2. niedziela wielkanocna, czyli Miłosierdzia Bożego

ks. Rafał Buchinger, 19.04.2009


Wprowadzenie
Czy wiemy, ile zawdzięczamy innym ludziom? I to nie tylko wtedy, gdy czynią nam dobro, ale i wówczas, gdy krzywdzą. I to nie tylko współczesnym, ale i tym żyjącym przed wiekami. Co zatem zawdzięczamy Tomaszowi Didymos, uczniowi Chrystusa? Powie nam to dzisiejsza Ewangelia.


HOMILIA
Z lęku lub z miłości

Od tysięcy lat mądre pokolenia wpajały swoim dzieciom szacunek do przodków. Szczególnie szacunek do ludzi sprawujących rządy w rodzinie, w państwie i w Kościele. Obowiązywała dyrektywa: słuchaj, zastanów się i wykonuj, i to bez dyskusji!

Odebrawszy takie wychowanie, przez lata miałem ukryty żal do Tomasza Didymos. Żal nie tyle o jego niewiarę w zmartwychwstanie, ale o brak szacunku do Jezusa. Jak on mógł, myślałem zgorszony, dyktować Zmartwychwstałemu warunki. „Jeżeli na Jego rękach nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę". Czy te moje prywatne pretensje do Tomasza były słuszne?

Cechą chrześcijanina, wyróżniającą go spośród innych, jest szacunek żywiony do siebie, do bliźnich i do Boga. Polega on na kopiowaniu szacunku, z jakim Stwórca odnosi się do stworzeń; jaki Jezus żywi do Ojca z nieba. Niełatwo, z rozmaitych względów, wykrzesać z siebie szacunek na tak wysokim poziomie. Dlaczego? Pomińmy słabą znajomość Ewangelii, w której podane są standardy boskiego szacunku. Ograniczmy się do dwóch przyczyn.

Źródłem szacunku wobec innych może być lęk. Lęk przychodzący do człowieka z zewnątrz. Na przykład lęk powstały z nieznajomości drugiej osoby. Z jej wysokiej pozycji w społeczeństwie. Z wykształcenia i bogactwa, jakim dysponuje. Z posiadanej przez nią władzy i związaną z tym możliwością wpływania na cudzy los. Lęk skłaniający do okazywania szacunku innym może pochodzić z wnętrza człowieka. Jego przyczyną może być obawa przed utratą dobrego imienia, pracy, awansu, przed opinią publiczną, krytyką, ostracyzmem społecznym, politycznym. Powodem lęku może być zatem cokolwiek. Szacunek wyrosły z lęku jest służalczy, a zatem krótkotrwały, niestabilny, koniunkturalny, pozbawiony wartości. Jest w nim nuta fałszu. Zarówno okazującego, jak i przyjmującego wyrazy szacunku z lęku napawa wstrętem. Obie strony chcą zatem jak najprędzej zapomnieć o nim.

Szacunek z miłości ma miejsce wówczas, gdy człowiek uwalnia się od lęku. Wcześniej musi jednak zrozumieć, że drugi człowiek nigdy nie może być „skałą" i „fundamentem", na którym buduje dom – siebie i swoje życie. Sprawcą i probierzem rozwoju i szczęścia. Gdy wybierze Boga za ową „skałę" i „fundament", probierz i szczęście. I zacznie odnosić się do innych dokładnie w ten sam sposób, w jaki Bóg odnosi się do każdego człowieka. A więc zacznie miłować nie za „coś", ale „za nic", czyli bezinteresownie. Tylko taka miłość wolna jest od lęków. Szacunek biorący swój początek z miłości nacechowany jest godnością. Brzmi w nim nuta albo ojcowskiej troski, albo synowskiej uległości, albo braterskiej wspólnoty czy przyjacielskiej odpowiedzialności.

Jak rozpoznać źródło swojego szacunku dla innych? W szacunku zrodzonym z lęku człowiek nigdy nie pyta tych, którym podlega. Z reguły słucha w milczeniu i wykonuje wydane mu polecenie. W szacunku z lęku nie ma możliwości tworzenia, współdziałania, powstania głębszych więzi. Liczy się skuteczność, szybki efekt, obopólna korzyść. Szacunek z lęku jest wygodny dla obu stron. Zapewnia im tak zwany święty spokój, w którym nie ma miejsce na wymianę myśli, inicjatywę, postęp, rozwój. Nie ma miejsca na autentyzm, zaufanie i szczerość. Jest za to miejsce na obłudę, ospałość intelektualną, bierność, pozory więzi, przeciętność i zastój w każdej dziedzinie ludzkiej aktywności.

W szacunku zrodzonym z miłości podwładny odbiera polecenia przełożonego jako wyraz jego autentycznej miłości. Dlatego stara się je zapamiętać, zrozumieć i następnie zastosować w praktyce. Takie postępowanie uważa bowiem, i słusznie, za odpowiedzenie miłością na okazaną mu miłość. Aby nie uchybić tej miłości, a zatem z szacunku, odważnie pyta o wszystko. Nie boi się przedstawić własnego rozwiązania danej sprawy. Jest więc asertywny i twórczy. Obcowanie z człowiekiem szanującym innych z miłości jest trudne. Nastręcza wiele problemów. Niweczy z reguły święty spokój. Wymaga opanowani i cierpliwości. Zmusza nie tylko do nieustannego nabywania wiedzy, ale i mądrości. Nade wszystko wymaga od przełożonych miłości. Na takim szacunku i na jego właścicielu można jednak polegać w każdej chwili i sprawie. On nigdy nie zawiedzie.

Troska o życie polega na dbałości o szacunek. Tomasz Didymo szanował Jezusa z miłości. I Jezus szanował z miłości Tomasza. Dlatego nie bał się swej niewiary w Jego zmartwychwstanie. Dlatego pytał i stawiał warunki Mistrzowi. I był pewny, ze otrzyma odpowiedź. Co powinniśmy zatem zrobić w świetle tych faktów? Przede wszystkim podziękować Tomaszowi Didymos za pokazanie, że Jezusowi zależy na szacunku z miłości, a nie z lęku. I o co prosić Boga? A no o to, by rządzący w państwie, w Kościele, w rodzinie, na uczelniach, w seminariach duchownych, zakonach jak i i im podlegający, budowali wzajemne relacje na szacunku z miłości. Ten bowiem szacunek gwarantuje prawidłowe odczytywanie woli Bożej i stwarza szanse na twórcze współdziałanie.

Modlitwa powszechna
o przywrócenie szacunku dla Boga i dla ludzi w Kościele i w państwie,
o wzajemny szacunek z miłości, a nie z lęku,
o odwagę Tomasza Didymo w pytaniu Boga i do ludzi.

Słowo na rozesłanie
Trwająca od kilku lat moda na wychowanie partnerskie doprowadziła do utraty wzajemnego szacunku. I spowodowała wszechstronny kryzys we wzajemnych odniesieniach. W trosce o życie czas powrócić do wychowania opartego na poszanowaniu podwładnych, odwoływaniu się do autorytetów i szacunku zarówno do nich, jak i podwładnych. Metoda ta sprawdzała się przez tysiąclecia, bo zaleca je Ewangelia. Należy jednak zadbać, by obustronny szacunek płynął z miłości, a nie z lęku. Bóg nam w tym pobłogosławi.

Inspiracja
„Jezus nie odmówił Tomaszowi dowodu, jakiego ten się domagał. Uważała za zasadne jego stanowisko. Uznał za uzasadnione także wątpliwości wszystkich następnych pokoleń. Mamy tutaj zatem do czynienia z żądaniem, które Jezus wziął na serio i na które dał odpowiedź" (M. Bednarz, Krąg Biblijny, Byblos, Tarnów 2009, s. 73).