26. niedziela zwykła

ks. Rafał Buchinger, 27.09.2009

Wprowadzenie
W dzisiejszej Ewangelii Chrystus ostrzega nas przed dokonywaniem w życiu złych wyborów. Słuchając jej zatem wychwyćmy zatem do wyboru jakiej wartości nas zachęca a przed wyborem jakiego zła nas ostrzega.

Homilia
Przypadek czy zamierzone działanie?
W życiu wspólnym Polaków można zaobserwować pewną prawidłowość, a mianowicie ilekroć w narodzie do głosu dochodzi prawdziwa miłość, tylekroć z niecodzienną mocą aktywizuje się zło. Oto dwa fakty.         
Fakt pierwszy. Do Polski przyjechał papież Benedykt XVI, głosiciel ewangelicznie pojmowanej wiary, nadziei i miłości. Przybył, aby podtrzymać na duchu naród dotknięty śmiercią Jana Pawła II. Ludzie, pod Jego wpływem i słów zaczęli otrząsać się ze smutku i ufnie spoglądać w przyszłość. I właśnie wówczas, w tym przełomowym momencie, świeccy i kościelni lustratorzy podnieśli lustracyjny rwetes siejąc społeczny zamęt. Ferment, który wbrew ich butnym oświadczeniom nie uzdrowił życia społecznego, lecz jeszcze bardziej je zabałaganił. Podejrzliwość, nieufność, oskarżenia i oszczerstwa, donosicielstwo, szarganie autorytetów, rozbijanie rodzin i środowisk skonfliktowały i podzieliły społeczeństwo. Odciągnęły skutecznie jego uwagę od Benedykta XVI i jego misji miłości. Posługa papieża w znacznej mierze została zaprzepaszczona. Kontratak zła w postaci obsesyjnej lustracji przytłumił i opóźnił odradzanie się ducha w narodzie. Na skutek owego kontrataku z wielu serc została wyparta miłość i inne wartości. Ich miejsce zajęła nienawiść.                                     

Fakt drugi. Ludzie z wrażliwym sumieniem przeżywają dramat, jaki ma miejsce na Śląsku. W górniczej służbie życie oddało 17 górników. W szpitalach nadal pozostaje 23 spośród wszystkich poszkodowanych. Wydarzenie owo, roztrząsane w kategoriach Ewangelii, winno skłaniać chrześcijan do refleksji nad pracą górników. Winno dopomóc w pojmowaniu jej jako aktu miłości górników do innych. 

W duchu Dobrej Nowiny bowiem praca jest obowiązkiem nałożonym na człowieka przez Boga. Jeśli zatem jest podejmowana z posłuszeństwa Stwórcy i wykonywana uczciwie oraz rzetelnie, to wówczas staje się aktem prawdziwej miłości. Sednem bowiem miłości jest posłuszeństwo Bogu, który jest miłością. Praca wykonywana przez górników jest jedną z odmian tej miłości. Miłości ofiarowanej wszystkim ludziom, bez wyjątku. Miłości nieustannej i niezmiennej. Stale nam towarzyszącej. Dlaczego? Dzięki bowiem pracy górniczej braci mamy pod dostatkiem elektrycznej energii, bez której w naszych czasach nie sposób się obejść. Nie sposób żyć: modlić się, pracować, odpoczywać, leczyć.

To dzięki pracy górników usuwamy z twarzy resztki nocnego snu ciepłą wodą, nosimy czyste ubrania, spożywamy posiłki sporządzone ze zdrowej żywności, szybko i bezpiecznie docieramy do pracy, a w niej korzystamy z komputerów i telefonów, oszczędzamy siły jeżdżąc windami. Dzięki pracy górników mkną pociągi, bezpiecznie startują i lądują samoloty, operują nowoczesnymi technikami chirurdzy, leczą kardiolodzy i okuliści. Kiedy po pracy wracamy do domu, by w jego w zaciszu rozkoszować się odpoczynkiem, muzyką, telewizyjnym obrazem, lekturą, a przede wszystkim obecnością bliskich, to również wtedy korzystamy z pracy górników. Także bez ich pracy nie sposób wchłaniać w siebie życie Boże w rozświetlonym, przytulnym i zradiofonizowanym kościele. Poprzestańmy na tych przykładach, chociaż można przytaczać ich tysiące. Na każdym kroku towarzyszy nam ich górniczy trud. W każdej niemal chwili korzystamy z miłości żywionej do nas przez nieznanych z imienia górników. Miłości sprawdzalnej i wymiernej, bo dokonanej przez pracę. Miłości dojrzałej, bo oszczędnej w słowa, lecz bogatej w ofiarne czyny.

Znana w Polsce, a może i na świecie, pani A.T. w tych dramatycznych dniach skutecznie odwróciła uwagę Polaków od górniczej pracy – miłości. I, wspierana przez innych, skupiła ją na złu, któremu od dawna służy. Skupiła w sposób wyrafinowany, a mianowicie starając się z pomocą wymiaru sprawiedliwości odzyskać utraconą przed laty z własnej winy godność. Odzyskać, oskarżając tych, którzy spieszyli jej z uczciwą pomocą. Wiele postronnych osób, nie mając wystarczającej wiary i wiedzy oraz doświadczenia życiowego, uznało jej postępowanie za prawidłowe. Utożsamiło się z nim. I w przyszłości poleci innym do naśladowania. Niewątpliwie wielu, naiwnie zakładających bezstronność i nieomylność sądu, jego błędne orzeczeniem przyjmie za zgodne z prawdą, wiarygodne i obowiązujące. Stach pomyśleć, ale zło powstałe na skutek działań pani A.T. oraz sądu dosięgnie nie tylko jego sprawców, sojuszników i świadków owych wydarzeń, ale niszczące jego skutki odczują na sobie następne pokolenia. Seria nieszczęść, zapoczątkowana przez panią A. T. a uwierzytelniona przez wymiar sprawiedliwości będzie się ciągnęła przez dziesięciolecia. zarówno w jej życiu rodzinnym, jak i w życiu społecznym Nie należy jednak owej kobiety potępiać. Ona już sama się potępiła. Sama wydała na siebie wyrok, przed którym ostrzega Jezus. „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze". Wydała wyrok, którego Bóg nie zmieni. I dlatego należy jej współczuć.

Wezwania do modlitwy powszechnej
– dziękujmy za górników służących nam swoją pracą w imię miłości,
– o szacunek dla górniczej braci w społeczeństwie,
– o odzyskanie sumienia posłusznego Bogu dla właścicieli i zarządców kopalni, by życie górników było dla nich ważniejsze niż zysk,
– o zbiorowe poparcie dla Zespołu „Gościa Niedzielnego",
–  o odpowiedzialność w życiu intymnym,
–  o poszanowanie dla każdego poczętego życia,
–  o nie uwierzytelnianie zła przez sędziów,
–  o uwolnienie ze ślepoty intelektualnej, religijnej i moralnej dla wyznawców i propagatorów zła,
–  za tych, którzy na wszelkie sposoby starają się swoimi poglądami i postępowaniem zniszczyć miłość.
 
Słowo na rozesłanie
W życiu można służyć dobru albo złu, miłości albo nienawiści. Górnicy dowiedli, że wybrali dobro i miłość. Są ich apostołami. W imię tych wartości oddali swe życie. Ta samą drogą podąża ks. Grzegorz Gancarczyk i zespół „Gościa Niedzielnego". Nazywając fakty po imieniu, czyli zgodnie z prawdą dowodzą, że są wiernymi uczniami i gorliwymi apostołami miłości. Miłości, która nakazuje otwarcie przeciwstawiać się zgorszeniom, czyli propagowaniu zła przez innych. Przeciwstawiać ze świadomością, że narażają się na lincz ze strony zaślepionych urokami zła. Przeciwstawiać wiedząc, że grozi im za to sądowy proces i tchórzliwy wyrok skazujący! Ale czyż nie warto cierpieć, a nawet zginąć w imię mądrze pojmowanej miłości? Dla górników, którzy zginęli i tych, co ocaleli odpowiedź była oczywista. Niech będzie taka i dla nas. I nich będzie taka sama jak ich. A Redaktorowi Naczelnemu i Zespołowi „Gościa Niedzielnego" życzmy wytrwania na drodze podawania ewangelicznego „kubka wody" tym, którzy go potrzebują i pragną, bo jest to kubek miłości.