14. niedziela zwykła

ks. Rafał Buchinger, 5.07.2009

 

Siedem myśli do homilii                                                 

1. Gdy Jezus wychodził z rodzinnego miasta, żegnano Go jako syna Maryi i Józefa, rzemieślnika biegłego w sztuce ciesielskiej, stolarskiej, kamieniarskiej. Żałowano, że miasto traci znakomitego fachowca. Gdy po jakimś czasie duszpasterzowania wśród obcych powrócił z grupą uczniów do swoich towarzyszyła Mu aura wybitnego katechety, egzorcysty, cudotwórcy, jakiego dawno nie widziała Palestyna. W obdarowaniu wszelkiego rodzaju bogactwem, jakie się posiadło nie wolno pomijać najbliższych. Ale na przyjęcie owego obdarowania należy ich przygotować. Polega to między innymi na zdobyciu autorytetu osobistego nie tylko wśród obcych, ale i pośród swoich.

2. Jezus jest genialnym strategiem. Z Ewangelią przychodzi tam, gdzie ludzie już się zgromadzili. Nie czeka aż ludzie Go odkryją i przyjdą do Niego. Znakomite wskazanie na nasze czasy. Głośmy Ewangelię w Internecie, telewizji, radiu, gazetach.... Wszędzie tam, gdzie dziś gromadzą się i przesiadują godzinami ludzie.

3. Bóg jest prawodawcą przestrzegającym ustanowionego przez siebie prawa mimo, że ono Go nie obowiązuje. On jednak je zachowuje. A zatem w zachowaniu prawa ukryte są jakieś wartości. Jakie? Takie jak mądrość, odpowiedzialność, wiara, miłość, wewnętrzny pokój, porządek we wspólnocie, dynamizm, perspektywa.

4. Słuchali Go uważnie. Niektórzy w lot rozpoznali, że przekazuje im boską, a nie ludzką mądrość. „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana?". Jego powrót i próba duszpasterzowania wśród swoich wzbudziła w nich jednak podejrzliwość. I jak zawsze zaowocowała zazdrością, uprzedzeniami i nieufnością. „Czy nie jest to cieśla.... Czyż nie żyją tu u nas...". Nazaretańczycy myśleli: Dlaczego On, a nie ktoś inny, wybił się spośród nas? Niewątpliwie Jezus spodziewał się takiego przyjęcia przez swoich. A jednak przyszedł i duszpasterzował wśród nich. Uczynił to z dwóch powodów. Taka była wola Ojca z nieba, który posłał Syna, by pasterzował, mimo przewidzianego odrzucenia. I drugi powód to ten, że Bóg kocha człowieka za nic, a nie za jego przychylność.

5. W ludzkim rozumieniu Jezus nie był wykształcony. Wyuczył się zawodu cieśli. A jednak okazał się najwybitniejszym nauczycielem i wychowawcą wszechczasów. Podobnie jak dziś, tak i wówczas panowała w ludzkich umysłach maniera: Jeśli ktoś nie ma szkół, to nie może posiadać mądrości. Jeśli ukończył prestiżowe szkoły, zdobył kolejne tytuły naukowe, to bez wątpienia jest mądry. Podobnie jak wówczas, tak i dziś mądrość nie idzie w parze z wykształceniem. Tytulatura nie jest gwarancją mądrości, lecz tylko potwierdzeniem nabycia cząstki wiedzy z któregoś rządka jej rozległego pola. A mądrość i wiedza to dwie różne rzeczywistości. Brak wykształcenia u Jezusa zaowocował u elit ówczesnych uprzedzeniami wobec Jego osoby i Jego Ewangelii i w konsekwencji odrzuceniem jej i Jej autora. Mimo, że Nazaretańczycy „wiedzieli, że prorok jest wśród nich".

6. Rodzina Jezusa prawdopodobnie niczym nie imponowała otoczeniu. Nie tylko, że nie pomogła Jezusowi w nawiązaniu zbawczej współpracy z rodakami, ale stała się jedną z przeszkód niweczących tę współpracę u samych jej początków.Czyż nie jest... brat Jakuba.... Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?". Jezus nie zrzucił na nią odpowiedzialności za swoje niepowodzenia. I nigdy nie wyparł się swojej rodziny, chociaż przysparzała Mu niemałych kłopotów i pozwalała się manipulować Jego wrogom.

7. Niewiara jest nieszczęściem. Zamyka na osobę Boga. Odcina skutecznie od Jego łaski, bez której nie sposób żyć w pełni doczesnością, zdążać wytrwale do nieba i być już na ziemi szczęśliwym. Szczęśliwym doświadczając Jego słowa i cudów. „I powątpiewali o Nim... I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu". Niewiara budzi u Boga zdziwienie. Dlaczego? Dlatego, że człowiek jest przez Niego uzdolnionym do wierzenia. Dlatego, że w oczach Najwyższego jest największą i najtragiczniejszą głupotą. Ale Bóg jest mocniejszym niż człowiecza niewiara. „I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich". Uzdrawiają niewierzących Jezus okazał, że jest mocniejszym od człowieczej niewiary. Okazał, że jest tym, za kogo się podaje– prawdziwym prorokiem Boga. Pokazał, że człowiek nie jest w stanie stanąć na przeszkodzie działaniom Boga. I to był dobitny dowód dla rodakom, że jest sługą Boga. I ten dowód został przez nich odrzucony.