23. niedziela zwykła

ks. Rafał Buchinger, 6.09.2009

Erudycja czy prawda, inteligencja czy mądrość ?

Wprowadzenie do Liturgii
Chrystus modli się, mówi, rozmawia zwięźle i krótko. Zarówno wówczas, gdy posługuje się słowami, milczeniem, ruchem ciała lub spojrzeniem. Zaleca, aby Go w tym naśladowano. Może odczytywana dziś Ewangelia pomoże nam przypomnieć sobie powody, jakimi się kieruje.

Myśli do homilii
Jezus mówi oszczędnie, wręcz skąpo. I to niezależnie, czy posługuje się słowami, ruchami ciała czy znakami rzeczowymi. Świadczą o tym ewangeliczne relacje. Można pomyśleć: Ewangelie nie są sądowymi stenogramami! A zatem nie wymagajmy od nich zbyt wiele. Rzeczywiście nie są. Ale jeśli Bóg polecił ludzkim autorom w taki sposób opisać osobę Jezusa i przytoczyć Jego wypowiedzi, to w ich oszczędności jest ukryty sens. Poszukamy go zatem w odczytanej dziś Ewangelii. Pomoże nam w tym łaska zrozumienia jej. Jest ona niezbędna, by rozum wszedł w boskie tajemnice zapisane w Dobrej Nowinie. Poszukajmy, kierując się jednym pytaniem: Dlaczego Jezus zwięźle komunikuje się z ludzkością? Sprawa jest prosta.

Chodzi o to, by ludzkość usłyszała i dostrzegła każde Jego słowo i gest. I, co jest jeszcze ważniejsze, by je zapamiętała już na zawsze. A następnie, aby nie szczędząc czasu i różnorodnego wysiłku i nie ulegając jakiejkolwiek presji wewnętrznej czy zewnętrznej, wszechstronnie i zarazem głęboko je przemyślała. Najczęściej doznawaną w takich chwilach presją jest ta wewnętrzna, której twórca jest człowiek wezwany do medytacji. Polega ono na lęku, że przez medytacje nie zdąży się z codziennymi obowiązkami! Jest to presja niewątpliwie rodząca się z inspiracji Złego.

Wedle tej zasady Jezus rozmawia z głuchoniemym. Rozmawia mową ciała: rąk, warg, oczu. Z ich pomocą dokonuje czytelnych dla kaleki znaków. Wkłada swoje palce w jego uszy. I w ten sposób powiadamia go, że osobiście i własną mocą będzie uzdrawiał jego narząd słuchu. A od niego oczekuje tylko zaufania i przyzwolenia na takie działanie. Nakładając własną ślinę na język kaleki, ujawnia mu zamiar uzdrowienia jego narządu mowy. Spoglądają w niebo, a zatem tam, gdzie jak wówczas przypuszczano mieszka Bóg, informuje go, że uzdrawia go za wiedzą, przyzwoleniem i mocą Wszechmogącego. Chce, aby kaleka nie wątpił, że to sam Bóg uzdrawia go przez Jezusa! „Effeta – Otwórz się!". Jezus oznajmia kalece: Nadszedł punkt kulminacyjny i krytyczny zarazem. Działam, a ty ufaj. Chciej i pozwól mi działać. Twój los w tej chwili spoczął wyłącznie w twoich rękach: przyzwolisz, albo Mi nie przyzwolisz na cud. Kaleki zaufał i przyzwolił. I to, co niemożliwe stało się możliwe – cud! Ani wówczas, ani dzisiaj żadna ludzka, nawet ta zasługująca na szacunek medycyna, nie jest w stanie w pełni przywrócić człowiekowi słuchu i mowy. Przywrócić do tego stopnia, by mógł on w pełni słyszeć i natychmiast mówić, i to poprawnie, bez wcześniejszych żmudnych ćwiczeń z logopedą. Zastanawiający jest jeszcze jeden szczegół. Wszystko to odbywa się z dala od ludzi, w tajemnicy. Dlaczego? Chodzi o jedno, by uzdrowiony zastanowił się nad osobą Uzdrowiciela, nad Jezusem i na medytacji odkrył, że jest On kimś więcej niż tylko człowiekiem, Nazarejczykiem, cieślą, katechetą oraz prorokiem. Odkrył, że jest Bogiem i Zbawicielem!                                                                                      

Jezusowi nie zależy bowiem na tym, by słuchający Go wiele o Nim wiedzieli i z błyskotliwością giętych teologów uczenie o nim rozprawiali. Z posiadania nadmiaru wiedzy niewielki bowiem jest pożytek, a więcej szkody. Rozum ludzki nie jest zdolny do przyswajania zbyt wielu informacji. Ich nadmiar spłyca jego myślenie. Czyni go niezdolnym do segregowania i wartościowania wiadomości. Oddzielana ważnych od błahych. Wchłaniający w siebie wielość informacji obojętnieją nie tylko na nowe, ale obojętnieją na innych ludzi. Skupiają się wyłącznie na sobie. Tsunami informacji oddala ludzi od siebie. Jezusowi nie chodzi także o to, by wskaźnik inteligencji Jego słuchaczy, dzięki płytkiemu przyswojeniu informacji, podskoczył o co najmniej dziesięć punktów u takiego erudyty. Jemu chodzi o to, by słuchający Go zabierali z usłyszanym słowem zstępowali do swego wnętrza do, jak to zwykliśmy mówić, serca, czyli sumienia, by je gruntownie przemyśleć! I w sumieniu, w intymnej obecności przed Bogiem, zgłębiali treść i przesłanie każdego z nich. Nawet tych najbardziej niepozornych. Mówiąc obrazowo, Jezusowi nie chodzi, aby człowiek surfował po Ewangelii, lecz aby nurkował w jej głębiach, co polega na myśleniu z pomocą łaski. Takie postępowanie prowadzi prosto do odkrycia boskiej prawdy i mądrości, boskich reguł działania i sposobów ich zastosowania. Boskich zadań, jakie natychmiast należy dokonać w społecznym i osobistym życiu. Oczywiście zawsze zaczynając od siebie.

Ale na tym nie koniec. Dotarcie do tych pięknych i cennych wartości, dzięki zwięzłości, z jaką Jezus je przekazuje, winno skłonić Jezusowych słuchaczy do zadania sobie dwóch pytać: Kim jest Jezus? oraz: Jaki jest Jezus? O co w tym wszystkim chodzi? Tylko o jedno, aby człowiek w szedł z Nim w intymną, niedostępną dla postronnych, osłanianą tajemnicą, relację. Relację wiary, nadziei i miłości. Zakochał się w Jezusie. I z Nim, i za Nim podążał drogą krzyża ku zmartwychwstaniu i wieczności błogosławionych, czyli pełni miłości.

Porażające jest wielomówstwo świata. Zaraziło ono również Kościół chorobą wielosłowia. Nie jest od niego wolny i piszący niniejsze słowa. Jego owocem jest zobojętnienie na słowo i to, co ono sprawia – bliskość z innymi i szacunek dla świata wartości. Nadmiar słowa oducza człowieka myślenia. A nie od dziś wiadomo, że człowiek niemyślący staje się łatwym i smakowitym kąskiem dla wszelkiej maści manipulatorów. A takich nigdy nie brakowało i nie będzie brakować w żadnym środowisku. Ofiarą wielosłowia dorosłych stały się obecnie dzieci. Noszenie przez dzieci do szkoły tornistrów ważących około dziesięciu kilogramów jest tego przykładem. Rozwiązaniem połowicznym, choć zasługującym na uznanie i wykonanie, jest decyzja ministerstwa nakładająca na szkoły obowiązek umożliwiania dzieciom pozostawiania tych ciężarów w szkole. Ale lepszym rozwiązaniem byłoby przycięcie języka i piór piszącym podręczniki dla uczniów. To samo można powiedzieć w trzech zdaniach zamiast w stu! Może już czas mniej mówić, a więcej myśleć. Będzie to zgodne z oczekiwaniami Jezusa.

Modlitwa powszechna
– o oszczędność w słowach dla pełniących jakiekolwiek urzędy i godności,
– o przemyślenie każdego usłyszanego słowa,
– o zastanawianiem się nad słowami, zanim się je wypowie,
– o posługiwanie się językiem zrozumiałym dla innych, wolnym od pretensjonalności,
– o nie zaśmiecanie języka polskiego wulgaryzmami,
– o odwagę codziennego spotykania się z Jezusem za pośrednictwem słowa Biblii.

Słowo na rozesłanie
Troska o życie polega na tym, aby mało i mądrze mówić. Polega także na tym, by nie dać się zalać i nie zalewać innych wielością informacji, bo skutkiem będzie oddzielenie od innych i porażająca samotność. Rzecz w tym, by nie ślizgać się po powierzchni oceanu ludzkiej wiedzy i boskiej mądrości, lecz by nurkować w głębiny jednej i drugiej. Dzięki takiemu postępowaniu człowiek jest w stanie skutecznie obronić się przed zmanipulowaniem. A chcących nami manipulować jest wielu i to w każdym wymiarze naszej doczesności. I żyć mądrze: świadomie, odpowiedzialnie, pięknie i święcie.