19. niedziela zwykła

ks. Rafał Buchinger, 7.08.2009

 

         1. Szemranie jest wielkim grzechem. Nawet ten, kto szemrze przeciw słudze Boga, mówi Biblia, szemrze tak naprawę przeciw samemu Bogu. Szemranie prowadzi do niewiary. Owocuje bowiem niewiernością Bogu i Jego woli. A niewierność jest drogą do zaniku wiary. Brak wiary potęguje szemranie. Szemrzący nic bowiem nie rozumie z boskiej rzeczywistości. Szemranie niczego nie zmienia na lepsze. Zawsze zmienia na gorsze. Nie jest więc służbą dobru, lecz złu. I nie ma znaczenia powoływanie się na szczytne cele, na troskę o ludzi, odpowiedzialność za wspólnotę, wierność Najwyższemu i oddanie Jego sprawom. Jeśli komuś zależy na wspomnianych wartościach, to ma do dyspozycji upomnienie braterskie, rzeczową krytykę, miłość nieprzyjaciół i wiele innych sposobów działania. Krytyka z reguły musi być jawna. Wówczas jest zdrowa. Szemranie zawsze jest pokątne, a więc jest obłudą. Wobec tych faktów kondycja religijna i moralna współczesnego chrześcijaństwa jawi się w ciemnych barwach. Stary Testament mówi, że szemrając najbardziej obraża się Boga. Z ten grzech Bóg może pokarać śmiercią i to wieczną.

         2. Jezus również nie toleruje szemrania. Mówi: „Nie szemrajcie między sobą”. I stara się je zgasić w zarodku. Ciekawa jest metoda jaką stosuje. Jezus nie tyle spieszy się z wyjaśnieniem prawdy, jaką objawił, a która jest pretekstem do szemrania: „Jam jest chleb, który z nieba zstąpił”, co pokazuje metodę pomagającą daną prawdę objawioną poznać, zrozumieć, przyjąć i jej się podporządkować. Znajomość tej metody pozwala zachować wewnętrzny pokój temu, przeciw któremu skierowane jest szemranie. Daje mu czas na przemyślenie sytuacji i podjęcie rozważnej obrony. Szemrzącym daje czas na ochłoniecie z emocji, uporządkowanie swego myślenia i postępowania oraz na podjęcie naprawczych kroków.

         3. Jak to metoda? „Nie szemrajcie między sobą. Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał”. Jest to metoda logicznego myślenia w świetle Bożych prawd, reguł, zasad. Aby spotkać w życiu Jezusa i zrozumieć choć trochę z objawianej przez Niego prawdy, wiary, nadziei, miłości niezbędna jest pociąganie, czyli działanie Ojca z nieba. Działanie, któremu na imię łaska. Nikt z ludzi o własnych tylko siłach nie jest w stanie dojść do Boga, rozumieć Go, współdziałać z Nim i przyjmować od Niego obdarowanie. „Nikt nie może przyjść do Mnie”. Owo pociąganie dokonuje się tylko wówczas, gdy człowiek tego pragnie i chce, czyli wyrazi na to zgodę. Bóg nie znosi przez owo przyciąganie przyznanego ludzkości prawa do wolności i do wolnych wyborów. „Jeśli kto chce...”.

4. Jak zatem dokonuje się owo pociąganie łaską? Aby kogoś zyskać zazwyczaj staramy się go przekonać. I nie zdajemy sobie sprawy, że wówczas naśladujemy Boga. On zanim zacznie działać w życiu ludzi, zarówno jednostki, jak i wspólnoty, stara się ich przekonać. Przekonuje na rozmaite sposoby. „Napisane jest u Proroków...”. Przede wszystkim posługuje się w tym celu słowem pełnym mocy: prawdy i miłości. W Jego ekspresywnym przekonywaniu nie ma jednak przymusu duchowego i intelektualnego. Cała Ewangelia nasycona jest faktami obrazującymi owo pociąganie. Możliwości Boga w tej materii są niewyczerpane. Na przykład Eliasza pociągnął ku sobie przez wewnętrzne objawienie się mu. Istotą tego pociągnięcia nie jest jednak anioł, lecz słowo!  Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga!”. Również i dziś Bóg pociąga w ten sposób.

         5. Boga można porównać do rybaka albo myśliwego. Lubi bowiem posługiwać się przynętami w odniesieniu do ludzi. Rybak, myśliwych dobiera przynętę w zależności od tego co chce schwytać. Tak samo czyni Bóg. Gdyby księża nie bali się ludzi i zgorszenia, to niejeden by wyznał, że tak naprawdę podjął kapłaństwo zwabiony prestiżem, wpływami, władzą, dochodami, wygodnym życiem, wolnością... Gdyby Bóg nie zastosował takich przynęt to nie wielu mężczyzn sięgałoby po kapłaństwo. Z czasem złowiony na przynętę doświadcza oczyszczającego działania Boga. I jeśli się mu ufnie podda, to zostaje uwolniony od tych motywacji. A ich miejsce zajmuje ta jedyna, właściwą motywacja skłaniającą do przyjęcia powołania kapłańskiego, a mianowicie miłość do Boga i służebność wobec ludzi. Proces ten jest rozciągnięty w czasie. Gdyby Bóg nie zastosował przynęty, to na pewno nie byłoby na świecie duchownych, bez których ani Bóg, ani Kościół nie mogą się obejść. Kapłaństwo jest zbyt wielkie, piękne i wymagające od człowieka, aby go porywało samo z siebie. Ono fascynuje, ale nie pociąga. Bóg musi zatem zwieść człowieka. I zwodzi – przynętami, które same z siebie nie są obojętne.

         6.Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne”. Od razu nasuwa się pytanie: Co powinniśmy ze swej strony czynić, by mieć wiarę udzielającą życia wiecznego? Chodzi o wiarę pełną, dojrzałą, doskonałą. Wiarę, która rodzi się w człowieku, trwa i rozwija dzięki łasce. Łasce, jaka podawana jest w Bożym słowie. A zatem, aby ją zyskać i zachować, niezbędne jest obcowanie z Pismem Świętym. Owa wiara, aby była skuteczna, musi znajdować się centrum codziennego życia człowieka. Jej światłu muszą zostać poddane wszelkie akty, z których utkane jest człowiecze bytowanie. I w tym poddaniu nie ma miejsca na najdrobniejszą wybiórczość. Wybiórczość bowiem prowadzi nie tylko do połowiczności w wierze, ale do całkowitej utraty wiary. W wierze, dającej życie wieczne, nie ma też miejsca na stawianie Bogu warunków. Takie postępowanie jest nie tylko brakiem kultury osobistej. Ono świadczy o niedojrzałości w wierze. Jak zatem zyskać wiarę dającą zbawienie? Ewangelia nie jeden raz pokazuje, że ludzie o wierze doskonałej, a poświadczał to osobiście Chrystus, byli ludźmi, którzy kochali. Kochali bliskich, albo samego Jezusa. I dzięki temu wyjednywali u Boga wielkie łaski. Miłość, pokazuje Ewangelia, jest sojusznikiem wiary. Miłość kształtuje wiarę. Nadaje jej pełny wymiar. Człowiek zatem, który wierzy - kocha innych, cały przynależy do Jezusa. Jest z Nim w pełni zjednoczony. Z Nim, który jest życiem wiecznym! (1 J 5, 20).

         7.Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli”. Manna i Eucharystia. Dzielą je od siebie setki, tysiące lat. Zestawienie nieprzypadkowe. Ma nas ono czegoś nauczyć. Manna – pokarm wędrujących przez pustynie w niewypowiedzianym cierpieniu Żydów. Wędrujących ku wolności. Eucharystia – pokarm wędrujących przez dramatyczną doczesność chrześcijan ku wiecznej wolności. Manna – pokarm zabezpieczający dojście do ziemi obiecanej. Eucharystia - pokarm niezbędny w wędrówce do nieba. Manna – pokarm spożywany codziennie, podtrzymujący życie, ale go nie przedłużający. Eucharystia – pokarm jaki winien być spożywany codziennie bo zachowujący życie. Manna – pokarm jaki się skończył. Eucharystia – pokarm jaki nigdy się nie skończy, bo jest nim Jezus. Zestawiwszy te fakty ze sobą przypominamy sobie, że jeśli Bóg mógł dać ludziom mannę, to tym bardziej może dać Eucharystię, czyli siebie jako chleb i wino. Zwraca uwagę wyprzedzenie w czasie z jakim Bóg przygotowywał ludzi do przyjęcia Eucharystii. Aby docenić boskie obdarowanie potrzeba lat przygotowań. Rozpocząć je należy od doceniania na co dzień tego co małe, powszednie, nieodzowne w doczesności. Z niemałymi trudnościami przyjmowali mannę Żydzi. Z jeszcze większymi trudnościami ludzie przyjmują Eucharystii. Dla wielu to tylko czcigodny, wart szacunku symbol, a nie faktycznie obecny Bóg.