- Strona główna
- „Otoczmy troską życie”
- 4. niedziela wielkanocna
4. niedziela wielkanocna
ks. Rafał Buchinger, 3.05.2009Wprowadzenie
Niejeden spośród ludzi
rości sobie pretensje do bycia życiowym przewodnikiem dla innych. A ci
przyznają im tę funkcję. Pojawia się zasadniczy problem: czy w świetle
Ewangelii, chrześcijanin może mieć obok Boga, innego życiowego przewodnika? Na
to pytanie odpowiada czytana dziś w kościołach Ewangelia. A zatem bądźmy uważni
i usłyszmy tę odpowiedź.
HOMILIA
Nie każdy nadaje się na duchowego przywódcę
Instytut Statystyki
Kościoła katolickiego w Polsce przeprowadził badania, z których wynika, że 62
proc. pytanych katolików polskich „odczuwa potrzebę istnienia jednego duchowego
przywódcy w polskim Kościele katolickim". Pytani wskazywali na różnych biskupów,
którzy ich zdaniem, nadają się do tej roli. W związku z tym faktem stajemy
przed dwoma zagadnieniami. Po pierwsze: czy oprócz Jezusa chrześcijanie mogą
mieć innych duchowych przywódców? I po drugie: jakimi przymiotami winien
odznaczać się człowiek, by był rzeczywistym, a nie fikcyjnym, przywódcą we
wspólnocie?
Problem pierwszy jest łatwy do
rozwiązania. Ewangelia uczy, że pierwszym, i najwyższym przywódcą dla chrześcijan
jest tylko i wyłącznie Chrystus. Nikt spośród ludzi nie potrafi Mu w tym dorównać.
Dzielić z Nim przywództwa. I w Nim Go w zastąpić. Jeśli ktoś próbuje się z Nim
równać, to błądzi. Tych zaś, którzy mu się powierzą, niechybnie sprowadzi na
duchowe manowce. Nie wolno też próbować umniejszać Osoby Jezusa, traktując na równi z ludźmi,
stawiając w szeregu przywódców. A niestety nagminnie miało to i ma miejsce
wśród chrześcijan. Wystarczy w łasce przemyśleć Chrystusowe przemienienie na
górze Tabor, by uzmysłowić sobie te prawdy.
Jezus, będący z woli Ojca z
nieba, jedynym i najwyższym przewodnikiem dla ludzkości, a nie tylko dla chrześcijan,
dopuszcza istnienie w tej wspólnocie innych duchowych przywódców. I co
najciekawsze: sam, osobiście wybiera ich w Kościele, następnie przygotowuje,
wyposaża i wprowadza na urząd duchowego przewodnika dla pozostałych. Pierwszymi
duchowymi przywódcami chrześcijan, z ustanowienia Jezusowego byli Szymon Piotr,
Paweł Apostoł Narodów, i pozostali apostołowie. A po nich, ustanawiani przez
wieki w Kościele biskupi. Czy wszyscy bez wyjątku? Historia grona apostolskiego
mówi, że nie wszyscy z nich okazywali się prawdziwymi przywódcami duchowymi. A
zatem którzy? Tylko ci, którzy byli i są dobrzy jak Jezus, dobry Pasterz!
Co zatem znaczy bycie dobrym jak
Jezus? Zasadniczo tylko jedno, a mianowicie: być tak z Nim zjednoczonym,
by zawsze i wszędzie, i we wszystkich sprawach, i w odniesieniu do każdego
człowieka działać przez miłość. A więc tak, jak On sam działa. Naśladowanie Go
w miłości do podwładnych jest zasadniczym warunkiem bycia autentycznym
przywódcą duchowym dla innych. A co wówczas, gdy piastujący urząd przewodnika
duchowego nie kocha tych, nad którymi Bóg powierzył mu pieczę? Taki przywódca,
nieważne czy jest nim kardynał, arcybiskup, biskup, ksiądz, zakonnik,
zakonnica, premier, rektor, nauczyciel, katecheta, matka lub ojciec... (funkcja przewodnika
duchowego przysługuje z racji pełnionego powołania wielu osobom) jest obłudnym
najemnikiem, bo tak naprawdę „nie zależy mu na owcach" - uczy Ewangelia.
Jak odróżnić
dobrego pasterza od złego? I czy w ogóle jest to możliwe? Dobry
pasterz, podobnie jak Jezus, jest przewodnikiem dla stada. On znakomicie zna
cel, ku któremu ma obowiązek je prowadzić. Prowadzić zarówno w trosce o dobro
całej wspólnoty, jak i każdego z jej członków. Prowadzić w duchu
odpowiedzialności przed Ojcem z nieba. A zatem dokąd? Na „zielone pastwiska",
czyli do Królestwa niebieskiego, do Ojca z nieba. I to jest jego głównym
zajęciem, z którego winien wywiązać się za każdą cenę, nawet cenę życia!
Obowiązkiem przywódcy jest rządzenie.
Jezus, dobry pasterz, rządzi Kościołem przez Ewangelię. W niej bowiem zapisał i
udostępnił ludzkości wolę Ojca z nieba, którą ona winna się kierować we
wszystkim na co dzień. Ten, kto chce być przewodnikiem duchowym winien zatem
znać Ewangelię, objaśniać ludziom i egzekwować jej wykonanie.. Ale i to nie
wystarcza. Przywódca przykładem osobistego życia prowadzonego ściśle według
wskazań Dobrej Nowiny winien pokazywać nie tylko jej wartość, piękno,
nieodzowność dla rozwoju osobistego i wspólnoty, ale i dla zyskania doczesnego
i wiecznego szczęścia, dla zbawienia. Codziennym, osobistym praktykowaniem
Ewangelii jest zobowiązany pokazywać swym podopiecznym, jak Jej wskazania
zamienia się w konkrety, sprawdzalny, czyn!
Powinnością dobrego
przewodnika duchowego jest karmienie duchowe podwładnych tym samym pokarmem, jakim
on sam odżywia się na co dzień. A zatem karmieniu ludzi wolą Bożą i łaską niezbędna
do jej wykonania. Dokonuje się to zgodnie z publicznym oświadczeniem złożonym
przez Jezusa w Samarii: „Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie. (...)
Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego
dzieło. (J 4, 32 -34). Lub jak powiedziane zostało w dzisiejszej Ewangelii:
„będą słuchać głosu Mego". Energię niezbędną do życia zgodnego z wolą Boga czerpie
się z poznanej woli. Innym źródłem tejże energii są sakramenty.
Stałą troską prawdziwego
duchowego przewodnika jest zabieganie o to, by nikomu nie zasłonić
Boga. A można on to robić na niezliczone sposoby. Szczególnie groźnym i nagminnym
sposobem izolowania człowieka od Boga przez duchowych przywódców jest dystans
wobec wspólnoty. Niekoniecznie świadomie zamierzony. Ma on rozmaite odmiany. I
dochodzi do głosu już wtedy, gdy przewodnik nie żyje na tym samym poziomie materialnym,
co jego podopieczni. Dlaczego? Wódz niedzielący z żołnierzami trudów żołnierskiego
życia, nie jest w stanie ich poznać i zrozumieć. A więc nie potrafi ich
kształtować i nimi mądrze dowodzić. Nie jest w stanie
także ich kochać! Nie cieszy się u nich ani autorytetem, ani zaufaniem. A zatem
z własnej winy nie nadaje się i nie jest dla nich na duchowym przywódcą.
Z tego, że ktoś piastuje z urzędu godność przywódcy duchowego, nie wynika, że
jest dobrym pasterzem.
Ci zatem, którym nie wystarcza duchowy przywódca, jakim jest Jezus, winni, zanim wybiorą go spośród ludzi, uważnie i krytycznie przyglądnąć się
kandydatom do tej funkcji. Po owocach życia, jakie wydają, są zobowiązani rozpoznać,
czy kandydatów cechują dokładnie te same przymioty, jakie cechują Jezusa
dobrego pasterza. Jeśli tak - to mogą im zaufać i poddać się ich przywództwu. Jeśli
nie cechują, to nie powinni próbować budować na nich domu swego życia, bowiem niechybnie
dojdzie do tragedii, o której Ewangelia mówi w następującym obrazie: „Każdego
zaś, kto tych słów słucha, a nie wypełnia ich można porównać z człowiekiem
nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały
się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki" (Mt 7,
26-27).
Czy zatem w polskim Kościele
mamy prawdziwych i dobrych przywódców duchowych? Na to pytanie każdy musi
odpowiedzieć osobiście. Kryteria boskie w tej sprawie są czytelne i
jednoznaczne. Odpowiadajmy zatem.
Modlitwa powszechna:
– o szacunek dla każdego piastującego urząd duchowego przywódcy:
biskupów, kapłanów, nauczycieli i wychowawców, katechetów i rodziców, i innych,
– o obdarowanie zaufaniem spośród nich tylko tych, którzy jako duchowi
przywódcy, upodobnili się do Jezusa dobrego pasterza.
Rozesłanie
Wielu uzurpuje sobie prawo do
przewodzenia innym. Wielu posiada ku temu prawny tytuł. Poddajmy się
prowadzeniu tylko tym, którzy są zjednoczeni Jezusem dobrym pasterzem i
upodobnili się do Niego.
Inspiracja do refleksji
Ewangelia według św. Jana
(10, 11 - m18) oraz komentarz św. Tomasza z Akwinu do niniejszej Ewangelii. „Żaden
bowiem pasterz nie jest dobry, jeśli nie działa przez miłość w jedności z
Chrystusem i nie staje się przez to członkiem prawdziwego pasterza" (Komentarz do Ewangelii Jana, s. 648).