- Strona główna
- „Otoczmy troską życie”
- 12. niedziela zwykła
12. niedziela zwykła
ks. Rafał Buchinger, 21.06.2009Wprowadzenie do liturgii
Myślą o sobie: wierzę, mam nadzieję,
kocham.... Lata płyną. Przychodzi śmierć, Sąd Ostateczny i słyszą wyrok Boga:
nie wierzyłeś, wątpiłeś, nie kochałeś...
Jezus zatem uczy: sprawdzajcie w
Ewangelii, czyli u Mnie, czy rozumiecie te cnoty tak, jak je rozumie ich
twórca, Bóg. Od tego zależy, czy je praktykujecie i dzięki temu żyjecie mądrze.
MYśLI DO HOMILII
A im się
zdawało...
Urodzili
się w wierzących rodzinach. Ich naród był wyspą wiary na oceanie pogaństwa
i niewiary. Od niemowlęctwa wprowadzani byli w modlitwę, w zachowywanie prawa, w
religijne obrzędy i zwyczaje, w medytację nad Biblią. Żyli wśród innych
wierzących, którzy nie tolerowali najmniejszego odstępstwa od wiary ojców.
Pracowali w pocie czoła, by zabezpieczyć byt sobie i rodzinie. I nieźle sobie w
tym radzili. Równolegle oczekiwali na obiecanego przez Boga Mesjasza. Dążyli
zatem do religijnej głębi. Niektórzy z nich wstąpili do szkoły surowej
duchowości - szkoły Jana Chrzciciela. Byli przekonani, że prawdziwie wierzą!
Kiedy na scenie dziejów pojawił się Jezus ze
swoją Dobrą Nowiną, porzucali swoich dotychczasowych religijnych mistrzów. Wstępowali
w szeregi uczniów Jezusa z Nazaretu. Wstępowali, mimo że już na samym wstępie wymagał
od nich o wiele więcej od dotychczasowych mistrzów. Byli zauroczeni Jego naukami
i czynami. Od razu dostrzegli, że nie ma w Nim typowego dla nauczycieli
pęknięcia: uczą prawdy i mądrości, ale sami nie żyją według tego, czego
nauczają innych. Intuicyjnie wyczuwali, bo pełna prawda o Nim była jeszcze
zakryta z woli Boga przed ludźmi, że Jezus z Nazaretu jest kimś więcej niż
cieślą z Nazaretu, katechetą - samoukiem. A utwierdzały ich w tej intuicji
powtarzające się fakty, a mianowicie słowa wypowiadane przez Jezusa miały w
sobie moc uwalniania od zła i napełniania dobrem najwyższej klasy. Dobrem
niedostępnym dla przeciętnego człowieka. A przede wszystkim odsłaniały przed
nimi wizję oczekiwanego przez wszystkich Królestwa niebieskiego. Wydawało się
im, że uwierzyli w Niego!
Pilnie słuchali Jego nauk o wierze. Dowiedzieli się, że siewcą wiary
jest sam Bóg. A więc że wiara poczyna się w człowieku z łaski. Łaski, której
Bóg nikomu nie odmawia. I jest pierwszym w szeregu wielu cennych darów Boga.
Zapamiętali, że winna zając w życiu każdego człowieka centralne miejsce i wedle
jej wskazań winny być kształtowane wszelkie sytuacje, w jakich się znajdzie
człowiek i wszelkie podejmowane przez niego działania. Zrozumieli ostrzeżenie
Jezusa, że wszelka wybiórczość w tym względzie jest dla wiary i dla człowieka
zabójcza. Nie uszło ich czujnej uwagi i to, że wiara wzrasta w człowieku wtedy
i tylko wtedy, gdy zamienia jej wskazania w czyn. Karleje i w końcu całkowicie
zanika, gdy pozostaje suchą teorią nijak mającą się do jego codzienności.
Zachwyceni byli wiarą, gdy porównując ją do rzadkiej piękności pereł ukazywał
jej boskie piękno i blask. Markotniały im trochę miny, gdy mówił, że prawdziwa
wiara jest rzadkością wśród. ludźmi. Bo przecież tylko nieliczni znajdują w
życiu skarb. Ogarniał ich entuzjazm, gdy mówił, że z pomocą wiary można góry
przenosić, przesadzać drzewa, czyli dokonywać rzeczy niemożliwych do dokonania
przez człowieka. I że do tego nie trzeba wielkiej wiary, wystarcza ta
najmniejsza. Nie protestowali, że postępowanie wedle wskazań wiary wymaga mądrości,
odwagi i zdolności do podejmowania zgodnego z wola Boga ryzyka. Zapamiętali w
szczegółach cały teoretyczny traktat o wierze wygłoszony przez Mistrza w „owym
dniu". I wydawało im się, że prawdziwie wierzą. I nie mieli co do tego
najmniejszych wątpliwości.
Pan nakazał im nocną przeprawę przez jezioro.
Posłuchali od razu. Nie było to dla nich trudne do wykonania. Znali jezioro na
wylot. Żyli z niego. Niektórzy z nich byli przecież rybakami. Nie byli więc
zaskoczeni nawałnicą jaka z znienacka wybuchła. Jezioro słynęło bowiem ze swego
kapryśnego, niezrównoważonego charakteru. Niejedną przeżyli na nim burzę. Ta
przeszła jednak ich wiedzę i doświadczenie. Zrozumieli, że choć walczą to
jednak są bezsilni, że nie dadzą rady, że przegrywają, że niechybnie zginą. Śmierć
zaglądnęła im w oczy. Ogarnęła ich panika. Nie chcieli umierać. Chcieli za
wszelką cenę żyć. I nadal wydawało im się, że prawdziwie wierzą w Boga i Jego
sługę Jezusa, ich Mistrza.
Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?". Sądzili, że
szukając ratunku u Jezusa w obliczu śmierci dają tym wyraz prawdziwości i głębi
swej wiary! „On wstał, rozkazał wichrowi
i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się». Wicher się uspokoił i nastała głęboka
cisza. Wtedy rzekł do nich: «Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam
brak wiary?». Dlaczego zatem Jezus ich zganił? Więcej, wytknął im
całkowity brak wiary? Skąd ta druzgocąca ocena?
Łatwo mówić, że się wierzy, gdy wszystko w
życiu idzie jak po maśle i na dodatek układa się po myśli człowieka. W chwilach
powodzenia nie sposób sprawdzić, czy się prawidłowo wierzy. I chyba też
niewielu to czyni, bo im to nie przychodzi nawet do głowy. Weryfikacja wiary
następuje zwykle w momentach trudnych dla osoby czy wspólnoty. Szczególnie
wtedy, gdy z całą mocą, z zaskoczenia, uderza zło. Podobnie jak niespodzianie
uderzyło na uczniów, posługując się przyrodą – wiatrem, wodą. A Bóg wtedy
zachowuje się, jakby Go nie było. Jakby zapomniał o świecie i o ludziach. Nic
nie obchodził Go ich los. Spał zmęczony nimi i światem, podobnie jak spał w
łodzi Jezus, pozornie obojętny na los swych umiłowanych uczniów!
A zatem co oznacza prawdziwie, w niewypaczony
sposób, wierzyć? Wierzyć, w świetle wydarzeń rozgrywających się w czasie burzy
na jeziorze, to z dobrej i nieprzymuszonej woli wybrać los Jezusa i przyjąć go
za swój. Warto tę prawdę wyrazić krócej. A zatem wyraźmy: Los Jezusa jest moim losem.
Warto to zrobić z praktycznych względów: by ją zapamiętać i wypełnić życiem. Jeśliby
zatem Jezus zdecydowałby się utonąć w czasie nawałnicy, to ci, którzy w Niego
wierzą, z całym spokojem i zrozumieniem tonęliby razem z Nim. I za żadne skarby
nie przerwaliby Jego snu. Co zatem jest sercem tak pojętej wiary? Jest nim
pełne zaufanie do Boga! A jest ono możliwe tylko wtedy, kiedy się Go zna.
Czy uczniowie pojęli udzieloną im lekcję wiary? Odpowiedź
znajdziemy w ich reakcji na całe widzenie: „Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego: «Kim właściwie On jest,
że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?»". Nie pojęli. Ale weszli na
drogę ku prawdziwej wierze, bo zaczęli szukać odpowiedzi na pytanie: „Kim On
jest?". A od znalezienia odpowiedzi na nie zaczyna się prawdziwa wiara. A zatem
poznawajmy Go, by Mu wierzyć.
Modlitwa powszechna
– o krytyczne spojrzenie na swoja wiarę,
– o kształtowanie wiary w świetle Ewangelii,
– o odwagę, by wierzyć tak, jak tego oczekuje Bóg.
Zakończenie liturgii
Jezus w Ewangelii ostrzega przed zadufaniem w sobie.
Prosi, aby nie zadawalać się stwierdzeniem faktu: wierzę, kocham, mam nadzieje.
Prosi, aby sprawdzić, czy rozumiem i praktykuje cnoty dokładnie tak, jak
rozumie je i nakazuje czynić Bóg! A do owego boskiego widzenia rzadko kto
dorasta i pojmowaniu, i w ich czynieniu. Bądźmy realistami i sprawdzajmy. O
wypaczenia nie trudno.