- Strona główna
- „Otoczmy troską życie”
- 6. niedziela wielkanocna
6. niedziela wielkanocna
ks. Rafał Buchinger, 17.05.2009
Wstęp
do liturgii
Chcę kochać i być kochanym!
Wszyscy tego pragniemy. Wówczas życie jest piękne, ma smak i sens. Po czym
poznamy, że prawdziwie kochamy i jesteśmy kochani?
HOMILIA
By kochać i być kochanym, trzeba
lubić?
Warto rozważnie oglądać
telewizję. Dzięki temu można się dowiedzieć, co ludzie myślą, czego pragną i co
czują. Jest to potrzebne, by mądrze żyć, czyli według wskazań Ewangelii.
We wtorek, 14 maja br., w
programie „Kawa, czy herbata" pytano telewidzów, po czym poznają, że kochają. Jedna
z odpowiedzi była szczególnie interesująca. Nie przytoczymy jej dosłownie, ale zachowamy
jej sens. Jakaś kobieta wyznała: poznaję, iż prawdziwie kocham po tym, że:
– czuję dotkliwą samotność,
gdy dłużej nie ma przy mnie ukochanej osoby,
– gdy zgadzam się, by
kochana osoba robiła to, co lubi, bowiem miłość to wolność,
– zrozumiałam, że siadanie
razem na kanapie i trzymanie się za ręce nie jest prawdziwą miłością.
Autorka przytoczonej wypowiedzi jest bardzo bliska Jezusowego
rozumienia miłości. I dla Jezusa bowiem w miłości jest miejsce dla tęsknoty, dla
czułości i bliskości z kochaną osobą. Również i dla Niego miłość pozwala, samemu
i innym czynić to, co się lubi. Zatrzymamy się na tej ostatniej myśli dlatego,
że tutaj zaczynają się problemy. Można wszystko lubić. Ale nie wszystko, co się
lubi prowadzi do prawdziwej miłości - uczy Ewangelia. Trzeba zatem jasno
rozeznać, co wolno, a czego nie wolno lubić, by prawdziwie kochać i być
kochanym. Nie wiemy, co lubi i na co przyzwala autorka telewizyjnej sondy w
swoim pojmowaniu miłości. Nikt jej o to bowiem nie zapytał. A ona nie opatrzyła
swej wypowiedzi szerszymi objaśnieniami. Wiemy natomiast dokładnie, co Jezus
lubi czynić, aby kochać i być kochanym. Dlaczego czyni? Jego bowiem zdaniem
miłość istnieje i dokonuje się przede wszystkim w ściśle określonych czynach, a
nie w słownych deklaracjach, zobowiązaniach czy wzniosłych uczuciach. Chociaż w
Jezusowym rozumieniu i praktykowaniu miłości jest, i to poczesne miejsce, dla
odpowiedzialnego słowa i uporządkowanego uczucia. Ale wróćmy do zasadniczej
sprawy. Co zatem lubił Jezus, by kochać i być kochanym? W szukaniu odpowiedzi
poprowadzi nas dzisiejsza Ewangelia.
Jezus lubił spotykać się z Bogiem Ojcem, by Go słuchać. Ojciec z
nieba lubił te spotkania z Synem. Cenił Jego chęć i umiejętność słuchania. Nie
było prawdy, wartości, wydarzenia, zamiaru, o którym by nie rozmawiali ze sobą.
Kiedy Ojciec mówił, Syn słuchał. Kiedy mówił Syn, słuchał Ojciec. Ani jedno
wypowiadane słowo nie padało w próżnię, lecz zapadało w ich serca. Miłość Ojca
do Syna wyrażała się w mówieniu do Niego. Syn odwzajemniał miłość Ojcu,
słuchając Go uważnie. Jawi się pierwszy nakaz dla człowieczej miłości.
Zasadniczym obowiązkiem
uczniów Chrystusa jest naśladowanie Go we wszystkim. A zatem również w miłości.
Dla chrześcijan nie ma innej możliwości. A zatem, aby kochać i być kochanym,
winni oni polubić spotkania i rozmowy z Jezusem. Obcować z Nim jak On z Ojcem. Winni
więc rozsmakować się w słuchaniu Go we wszystkim. I z dnia na dzień stawać się
nie tylko uczniami, czeladnikami czy mistrzami w słuchaniu Boga, ale
arcymistrzami w tej rzadkiej i trudnej do opanowania, ale dającej miłość, sztuce.
Jezus lubił zamieniać wszystko, co usłyszał od Ojca z nieba w czyn.
Żadnego otrzymanego od Boga wskazania nie odkładał na później, na potem, na
przysłowiowe jutro Każde słowo podejmował w określonym przez Ojca czasie.
Dokonywał we wskazanym przez Niego miejscu i wobec wybranych przez Niego ludzi
ściśle przestrzegając otrzymanej od Niego instrukcji. Skutkiem tego precyzyjnie
kształtował swoje życie i uczył tej umiejętności wszystkich, którzy Mu zaufali
i opowiedzieli się za Nim i za Jego Ewangelią. Bóg zaś osobiście wspierał Go w
tych poczynaniach swoją mądrością i wszechmocą, czyli łaską. Miłość Jezusa do
Ojca dokonuje się zatem głównie przez wcielanie w życie, powtarzając za Ewangelią,
Jego przykazań.
Ten
właśnie boski model miłości obowiązuje chrześcijan. Jako kopiści każde boskie
słowo zamieniają w ściśle określony przez nie dzieło, czyn. A następnie
weryfikują starannie, czy w pełni jest ono zgodne ze świętą i nieomylną wolą
Najwyższego. I lubują się w takim postępowaniu. A jeśli lubią się w przekuwaniu
boskiego słowa w ludzki czyn, który w tym momencie staje się boskim, to znak,
że prawdziwie kochają i są kochani. Posłuszeństwo zatem Bogu jest sednem
miłości do Niego i rękojmią autentycznej miłości do siebie i do innych.
Jeśli tak ma się sprawa miłości
Boga do nas i nas do Boga, to jak prawidłowo rozumieć i wykonywać nakaz
miłowania siebie i bliźnich? Patrząc na boski wzorzec miłości z łatwością dostrzegamy,
że miłość do samego siebie polega na wytrwałym poznawaniu Ewangelii i
kierowaniu się nią na co dzień w praktyce. Natomiast nasza miłość do bliźnich wyraża
się w dopomaganiu im ze wszystkich sił, nie wykluczając ofiary ze swego życia, do
uznania przez nich za własny model miłości boskiego wzorca. Jak zatem pomagać innym
w znajdowaniu prawdziwej miłości? Pouczeniem, wykładem, niekończącymi się monologami,
tłumaczeniem, nakłanianiem, a nawet przymuszaniem? Żadne z tych działań nie przyniesie
zamierzonego skutku. Prawdziwej miłości uczy się przykładem. Uczy tym, że
samemu prawdziwie się miłuje. Nie inaczej. Taka metodę zastosował w odniesieniu
do nas Bóg. A zatem ona jest najowocniejsza. Postronni, zachwyceni naszą
miłością do siebie, bliźnich i do
Boga, zapragną jej dla siebie, i zdecydowanie odrzucą podrzucone im przez świat
fałszywki miłości. A wówczas przyjdzie czas, by objaśnić tajemnicę miłości słowami.
A będą to słowa pełne piękna i mocy, bo czerpane z serca nasyconego ponad miarę
miłością. Dopiero bowiem wówczas słowo o miłości staje się wiarygodne i możliwe
do przyjęcia. I jest przyjmowane.
Co zatem praktycznie winniśmy czynić, by być kochanym i kochać
wedle boskiego ideału? Wedle tego, co lubi Bóg i co my winniśmy lubić. Jezus
odpowiada: „Wy jesteście przyjaciółmi
moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo
sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem
oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego". Trzeba odważnie zdecydować się na przygodę życia. Jest nią medytacja
nad Ewangelią. W niej Bóg zapisał i udostępnia człowiekowi swoją świętą wolę -
słowo. Bez znajomości Ewangelii ani rusz w kierunku prawdziwej miłości. Innej możliwości
nie ma. Zasada prawdziwej miłości jest czytelna: Im bardziej nasycamy się słowem
Bożym, tym więcej w nas miłości, bo więcej w nas Tego, który jest miłością,
Boga. Wierność przyjętemu słowu Bożemu gwarantuje zaś trwanie w miłości.
Proponowane wezwania do modlitwy
powszechnej
– prośmy, abyśmy kochali i byli kochani wedle boskiego
wzorca miłości,
– prośmy, abyśmy budowali
miłość do siebie, do innych i do Najwyższego na posłuszeństwie Jemu i Jego Ewangelii,
– prośmy, abyśmy nie mylili
światowych podróbek miłości z prawdziwa miłością.
Słowo na rozesłanie
Boski wzorzec miłości jest
prosty w opisaniu, ale trudny w wypełnieniu. Ten, kto poznaje i wykonuje wolę
Boga, ten prawdziwie kocha i jest kochany. Istotą prawdziwej miłości jest
bowiem posłuszeństwo. Bóg nam błogosławi w kształtowaniu swojej miłościw wedle
tego wzorca. Przyjmijmy zatem te Jego pomoc.
Inspiracja
Głównym źródłem niniejszych
myśli jest Ewangelia (J 15, 9-17). Oraz: „Któż więc się nie gorszy i nie daje
zgorszenia? Ten, który kocha prawo Pańskie. A więc jest w miłości" (św. Augustyn, Homilie na Pierwszy List
św. Jana, Cerf-Kairos-Znak, 2000, s 20).