstawowym sposobem okazywania miłości drugim. Obowiązki bowiem nakładane
na ludzkość przez Najwyższego zawsze mają na uwadze dobro ludzi. Słyszy się
nieraz narzekanie: nikt mnie nie kocha! Jest to oszczerstwo ubliżające ludziom
i Bogu. I On, i ludzie kochają nas bowiem przez wywiązywanie się ze
spoczywających na nich obowiązków. Jeśli je lekceważą i zaniedbują to znak, że
nie kochają. Jest to oczywiście szary i nużący sposób miłowania. Nie ma w nim
żyłki emocji. Rzadko kto go dostrzega i ceni. A jest to sposób podstawowy i
pewny. A także wielki i nieodzowny, bo przyczyniający się do rozwoju innych. Daje
się także słyszeć: nikogo nie kocham! I takie przeświadczenie jest kłamstwem.
Jeśli bowiem człowiek robi, co może, by wywiązać się ze spoczywających na nim obowiązków,
to wszem i wobec świadczy autentyczną miłość. Autentyczną, bo w obowiązkach
wyraża się wola Najwyższego.
Jak rozpoznać,
czy kochamy i jesteśmy kochani? Ewangelia podaje kilka reguł, jakimi należy
się w tej sprawie kierować. Wymieńmy jedną spośród nich. Tę pierwszą i
podstawową. Wypowiedział ją Jezus w następujących słowach: „Strzeżcie się
fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi
wilkami. Poznacie ich po ich owocach" (Mt 7, 15-16). „Ludzi prawdziwie
miłujących od udających, że kochają, poznacie po owocach", czyli ich
postępowaniu w codziennym życiu. A więc w ujawnionych i w skrzętnie skrywanych
myślach. Po dokonanych i zaniechanych czynach. Po wypowiedzianych i zatajonych
słowach. Harmonii albo niszczącego tsunami uczuć żywionych do siebie i innych. Trzeba
zatem bacznie obserwować siebie i innych. A to, co się dostrzeże i usłyszy głęboko,
z pomocą rozumu i łaski, przemyśleć, wyciągając prawdziwe wnioski. Jeśli chce
się prawidłowo skorzystać z tej reguły, w rozpoznawaniu, jakim ktoś jest, to
trzeba pamiętać, że niczego, co się dostrzeże i usłyszy, nie wolno z góry
usprawiedliwiać. Fakty muszą pozostać faktami. Należy nie ulegać taniemu psychologizowaniu
i niczego nie usprawiedliwiać. Usprawiedliwianie zachowań innych podobne do jazdy
wygodną, nowoczesną autostradą, ale autostradą do nikąd. Usprawiedliwianie
wszystkich i wszystkiego stało się bożkiem obecnych czasów. Bożkiem czczonym nie
tylko w świece, ale również w Kościele. Jest symptomem bycia nowoczesnym i
poprawnym politycznie. Po owocach wydawanych przez człowieka, uczy Bóg,
poznajemy, jakim ktoś jest w rzeczywistości. Publiczne deklaracje i dobrowolnie
podejmowane zobowiązania nie ukazują prawdy o człowieku.
Chrystus uzasadnia
prawidłowość owej reguły mówiąc: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego
serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości
serca mówią jego usta" (Łk 6, 45). Na
zewnątrz człowieka wylewa się nadmiar tego, co wypełnia jego duszę. Wylewa się
nadmiar dobra lub zła, jakie wypełnia ją bez reszty. Całość dobra lub zła pozostaje
zakryta. Niedostępna oczom nie tylko postronnych, ale nierzadko i samemu
właścicielowi wnętrza. Trzeba zatem nieustannie pamiętać, że najmniejsze dobro,
podawane innym, jest zawsze tylko okruchem z wielkiego skarbu zdeponowanego w
sercu jak depozyt w banku. A zło, jakie fundujemy bliźnim, jest tylko
wierzchołkiem góry lodowej zanurzonej w falach oceanu. Jest tylko sygnałem,
przedsmakiem, zapowiedzią zagrożenia, jakie stanowimy dla innych.
Wspomnianą
regułę Chrystus opatrzył na wstępie słowem „strzeżcie się". Słuchając Ewangelii
zazwyczaj nie dostrzegamy tego słowa i przemykamy nad nim pospiesznie. A tak
nie wolno. Niesie ono bowiem w sobie istotną treść. Chrześcijanin nie może
zwolnić się z obowiązku rozpracowywania, jakim ktoś jest. Jest zobowiązany do
posługiwania się Jezusowym testem wobec siebie i każdego spotkanego człowieka. Zaś
wyników tego testu nie wolno kwestionować. Są one bowiem prawdziwe, zgodne ze
stanem faktycznym. Jest to test niewymyślony przez ludzi, lecz podany ludziom, przez
Boga. Podany dla ich prawidłowego rozwoju i mądrej troski o życie osobiste i wspólnoty.
Gdyby nastolatek z Bawarii znał regułę „po owocach ich poznacie ich", to nie
zignorowałby zamieszczonej w Internecie informacji o planowanej masakrze w
Winnenden. Na czas powiadomiłby stosowne władze. Zapobiegłby nieszczęściu. Nie
doszłoby do tragicznych wydarzeń w niemieckiej szkole. Wydarzeń, w czasie
których zginęło 16 uczniów i nauczycieli z rąk 17-letniego mężczyzny. A i
zamachowca nie dosięgłyby kule.
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że Jezus osobiście
stosował tę regułę. Po owocach: czynach i słowach rozeznawał, jakim ktoś jest.
Nikogo nie usprawiedliwiał. I podejmował stosowne, niejednokrotnie drastyczne, wobec
człowieka działania. W trosce o poszanowanie świętość domu Boga na ziemi –
świątyni; w duchu odpowiedzialności za dusze ludzi, które Bóg pragnie uczynić świątyniami
dla siebie; w pragnieniu, by wszyscy ludzie zamieszkali na zawsze w świątyni
nieba, Jezus oczyszcza świątynię jerozolimską ze zła. Ujawnia się jako jej Pan
i Gospodarz. Wyświadczając ludziom i narodowi wybranemu niewyobrażalne dobro. A
wszystko to czyni z woli Ojca z nieba. Jego działanie jest zatem wyrazem
miłości i Jego i Ojca z nieba do ludzkości. Miłości, której towarzyszy
cierpienie. Jaka cenę Jezus zapłacił za te posługę miłości, zrodzona z
posłuszeństwa Bogu, a wypełniona w poczuciu obowiązku? Cenę powszechnie znaną –
cenę wyrzeczenia i śmierci.
Jak zatem
ocenia Jezus postępowanie polityków, którzy zamiast wywiązywać się z przyjętych dobrowolnie na siebie obowiązków,
wobec narodu i państwa, grają w piłkę? Na pewno nie zwolniłby ich z ponoszenia
kary. Nie byłaby to kara pieniężna. Bo co to za kara? Nie przystałby na upomnienie
przez partyjne lobby. Bo co to za upomnienie? Karą, jaką by wymierzył, jest wezwanie
społeczeństwa do wycofania udzielonego politykowi poparcia. Bo miłość polega na
wierności podjętym obowiązków w imię miłości do Boga, w imię dobra narodu i
państwa. Wierności za cenę wszelakich wyrzeczeń, a jeśli taka wola Boga, to i
za cenę utraty życia.
Propozycje do modlitwy powszechnej
– abyśmy pamiętali, że miłość polega na odpowiedzialności za innych,
– abyśmy nie zapominali, że miłość dokonuje się przez wierność i
rzetelność w pełnieniu przyjętych na siebie obowiązków,
– abyśmy nie byli naiwni i łatwowierni w ocenianiu siebie i innych,
– abyśmy w poznawaniu siebie i innych kierowali się ewangelicznymi
regułami,
– abyśmy nie wątpili w prawdę odkrytą według reguł Jezusa.
Słowo na zakończenie
„Po owocach ich poznacie
ich." „ Z obfitości serca mówią usta." Niech ta ewangeliczna reguła pomaga nam
na co dzień sprawdzać, czy kochamy i czy prawdziwie jesteśmy kochani. Troska o życie
polega na unikaniu złudzeń i fikcji w miłości.
Inspiracja
„Uczcie się myśleć tak, jak
myślał Chrystus; uczcie się myśleć razem z Nim" (Benedykt XVI Homilia z dnia 7 XI 2006).