Wezwanie katolików do odpowiedzialności

ks. Robert Nęcek, Rzecznik Prasowy Archidiecezji Krakowskiej, 30.05.2009


Zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego zobowiązują do przypomnienia wszystkim katolikom o konieczności zagłosowania ze względu na dobro wspólne naszego kraju. Istnieje bowiem specyficzna odpowiedzialność świeckich chrześcijan w demokracji i za demokrację. Wyraźnie przypomina o tym Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Christifideles laici – „świeccy nie mogą rezygnować z udziału w polityce, czyli w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego dobra". W epoce globalizacji dobro wspólne – jak stwierdził Benedykt XVI w wystąpieniu do włoskich katolików w 2007 roku – należy rozpatrywać także na płaszczyźnie międzynarodowej, gdyż dobro każdego człowieka jest „w naturalny sposób powiązane z dobrem całej ludzkości". Nie chodzi tu jedynie o zasady katolickie, ale o uniwersalne i powszechne wartości ludzkie, które należy ochraniać i pielęgnować.

W kontekście odpowiedzialności za demokrację istotnym i koniecznym staje się pluralizm. W jego świetle katolik ma możliwość działalności w różnych partiach politycznych. Jednak nie może podzielać pluralizmu postaw w dziedzinie najistotniejszej, jaką jest moralność.

Zobowiązany jest do poszanowania partnerów rozmów – pomimo różnic religijnych, socjalnych i etnicznych – ale nie może się to odbywać kosztem promocji relatywizmu moralnego i rezygnacji z własnych zasad etycznych. Dlatego katolik – jeżeli chce być wierny nauce Kościoła - nie może głosować na takie ugrupowania i partie polityczne, które w swoich programach postulują legalizację aborcji, kary śmierci, eutanazji, godzą się na deptanie praw ludzkiego embrionu, czy promocję związków homoseksualnych. W tym duchu kard. Joseph Ratzinger stwierdzał, że „parlamentarzystom, podobnie jak żadnemu katolikowi, nie wolno uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu". Chodzi bowiem o uznanie prawdy o godności osoby ludzkiej i jej podstawowych praw, do których należą także – prawo do religijnego wymiaru życia człowieka, prawo do wolności sumienia i wolności religijnej, troski o rodzinę oraz prawo do nieskrępowanego rozwoju kulturalnego.

Podstawowym kryterium uprawiania polityki na rzecz społeczeństwa jest dążenie do dobra wspólnego, bowiem pojęcie prawdziwej polityki oznacza sztukę czynienia dobra, wspólnego dobra. Tak pojęte dobro domaga się – co stwierdził kard. Ratzinger w „Nocie doktrynalnej o niektórych aspektach działalności i postępowaniu katolików w życiu politycznym" – „odrzucenia koncepcji pluralizmu pojmowanego w sensie moralnego relatywizmu. Jest on bowiem szkodliwy dla demokratycznego życia, które potrzebuje prawdziwych i trwałych fundamentów, to znaczy etycznych zasad, które z racji swej natury i roli, jaką pełnią w życiu społecznym, nie mogą być przedmiotem negocjacji". Z drugiej jednak strony nic nie usprawiedliwia nieobecności chrześcijan w sprawach publicznych. Nawet oskarżenia o kult władzy i karierowiczostwo nie mogą stanąć na przeszkodzie w budowaniu dobra wspólnego. Dlatego Jan Paweł II w encyklice Sollicitudo rei socialis przypomniał, że chodzi o fakt współzależności „pojmowanej jako system determinujący stosunki w świecie współczesnym". Na taką współzależność jedyną odpowiedzią pozostaje nie walka, lecz solidarność pojmowana jako wszyscy razem, czyli wspólnie.

Warto zwrócić jeszcze uwagę na aspekt przedmiotu negocjacji w systemie demokratycznym. Jest to szczególnie niebezpieczne w schemacie demokracji czysto proceduralnej. To niebezpieczeństwo zauważyli już, co niektórzy członkowie Komisji Europejskiej w Brukseli. Chodzi o to, że zachowanie tylko – prawnych procedur może zmierzać do wypaczenia istoty sprawy. W gruncie rzeczy może to prowadzić do demokracji totalitarnej, gdzie jedyną i decydującą wartością stanie się zasada zwykłej, matematycznej większości. Tylko o czym ta większość ma decydować?

Otóż nie może przecież decydować o prawach podstawowych. Większość nie może przegłosować prawa do śmierci czy zniesienia niedzieli jako dnia wolnego od pracy. Gdyby tak się stało, to mielibyśmy do czynienia z procedurami demokratycznymi i z podeptanymi prawami ludzkimi. Gdyby większość statystyczna w każdej dziedzinie miała decydować o wszystkim, to rację – jak powiedział kiedyś prof. Andrzej Zoll – zawsze mieliby Chińczycy.