7. niedziela wielkanocna – uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

ks. Rafał Buchinger, 22.05.2009

Wprowadzenie do Mszy Świętej
W papieża Benedykta XVI uderzyła fala zjadliwej krytyki. Tsunami zła, próbującego zniszczyć tego pierwszego w świecie, ale skromnego człowieka raz wzrasta, to znów maleje, ale trwa nieprzerwanie od początku pontyfikatu. Nie sposób w tej sytuacji pozostać obojętnym.


Propozycje do homilii

Z odsieczą Benedyktowi XVI ?
W niektórych sprawach nauczanie papieża Benedykta XVI wywołuje w świecie falę krytyki. Przykrych słów nie szczędzą mu nie tylko dziennikarze czy internauci, ale krytykują go także politycy, ministrowie, naukowcy. Czynią to nie przebierając w słowach. Na dowód przytoczmy niektóre epitety: „zacofany", „bigoteryjny", „ograniczony", „nieodpowiedzialny". Zaś jego nauczanie uważają za fałszywe, bo niezgodne ze współczesną nauką, a nawet za głupie, bo sprzeczne ze światowym, szczególnie z lewicowym i liberalnym, pojmowaniem mądrości, prawdy, dobra, odpowiedzialności za jednostki i społeczeństwa. W ostatnich dniach, zdaniem wysokiej klasy historyków i prawników, doszło do wydarzenia, jakie nigdy nie miało miejsca w dziejach ludzkości. Mianowicie żona prezydenta Francji, Carla Bruni, publicznie zaatakowała Ojca Świętego, starając się podważyć Jego nauczanie. Cóż zatem pierwszej damie Francji zawinił namiestnik Chrystusa na ziemi?

Pielgrzymując do Afryki, Benedykt XVI podjął problemy związane z epidemią AIDS, nękającą ludzi żyjących na tym kontynencie. Powiedział wówczas: „To jest tragedia, której nie można przezwyciężyć tylko pieniędzmi, nie można pokonać dystrybucją prezerwatyw, które nawet zwiększają problemy". Zdaniem pani prezydentowej, słowa papieża szkodzą ludzkości i Kościół katolicki winien, w imię dobra ludzi, zmienić swoją naukę. W obliczu zjadliwej nagonki na papieża, głos zabrał episkopat włoski. Ustami swego przewodniczącego oświadczył, że biskupi nie zgadzają się na wyśmiewanie i obrażanie Benedykta XVI, zaś krytykę papieża uznano, mówiąc bardzo oględnie, za przekraczającą granice „zdrowego rozsądku". Episkopat włoski wezwał do udzielenia wsparcia Benedyktowi XVI.

Atak na Ojca Świętego jest atakiem na nas wszystkich. On jest pierwszą osobą w naszej katolickiej rodzinie. Oczywiście tak się go odbiera wówczas, gdy myśli się w kategoriach Boskiego przykazania miłości. W związku z tą sytuacją pojawią się dwa zasadnicze pytania: Czy należy bronić Benedykta XVI? Oraz: W jaki sposób powinniśmy to zrobić? Przedstawione problemy podejmuje Jezus w dzisiejszej Ewangelii.

Przede wszystkim nie należy się dziwić zachodzącym wydarzeniom. Dzięki temu zachowamy nie tyle olimpijski, co Jezusowy pokój w sercach i na zewnątrz, w odniesieniu do świata, do atakujących. Pokój chroni przed prowokacjami i nie pozwala dać się wciągnąć w polemiki, riposty i kontrataki. Walka bowiem na złośliwe, kłamliwe i obrażające słowa urąga ludzkiej i chrześcijańskiej godności. Człowiek pokoju zmierza natomiast do rzetelnej rozmowy. Pokój w duszy pozwala spostrzec, że „nagonka" na Benedykta XVI nie jest niczym nowym. Sam Chrystus, podczas pobytu na ziemi, a do dziś nic się nie zmieniło, nieustannie był wyśmiewany i krytykowany. A w końcu został pozbawiony życia. I to nie za dobro, jakie czynił, co otwarcie przyznawali Jego wrogowie, ale za naukę przekazywaną ludzkości w imieniu Boga, Ojca z nieba. Przekazywaną w trosce o jej nie tylko wieczne, ale i doczesne szczęście i pomyślność. Na Jezusie dokonano zatem sądowego zabójstwa. Dokonano go w majestacie żydowskiego i rzymskiego prawa. Dokonano, łudząc się, że czyn ten zwolni ludzkość z obowiązku słuchania, prób zrozumienia i wykonania świętej i nieomylnej woli Najwyższego. I nieugięcie podąża on za tym, który ustanowił go na ziemi swym Namiestnikiem. Jeśli takie ataki zła spadały na Mistrza, to muszą spaść i na ucznia! I nie trzeba panikować, dziwić się i oburzać. Wprost przeciwnie. Zmasowane ataki na Benedykta XVI są pokrzepiające i korzystne! Potwierdzają bowiem, że papież odważnie i konsekwentnie prowadzi Kościół śladami i w duchu Jezusa. A taki pasterz zawsze jest atakowany przez rozmaite odmiany zła. Przypomina nam o tym dzisiejsza Ewangelia. "W imię moje złe duchy będą wyrzucać". Pasterz Chrystusa jest mądrzejszy niż Szatan. Jego mądrością jest mądrość Boga. "(...) Węże brać będą do rąk". Pasterz Chrystusa umie umiejętnie obchodzi się ze złem. Odwaga i roztropność Boga wobec zła jest jego odwagą i roztropnością. "I jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić". Wnętrze pasterza Chrystusowego wypełnia Ewangelia. On myśli dokładnie tak samo, jak myśli Bóg. Boska logika, diametralnie przeciwna do światowej, jest jego logiką. Jest odporny zatem na zatrucia duchowe. Na chorych ręce kłaść będą i ci odzyskają zdrowie. Pasterz Chrystusa ma do dyspozycji wszechmoc Najwyższego. Dlatego jego działania zawsze są skuteczne. A ich owocność przekracza barierę czasu i trwa wiecznie. Są więc prawdziwymi dobroczyńcami ludzi i narodów. Benedykt XVI, mówiąc w Afryce o epidemii AIDS: „To jest tragedia, której nie można przezwyciężyć tylko pieniędzmi, nie można pokonać dystrybucją prezerwatyw", położył na chorych swe pasterskie ręce, by dzięki wskazaniom Chrystusa, chorzy odzyskali zdrowie, i strzegli go w przyszłości. Jego wystąpienie jest aktem niebywałego, bo okazaniem boskiego miłosierdzia.

Po drugie warto wczuć się w myślenie Benedykta XVI i w sposób rozumowania światowej opozycji wobec niego. Aż serce rośnie, gdy się go słucha. Papież podaje nam czystą, żadnymi naleciałościami nieskażoną Ewangelię. Wypełnia Jezusowy nakaz: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu". Przekazuje światu mądrość Bożą i wedle jej wskazań pokazuje jak rozwiązać nie tylko nękające nas aktualnie kryzysy, ale co o wiele ważniejsze, wskazuje drogi dalszego rozwoju ludzkości. Carla Bruni i pozostali krytycy papieża myślą natomiast, kierując się logiką tego świata, czyli logiką ludzi ulegających podszeptom Szatana. A zatem nie są w stanie zrozumieć Ojca Świętego, co jest dopuszczalne. I zwalczają go na wszelkie możliwe sposoby, co jest niedopuszczalne. Niedopuszczalne ze względu na jego ludzką godność, kapłaństwo, piastowany urząd i ubóstwione w naszych czasach prawo do swobodnego wypowiadania osobistych poglądów. Trzeba powiedzie to otwarcie, bez ogródek: papież myśli w kategoriach miłości. A jego opozycja rozumuje wedle kategorii nieuporządkowanej seksualności. On sercem, a oni swoją płciowością. Jest zatem oczywistym, że nigdy nie porozumieją się z Benedyktem XVI. A o współdziałaniu z nim dla dobra ludzkości, choć powołują się nieustannie na tę ideę, nie ma co marzyć. Pozostaje zatem trwać w miłości i cierpliwie znosić wszelakie poniżenie.

Ludzie mówią: Poprzednim pokoleniom łatwo było uwierzyć głosicielom Ewangelii, bowiem każde ich słowo potwierdzały znaki od Boga. Przede wszystkim ten: "Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą; (...) nowymi językami mówić będą". Dziś ten znak nie towarzyszy ani głosicielom Ewangelii, ani tym, którzy uwierzyli przyjętemu słowu Bożemu. Oczywiście takie myślenie jest poważnym nieporozumieniem. Bóg na wiele sposobów wywiązuje się z poczynionej obietnicy. I zawsze jej dotrzymuje. Trzeba tylko wiedzieć jak w danym czasie. W czasach apostolskich, głosiciele słowa Bożego i jego odbiorcy, przesyceni miłością do Boga i do ludzi, nie znając jednak w dostateczny sposób języków obcych, nie mogli się porozumieć z innymi i wywiązywać z powierzonej im misji. Bóg zatem udzielił im daru posługiwania się językami obcymi, których się nigdy się nie uczyli. Obecnie, gdy wielu ludzi zna nie tylko jeden, ale i kilka języków obcych, dar ten jest niepotrzebny, by przyjąć słowo Boże i dzięki temu uwierzyć. Równocześnie daje się spostrzec, że w wyedukowanych ludziach jest coraz mniej miłości. Dar języków nadal jest udzielany. Dziś Bóg uwiarygodnia swą Ewangelie, autentyczność głoszących ją i rzeczywiste jej przyjęcie przez słuchających, wlewając w serca tych, którzy uwierzyli dzięki słowu: miłość. Obecnie zatem miłość emanująca od kaznodziei i od słuchających go, jest owym znakiem języków. Znakiem potwierdzającym głoszenie i przyjmowanie prawdziwej Ewangelii. Ujmijmy te myśli w zasadę: Jeśli kocham słuchaczy, jeśli kocham głoszącego mi słowo Boże, to znak, że wierzę. Benedykt XVI fascynuje świat swoją skromnością, pokorą, swoistym zakłopotaniem papieskimi splendorami i entuzjazmem tłumów. Mimo tych trudności, swoim zachowaniem i wyważonym słowem, mówi do ludzkości nowym językiem, językiem miłości. A ten język, tak naprawdę, niewielu biegle opanowało. Nawet w Kościele. Trudno zatem, aby papież był rozumiany.

Pozostaje nam do omówienia jeszcze jedna kwesta, a mianowicie : bronić, czy nie bronić papieża? Patrząc od strony Ewangelii, papieżem nie powinno się zachwycać. Taki zachwyt, jeśli wymknie się spod kontroli wiary, sumienia i rozumu, może przysłonić, nawet całkowicie, Pana Boga. Nie ma też powodu do takich zachwytów. To, że papież dużo pracuje, modli się, chrzci, spowiada, udziela innych sakramentów, pamięta o zmarłych i śle okolicznościowe telegramy, odwiedza ludzi w szpitalach i więzieniach, pielgrzymuje, nie jest niczym nadzwyczajnym. On po prostu wypełnia swe chrześcijańskie i kapłańskie obowiązki. Jest zatem posłuszny woli Bożej, którą wziął na siebie dobrowolnie. I nic więcej. A zatem za co go podziwiać? Za posłuszeństwo Bogu? Trzeba Bogu nieustannie dziękować za to, że papieże stają na wysokości powierzonych im zadań. Wywiązują się z nich przykładnie. A następnie trzeba prosić o potrzebne im łaski i o to, by to Bóg był dla nich nagrodą, a nie ludzkie okrzyki krótkotrwałego uznania i oklaski. Nie ma też potrzeby bronić papieży w zawirowaniach zła. Ich broni sam Duch Święty. I obroni w tym stopniu, w jakim zdają się oni na Niego. Po co im zatem nasza ułomna, niezdarna, bo ludzka przecież obrona? Naszym obowiązkiem jest stać murem przy namiestnikach Chrystusowych, tworząc wokół nich palisadę z naszej wierności wobec nich. Wierności zrodzonej z miłości. A zatem nie wolno nam pozwalać wabić się Szatanowi i przechodzić do obozów jego mniejszych i większych przeciwników. Wiara nie jest bowiem polityką, lecz posłuszeństwem okazywanym Bogu przez posłuszeństwo okazywane Jego sługom na ziemi. Tak mówi Ewangelia.

Propozycje do modlitwy powszechnej
– o pokój duszy w zawirowaniach tego świata,
– o ewangeliczne mocowanie się ze złem w każdej postaci,
– o poszanowanie dla religijnych urzędów i ludzi na nich posługujących,
– dziękujmy za Benedykta XVI głoszącego niezłomnie Ewangelię,
– o trwanie w jedności z Jezusem i Jego pasterzami,
– o odwagę mówienia nowymi językami, czyli językiem miłości.

Inspiracja
Teksty zamieszczone w ostatnich tygodniach w Internecie, Ewangelia oraz : Po czym można poznać, iż ktoś otrzymał Ducha Świętego? Niech zapyta swego serca: jeśli kocha brata, jest w nim Duch Boży. (św. Augustyn, Homilie na Pierwszy List Świętego Jana, Znak 2000, s. 45).