- Strona główna
- „Otoczmy troską życie”
- Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego
Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego
ks. Rafał Buchinger, 12.04.2009
Zmartwychwstanie i tajemnica
Dlaczego nikt spośród ludzi, nawet ukochana Matka,
nie był naocznym świadkiem zmartwychwstania? Dlaczego Jezus zmartwychwstał w
tajemnicy, a jedynymi świadkami są: pusty grób, kamienna półka, na której
spoczywało Jego ciało, płótna, jakimi pieczołowicie Go owinięto i wonności,
jakimi z miłością namaszczono Jego ciało, a które wsiąkły w płótna i kamień,
który się nie musiał się odsuwać, by Jezus mógł wyjść z grobu? Ewangelia podaje
wyraźne tego powody.
Jezus dokonywał wielu cudów. Jeśli
tylko to było możliwe, starał się je czynić z dala od ludzkich oczu.
Wszystkich, którzy ich doświadczali lub byli naocznymi świadkami, prosił o
zachowanie dyskrecji, a nawet tajemnicy. Nadawanie im rozgłosu i opatrywanie
komentarzem uznawał za akt niewdzięczności i nieposłuszeństwa wobec siebie.
Uważał za błąd pociągający za sobą utratę wielkich wartości. Wartości większych
niż sam cud i jego owoce. Szczęśliwców z reguły odsyłał do domów. Miał bowiem
nadzieję, że wśród najbliższych, w atmosferze pokoju i bezpieczeństwa, w
którymś momencie przestaną się fascynować otrzymanym cudownie dobrem i zaczną
się zastanawiać nad Tym, od którego otrzymali. Ufał, że zadadzą sobie wówczas
pytanie: Kim jest ten, który takie rzeczy uczynił? I szukając na nie odpowiedzi,
poznają, że Jezus jest nie tylko katechetą, prorokiem obdarowanym mocą
dokonywania rzeczy niemożliwych, ale że jest Bogiem i Zbawicielem ludzkości i
wszechświata. I dzięki temu doświadczą jeszcze jednego, o wiele większego cudu
- zakochają się w Bogu.
Cud zmartwychwstania Jezusa dokonał
się ściśle według tych reguł. Nikogo z ludzi nie było przy Jezusowym
zmartwychwstaniu. Nikt też niczego nie zauważył. Nie było naocznych świadków. Również żołnierze pilnujący z polecenia władz Jego ciała w
pobliżu grobu, niczego nie spostrzegli. Także niewierzące w Jego
zmartwychwstanie, lecz zakochane w nim kobiety, przyszły do grobu już po tym
wydarzeniu. Dopiero po fakcie dowiadują się o nim uczniowie Pana. Dlaczego
zatem Chrystus zmartwychwstał w tajemnicy przed ludźmi? Myślę, że po to, aby
nas skłonić, nie tyle do fascynacji samym faktem zmartwychwstania, co do
zastanowienia się nad tym, kim On jest, skoro zmartwychwstał, jakie miejsce
winien zatem zajmować w naszym życiu, a także nad tym, co jest konieczne, aby
dostąpić łaski zmartwychwstania od Boga.
Fascynujące jest to, że przy
zmartwychwstaniu Syna nie była obecna Jego matka! Wydaje się to dziwne, niestosowne, niezrozumiałe. Ale jeśli się
uwzględni naczelną zasadę życia Maryi: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się
stanie według słowa twego", to
wszystko staje się oczywiste. Maryja rozwijała siebie i kształtowała swoje
codzienne postępowanie w oparciu o słowo Boga. Ona genialnie znała Objawienie
Boże. I miała je wszechstronnie przemyślane. Ona nie wątpiła, że jej Syn
zmartwychwstanie zgodnie z tym, co obiecał. Bóg bowiem zawsze dotrzymuje danego
słowa. Nie widziała zatem potrzeby namaszczania Go w niedzielny poranek na
wieczny spoczynek. Ona dobrze Go wychowała i była pewna, że po zmartwychwstaniu
na pewno zjawi się u Niej z wizytą. I z matką w pierwszej kolejności będzie
dzielił radość zwycięstwa miłości nad śmiercią. Radość uwolnienia ludzkości z
mocy szatana, wyprowadzenia jej z piekieł, ponownego zjednoczenia z Ojcem z
nieba.
W pamiątkę Zmartwychwstania Jezusa życzmy sobie zatem
nawzajem umiłowania w życiu osobistym i publicznym dyskrecji, tajemnicy. Niech
ta mądrość pomoże nam dostrzegać boski sens wydarzeń, osób i otwierać się na
coraz większe boskie obdarowanie. A szczególnie na zmartwychwstanie. Alleluja!
Inspiracja
„Co to znaczy
miłować Chrystusa? Znaczy to ufać Mu również w godzinie próby, podążać za Nim
także drogą krzyża, w nadziei, że niebawem nadejdzie poranek zmartwychwstania.
Powierzając się Chrystusowi, nie tracimy nic, a zyskujemy wszystko. W Jego
rękach życie nabiera sensu. Miłość do Chrystusa wyraża się w pragnieniu życia
zgodnego z myślami i uczuciami Jego serca" (Benedykt XVI, Homilia wygłoszona 26
V 2006 w Warszawie).