- Strona główna
- „Otoczmy troską życie”
- 21. niedziela zwykła
21. niedziela zwykła
ks. Rafał Buchinger, 23.08.2009
1. Ostatnim marzeniem chrześcijanina powinno być pragnienie przyjęcia godnie
Komunii Świętej, a potem natychmiastowa śmierć. Dzięki temu człowiek na pewno
znajdzie się w boskiej wieczności. Jest bowiem zjednoczony z Jezusem, który
jest wiecznością. Jest w Chrystusie, a Chrystus jest w nim. I unika wówczas boskiego
sądu nad sobą. Trzeba przywrócić w praktyce Kościoła należne miejsce wiatykowi!
2. Nauka Chrystusa o pokarmie z nieba gorszyła nie tylko wrogów, tłumy idące za
Jezusem, ale i uczniów Jezusa. Pojmowali ją czysto naturalnie, na sposób
ludzki, a nie duchowo. Myślących czysto naturalnie przerażał kanibalizm, o
jakim, ich zdaniem, mówił Jezus. Wielkie prawdy Boże są trudne do pojęcia,
akceptacji i wypełnienia przez człowieka.. Ciekawa rzecz, Bóg wiedział o tym,
ale nie złagodził swojej prawdy. Nie poszedł na ustępstwa wobec ludzi. Stojąc
zatem wobec prawdy, nie należy tracić energii i czasu na prywatne dywagacje,
sprzeciw, bunt czy demonstracyjne odwrócenie i odejście od Jezusa, lecz na
pokorną prośbę o łaskę nieodzowna do zrozumienia wielkich rzeczy Boga. Kościół,
mimo nacisków, nie może zmieniać swego nauczania w wielu sprawach. Musi uczyć
tak, jak uczy Bóg. Nie wolno mu iść na ustępstwa byleby tylko podobać się
światu.
3. Szemranie jest poważną chorobą duchową. Zaraża złem i niszczy nie tylko
szemrzących, ale i środowiska, w jakich przebywają. Przenosi się owa choroba
przez słowo nasycone buntem. Przed ludźmi można ukryć szemranie, ale nie przed
Bogiem. Jezus jest świadom choroby szerzącej się wśród Jego uczniów. Bóg wszakże
przenika nie tylko działanie, ale i najbardziej skryte myśli człowieka. Smutne
było Jego życie jako nauczyciela i wychowawcy. A jednak Jezus nie pozbył się
szemrających z grona uczniów. Nie zmienił też pod wpływem owych głupich
zachowań uczniów swej nauki. Nie pospieszył też z jej wyjaśnianiem. Takie
działanie nie miało w tym momencie najmniejszych szans powodzenia. Powiedział
im tylko, że zrozumieją Eucharystię dopiero po Jego wniebowstąpieniu. Trzeba
nauczyć się czekać i nie zrażać tym, że nie od razu wszystko rozumiemy z
Ewangelii. Niestety wielu się zraża i to zanim zaczęło systematyczną medytację!
Mania świata wmawiającego ludziom, że będą kimś tylko wtedy, gdy działać będą wyłącznie
o własnych siłach, szybko i skutecznie wdarła się do życia duchowego. Sieje
zamęt i spustoszenie.
4. Niczego nie jesteśmy w stanie w pełni poznać i zrozumieć z doczesności, z
cielesności, a tym bardziej z wieczności, z wymiaru ducha, bazując wyłącznie na
sobie i swoich władzach: rozumie, woli, sumieniu i uczuciach. I chociaż są one
narzędziami otrzymanymi w darze od Boga, to jednak z jego woli, są
niewystarczające do świadomej i mądrej wędrówki w świecie ducha i materii.
Potrzeba czegoś więcej, a mianowicie nieustannej interwencji Boga. Dokonuje się
ona przez łaskę. A tę otrzymują tylko ci, którzy wierzą. Niewiara zamyka na
łaskę. A brak łaski uniemożliwia poznanie. Kto nie wierzy, ten niczego nie
rozumie. I szemrze.
5. Jezus nikogo nie zatrzymuje przy sobie na siłę. Każdemu ze swoich uczniów
pozwala odejść. Świadczy to o tym, że jest genialnym nauczycielem i wychowawcą.
Ciekawe, dokąd odeszli Jego uczniowie? Kogo obrali sobie za nowego życiowego
przewodnika? Dokąd ich ten nowo obrany przewodnik poprowadził? Nie mieli zbyt
wielkiego wyboru. Są dwie możliwości: albo przewodnikiem człowieka jest Bóg,
albo szatan. Trzeciej nie ma. Odejście uczniów świadczy o utracie przez nich
wiary i miłości do Jezusa. A fakt ten suponuje, kogo obrali na swojego nowego
mistrza! Porażający jest fakt, że odchodzących było wielu. Kościół musi
wytrwać przy zasadzie wyrastającej z postępowania swej Głowy, czyli pozwalać
ludziom odchodzić! Jeśli tego nie będzie przestrzegał to nadal będzie chory i
nijaki, bez wyrazu!
6.
Można być uczniem Jezusa i nie wierzyć w Niego. Wielu uczniów nie zrozumiało nauki
Jezusa, zgorszyło się, odwróciło od Niego i odeszło. Wielu pomyśli: Po co On mówił
o Eucharystii! Lepiej by było, gdyby zamilczał!. Są takie prawdy i takie
momenty, w których nie wolno milczeć, lecz jawnie owe prawdy wypowiadać przed
światem. Wypowiadać ze świadomością, że dla mówiącego i słuchających skutki
będą porażające. Zapewne ci, którzy pozostali przy Chrystusie mieli do Niego
żal, że zraża ludzi do siebie i do Ewangelii. On jednak nie ustąpił ani o
milimetr z głoszonej prawdy. I nie zmienił zdania. Pozwolił niewierzącym
uczniom odchodzić. Nic bowiem w Kościele po niewierzących. Nic też Bogu po
niewierzących.
7. Z Jezusem pozostało niewielu uczniów. Zostało także ich ścisłe grono, czyli Dwunastu. Ale Chrystus nie był ich pewien. Nie
mylił się w swych przypuszczeniach. „Czy
i wy chcecie odejść?". Piotr staje w obronie grona. On bowiem dzięki
przyjęciu łaski zrozumiał, że wiara winna poprzedzać zrozumienie boskiej
prawdy, a nie odwrotnie! Poznajemy to po szyku zdania: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy
uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga". Choroba współczesnych
chrześcijan polega na przestawieniu tego szyku, Oni myślą, mówią i postępują
wedle zasady odwrotnej od Piotrowej, a mianowicie jak zrozumiem to uwierzę i
podporządkuję się! Piotr uwierzył i dzięki temu zrozumiał, że Jezus jest życiem
wiecznym dającym się ludziom w Eucharystii.