11. niedziela zwykła

ks. Rafał Buchinger, 14.06.2009

 

WPROWADZENIE DO MSZY ŚWIĘTEJ
Na kim w życiu się oprzeć? Na kim budować swoją teraźniejszość i wieczność? Możliwości jest wiele. Nieprzerwanie otrzymujemy rozmaite oferty. Również Bóg składa nam dzisiaj taką ofertę. Poznajmy ją z czystym sercem: umysłem, wolą, sumieniem i uczuciami. (Akt pokuty).

MYŚLI DO HOMILII

Wybór optymalny...?

Swoje życie można budować na sobie samym. Jak zatem wygląda życie człowieka skupionego na sobie? Wówczas, mówi poeta, człowiek jest sam dla siebie wszystkim: sterem, żeglarzem, okrętem. Po początkowym zadowoleniu i sukcesach przychodzi rozczarowanie. Człowiek poznaje, że tak naprawdę jego życie jest jałowe i puste. Nie ma w nim bowiem zaufania, jakie łączy człowieka z innymi. Dopinguje go do ustawicznego poszukiwania i rozwoju siebie. Skłania do troski o rozwój innych. Brakuje w życiu pewności, którą daje obecność i słowo drugiej, cieszącej się autorytetem osoby. I oczywiście nie ma poczucia celu i sensu życia, jaki daje tylko miłość. Nikt, nawet Pan Bóg, nie jest w stanie zabronić ludziom budowania życia na sobie samym. Bóg nie pochwala takiej postawy i ostrzega, że świat z uporem i nachalnie lansuje taki wzorzec. Osobiście trzeba dokonać wyboru. A jaki to był wybór, pokazuje zazwyczaj trudna życiowa sytuacja: niepowodzenie, strata, choroba, starość, a w końcu śmierć. A więc nie ma się co łudzić, że uda się przed innymi ukryć ową życiowa opcję.

W życiu można, nie zapominając przy tym o sobie, poświęcić wiele uwagi i troski innym. W pamiętaniu o sobie samym na ma niczego nagannego. Jest ono zgodne z najważniejszym boskim przykazaniem: „Słuchaj... będziesz miłował Boga, bliźniego, siebie". Taką zasadę uczynić fundamentem swej doczesnej egzystencji. A wówczas życie człowieka jest nieustannym rozwijaniem siebie, by w pewnej, ograniczonej części, dawać się w darze innym. Człowiek zatem wyłącznie decyduje o obdarowaniu, lub nie obdarowaniu drugich. O tym, jak wielki poczyni dar. Wobec kogo i jak często będzie on dokonywany. Bóg aprobuje taką postawę, lecz jej nie pochwala. Dlaczego? W Jego wychowawczej ekonomii jest to postawa przejściowa. Przed tymi, którzy ją praktykują otwiera drogę do postawy pełnej. Tej oczekiwanej przez Niego.

Można swoje życie skoncentrować na Bogu, który jest miłością. A wówczas życie człowieka staje się ofiarą. Ofiarą, czyli zjednoczeniem z Najwyższym. Dzięki temu zjednoczeniu człowiek staje się miłością. Miłością, dla której gotów jest wyrzec się wszystkiego. A nawet ponieść śmierć. Inicjatorem owego zjednoczenia jest zawsze Bóg, siewca ziarna –  słowa. Słowa Bożego, które przynosi człowiekowi - ziemi zalążki łaski. Łaski wiary, czyli zdolności do poznawania Go, pokładania w Nim zaufania i okazywania Mu bezwarunkowego posłuszeństwa. Łaski nadziei, czyli pewności, że to, co Bóg obiecał na pewno spełni się w życiu osobistym i wspólnym: Kościoła i świata. Łaski miłości, czyli zdolności do rozpoznawania woli Najwyższego i wytrwałego zamieniania jej w czyny.

Człowiek tworzący swoje życie na Bogu, niezależnie od powołania, jakie realizuje w doczesności, osiąga pełnię przewidzianego przez Stwórcę rozwoju. I jako taki prawdziwie służy innym. Spełnia w życiu społecznym rolę służebną. Rolę podobną do tej, jaką drzewa pełnią w życiu ptaków. A w tym posługiwaniu nie wyznacza sobie żadnych granic. Jest prawdziwym dobroczyńcom ludzkości, mimo że świat go nie dostrzeże i nie wypromuje. Bóg jednak ceni właśnie taką postawę człowieka. I publicznie ją pochwala. A tym samym zaleca do naśladowania.   

Modlitwa powszechna
– o refleksyjne i krytyczne patrzenie na świat i jego oferty,
– o mądrość niebudowania życia na sobie i drugich,
– o dążenie do rozwijania siebie w obecności, z pomocą i na wzór Boga.

Rozesłanie
Buduj swoje życie wyłącznie na Bogu. Nie łatwo jest pojąć tę ewangeliczną prawdę. A jeszcze trudniej zastosować ją w swoim życiu. Trzeba też wielkiej odwagi, by ją głosić światu. Ona bowiem niczego nie utraciła ze swej mądrości i mocy. Nadal obowiązuje wyznawców Chrystusa. Dlatego czytamy: „W wielu takich przypowieściach (Jezus) głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom".