- Strona główna
- „Otoczmy troską życie”
- 25. niedziela zwykła
25. niedziela zwykła
ks. Rafał Buchinger, 20.09.2009
Wprowadzenie
Żyć, jak się to mówi,
płynąc z prądem, czyli w zgodzie z tym światem, czy pod prąd, a więc zgodnie ze
wskazaniami Boga? Jezus konkretnie odpowiada na te aktualne w przeszłości i
dziś pytania.
Homilia
Z
prądem czy pod prąd?
Prowadzona systematycznie, oczywiście z pomocą łaski, bo bez niej
ani rusz, medytacja nad Ewangelią powoduje, że człowiek niezauważalnie zaczyna
myśleć w sposób zbliżony do myślenia Boga. Postrzega zatem świat i ludzi, wartościuje
zachodzące wydarzenia, wybiera i działa podobnie jak jego Stwórca. Nie ma w tym
nic nadzwyczajnego. Do takiego działania został bowiem uzdolniony i zobowiązany
przez Boga. Świadczy o tym niejednokrotnie Biblia. Dzisiejsze czytania mszalne
pokazują skutki, jakie powoduje w życiu człowieka przyjęcie myślenia Boga.
Ludzie w myśleniu i postępowaniu starają się upodobnić do innych.
Myśleć, wybierać i postępować jak pozostali. Można zatem porównać ich do ryb.
Czują się na właściwej drodze bezpieczni, pewni swego dopiero wówczas, gdy
płyną z wielką ławicą. Do takiego uniformizmu zachęca ich propaganda polityki, presja
mediów, tyrania mody, kult ciała, fanatyzm w sporcie, akcentowanie w życiu
duchowym masowości i widowiskowości zamiast jakości i głębi owego
doświadczenia. Stąd popularność wszelkich „zabaw" religijnych. Natomiast człowiek
o myśleniu zmienionym przez Ewangelię, niezależnie od siebie, zaczyna odstawać
od pozostałych. Przestaje płynąć z ławicą niesiona i miotaną prądami tego
świata. On, mimo przeciwności, żegluje pod prąd do ściśle wybranego celu. Płynie
w przeciwnym niż ławica kierunku. A to nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ani powszechnie
uznawane.
Czego wówczas doświadcza? Przede wszystkim niecodziennego napięcia wewnętrznego.
Zastanawia się bowiem nad tym, kto faktycznie posiadł prawdę: płynący w ławicy
czy on, samotnik z wyboru? Kto rzeczywiście ma rację: ludzie podzielający
politycznie poprawne poglądy ogółu czy on – dzielący poglądy Boga? Kto zatem błądzi – przeważająca większość czy ci pozostający w mniejszości? Myśli owe spędzają
mu sen z powiek. Napełniają lękiem i zmęczeniem. Wierząc jednak Bogu, nadal
płynie mimo, że ludzie powszechnie uważają, iż prawda i racja są po stronie ludzkiej
większości. I owo przeświadczenie podnoszą do rangi aksjomatu, pewnika, któremu
nie wolno się przeciwstawiać.
Drugim dojmującym doświadczeniem płynącego pod prąd tendencjom tego
świata jest samotność. Śmiałek nie ma z kim porozmawiać, podzielić się swoim doświadczeniem,
wspólnie poszukać odpowiedzi na pojawiające się wątpliwości. Z czasem owo
poczucie samotności łagodnieje, ale nigdy nie znika. Samotny żeglarz odkrywa
bowiem, że obok niego płyną inni, choć nieliczni, dysydenci. Pomiędzy samotnymi
żeglarzami zawiązują się nici znajomości, a nawet więzi przyjaźni. Wówczas jest
raźniej. Przychodzi w końcu taki moment, oczywiście jeśli płynący wytrwa w swej
ewangelicznej odrębności, że dana mu zostaje niezłomną pewność bliskości Boga.
Jezus w dzisiejszej Ewangelii płynie pod prąd trzem światowym
tendencjom niszczącym ludzi na co dzień. Ulegają im również ludzie
Kościoła. Pierwszą z nich jest dążenie do rozgłosu. Bycie na oczach i ustach
innych uważa się powszechnie za istotny element szczęścia osobistego i rodzinnego.
Niezbędny warunek skutecznego działania i kształtowania społeczeństwa. Jezus natomiast
mówi, ze im mniej jest się znanym, im mniej o nas wiedzą, im mniej jest się filmowanym
i opisywanym, im rzadziej jest się dyżurnym komentatorem i publiczną maskotką, tym
większa szansa na autentyczne osobiste życie i prawdziwe szczęście. I tym samym
realniejszy wpływ na losy innych! „On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o
tym".
W przeświadczeniu świata i jego
ludzi cierpienie jest nieszczęściem. Niszczy bowiem i zaprzepaszcza rozwój człowieka.
Dlatego należy przeciwdziałać własnemu cierpieniu, nie cofając się przed
zadaniem cierpienia drugim, nie wyłączając bliskich. Nie cofając się nawet
przed zadaniem śmierci niewinnym ludziom. Tą drogą zadawania cierpienia, by
samemu nie cierpieć poszła i nadal idzie niechlubnej sławy pani Tysiąc i setki
tysiące podobnego pokoroju ludzi na całym świecie. Ludzi opowiadających się za
eutanazja, aborcją, sztucznym zapłodnieniem... Jezus przeciwstawia się takim
odniesieniom do cierpienia. I uczy, że cierpienie dobrowolnie przyjęte i
przeżyte zgodnie z wolą Boga prowadzi człowieka niewątpliwie trudną życiowa
drogą. Niewyobrażalny jest trud tej drogi. Ale prowadzi go do zmartwychwstania
będącego bramą do chwały wiecznej. Tym samym pokazuje, że dla człowieka nie ma
innej drogi do wiecznego szczęścia jak tylko droga mądrego spożytkowania
cierpienia w każdym wymiarze: osobistym i społecznym. Jezus mówi: „Syn
Człowieczy będzie wydany....".
Ambicja i dążenie do
pierwszeństwa w każdej dziedzinie życia zawsze towarzyszyły ludziom. I nie ma w
tym nic nagannego. Nagannym może być jedynie sposób i cel spożytkowania owych
narzędzi. Mogą one stać się sojusznikami człowieka w dobrym albo w złym. Naganne
mogą okazać się skutki błędnego wykorzystania wysokich aspiracji i energii
ambicji. Świat nakłania. by je wykorzystać wyłącznie dla osobistego rozwoju.
Innych zaś zawsze traktować jako zagrożenie i konkurencję, którą bezwzględnego należy
podporządkowania sobie. Podporządkować blokując jej rozwój i dążąc do pełnego
jej wykorzystania. Wykorzystania niecofającego się przed unicestwianiem innych.
Jezus przeciwstawia się takiej postawie. Mówi bowiem: „Wiecie, że władcy
narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was"
(Mt 20, 25 -26). A zatem jak ma być? Chrześcijanin powinien mieć wielkie
aspiracje, ale zawsze zdrowe i – co jeszcze ważniejsze – zaaprobowane przez
Boga. On nie może też zrezygnować w doczesności z tej energii, jaką jest
ambicja. Ale winien tę energię spożytkować do dbałości o równoległy rozwój
siebie i wszystkich, których spotyka. Jezus uczy bowiem: „Jeśli kto chce być
pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługa wszystkich". A zatem im
bardziej rozwijamy siebie, tym bardziej winniśmy zabiegać o rozwój innych. Im
więcej sami osiągamy, tym bardziej winniśmy dbać o to, by również osiągali
drudzy.
Czy Jezus przeciwstawiający się opiniom tego świata był rozumiany i
uznawany? Czy czuł się osamotniony? Ewangelia dzisiejsza pokazuje, że nie
rozumieli Go nawet najbliżsi. I mimo dotkliwej samotności pozostał wierny
myśleniu Ojca z nieba, które przyjął dobrowolnie za swoje. I dzięki temu
wygrał. Odniósł wieczny sukces. Jest pierwszym wśród ludźmi. I takim
pozostanie. Bez wątpliwości trzeba zatem dołączyć do Niego.
Modlitwa powszechna
– o myślenie na co dzień w duchu Ewangelii,
– o odwagę w uwalnianiu się od opinii tego świata,
– o gotowość na duchowe zmagania,
– o zgodę, że wierność Bogu domaga się samotności wśród ludzi,
– o spożytkowanie każdego cierpienia do osobistego i innych rozwoju,
– o zadbanie o rozwój siebie i równoczesne wspomaganie innych w ich rozwoju.
Zakończenie
Troska o życie polega na
myśleniu w kategoriach wskazanym przez Boga, a nie nachalnie sugerowanych przez
świat. Płynięcie pod prąd ławicy, a nie z ławicą. Za jaką cenę? Za każdą –
nawet za cenę wyobcowania ze środowiska społecznego, kulturalnego, duchowego.
Inspiracja
Pociągają
nas piękne przedmioty, złoto, srebro i inne kosztowności. Wielką przyjemność
daje wszystko, co jest miłe w dotknięciu. Rzeczy materialne mają też liczne
właściwości, które mogą oczarować każdy inny spośród naszych zmysłów. Jest
również wielki powab w zaszczytach doczesnych, we władzy i górowaniu nad
innymi. To jest też przyczyna, dla której łaknie się odwetu. Ale dążenie do
tego wszystkiego nie powinno nas odrywać od Ciebie ani skłaniać do odstępstwa
od Twego prawa. Życiu, które tu na ziemi wiedziemy, nie brak ponęt - dzięki
przyrodzonej mu piękności zharmonizowanej z pięknością całego świata. (...) Te
wszystkie i podobne im rzeczy mogą też być sposobnością do grzechu wtedy, gdy
przez nadmierne ich umiłowanie porzuca się dla nich, będących dobrami
ostatniego rzędu, dobra cenniejsze od nich. Dobra najwyższe: Ciebie, Panie Boże
nasz, i prawdę Twą, i prawo Twoje (św. Augustyn, Wyznania, PAX 1978, s. 28-29).