Z eutanazją na goryla

ks. Robert Nęcek, 6.10.2009

                                               
Zwolennicy promotora godnej śmierci Petera Singera dają o sobie znać coraz częściej. Singer jako etyk uważa, że życie nie jest w żadnym wypadku święte, a o jego użyteczności decyduje poziom inteligencji. Zarzucił nawet chrześcijanom, że gdyby traktowali życie jako święte to zarżnięcie świni czy wyrwanie główki kapusty byłoby dla nich tak samo odrażające jak zamordowanie istoty ludzkiej".

Dodatkowo zestawia nierozwiniętą inteligencję małego dziecka z nierozwiniętą inteligencją małego gorylątka, twierdząc, że o godności życia mówi właśnie jej rozwój. Dlatego zatrzymanie się w rozwoju jest dobrą przepustką do stosowania aborcji lub eutanazji. W tym samym duchu wypowiadają się jego poplecznicy, zapominając, że inteligencją małego gorylątka charakteryzuje się wielu dorosłych goryli. Idąc tym tokiem myślenia śmiało można by również ich objąć praktyką eutanazyjną. Twierdzenia, z jednej strony o „prawie do własnego brzucha", a z drugiej slogany o „prawie do własnego życia" dowodzą, że mentalnie, intelektualnie i uczuciowo dryfuje się po mieliźnie dekadenckiej ideologii. Nie da się bowiem zatrzeć granicy między naturalną śmiercią, a narzuconą i zamierzoną. Nie da się także określić granicy „życia niegodnego życia". Zresztą – jak słusznie zauważa Ojciec Święty Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate – „zadziwia arbitralna selektywność wobec tego, co dzisiaj jest proponowane jako godne szacunku. Wielu gotowych do gorszenia się rzeczami marginalnymi, wydaje się tolerować niesłychane niesprawiedliwości".

Otóż intelektualnie wyrafinowani wysuwają dodatkowo argumenty woli życia i strat ekonomicznych. Jednak w tym stwierdzeniu pojawia się problem, gdyż prośba chorego w wielu przypadkach – jak świadczą o tym dane holenderskie - nie jest jego indywidualną decyzją. Dr Karel Gunning z Rotterdamu na łamach miesięcznika „Medizin und Ideologie" wyraźnie podkreśla, że tak zwana prośba chorego staje się bardzo często wymuszona pod wpływem osób bezpośrednio lub pośrednio sugerujących eutanazję. Natomiast na łamach magazynu „Der Internist" przytacza szokujące słowa przygotowującego się do urlopu młodego Holendra skierowane do lekarza rodzinnego: „Mój ojciec chory na raka może niebawem umrzeć, a my nie chcemy przerywać wakacji z powodu pogrzebu. Proszę zrobić tak, aby pogrzeb odbył się jeszcze przed urlopem". Lekarz więc prośbę spełnił. Jeśli takie myślenie będzie się rozwijać, pojawi się żądanie, aby chorych i w podeszłym wieku „uśpić", a ich mieszkania oddać młodym i zdrowym. Okazuje się – jak dowodzą relacje dr Gunniga – że prośby o eutanazję należą do rzadkości i równie do rzadkości należą prośby wyrażane bezpośrednio. Jeżeli jednak one się pojawiają to raczej stanowią wołanie o autentyczną miłość i czułość ze strony najbliższych i otoczenia. W dyskusji nad eutanazją pojawia się jeszcze teza strat ekonomicznych. Chodzi o to, że chory utrudnia życie rodzinie. Jeżeli najbliżsi charakteryzują się postawami materialistycznymi, to widząc topniejące konto bankowe mogą pokusić się o skrócenie życia cierpiącemu. Wbrew pozorom jednak zdrowe społeczeństwo także z materialnego punktu widzenia nie ma motywu do promowania eutanazji, gdyż na chorym po prostu zarabia. Przecież potrzebne jest pożywienie, ugaszenie pragnienia, opieka i lekarstwa. Chory człowiek dla zdrowej ekonomii jest źródłem zysku.

Warto przypomnieć sprawę słynnej Terri Schiavo zagłodzonej w majestacie prawa. Umierała na oczach świata z powodu braku pożywienia i odwodnienia. Dopiero teraz wychodzi na jaw, że nie wyrażała nigdy chęci skrócenia sobie życia, ani nie pozostawiła żadnego dokumentu przedstawiającego eutanatyczną prośbę. Skazano ją na eutanazję na życzenie męża, który już wówczas związał się z inną kobietą. Dlatego Jan Paweł II zauważył w encyklice Evangelium vitae, że „eutanazja staje się aktem jeszcze bardziej godnym potępienia, gdy przybiera formę zabójstwa dokonanego przez innych na osobie, która w żaden sposób jej nie zażądała ani nie wyraziła na nią nigdy zgody". Należy zatem wyraźnie podkreślić, że tak zwana wola pacjenta – w obliczu głębokiej depresji i rodzinnego nacisku – staje się wielce problematyczna i dyskusyjna.

Warto także zaznaczyć, że życie ludzkie w chwili obecnej lekceważy się na jego obrzeżach, czyli w momentach jego słabości i bezbronności. Chodzi o życie poczętych dzieci, słabych, w podeszłym wieku i cierpiących. Mając tego świadomość w Holandii ludzie starsi i chorzy coraz częściej zostawiają testament, który brzmi jednak zupełnie inaczej niż oficjalna dyskusja. Otóż – jak podaje Krzysztof Kęciek – są to następujące słowa – Maak mij niet dood, Dokter – czyli nie zabijaj mnie doktorze!

Oznacza to, że pacjenci – tak naprawdę proszą o autentyczną miłość i prawdziwe zainteresowanie się ich osobą, czego doświadczają poprzez opiekę paliatywną. Dlaczego więc nie promuje się powszechnie ruchu hospicyjnego, który ma na celu całościową pomoc terminalnie choremu? Powszechne przybliżanie idei hospicjum i zapoznanie się z jego działalnością może przyczynić się do pozytywnego spojrzenia na chorego i kres ludzkiego życia.

Dodatkowo należy poruszyć kwestię rezygnacji z tak zwanej uporczywej terapii. Polega ona na ratowaniu życia środkami nadzwyczajnymi, do których należy aparatura medyczna. W tym kontekście Jan Paweł II przypomniał, iż trzeba – „ocenić, czy stosowane środki lecznicze są obiektywnie proporcjonalne do przewidywanej poprawy zdrowia". Jeżeli więc istnieje moralna pewność, że podłączenie do aparatury nie przynosi żadnych rezultatów, a wręcz przeciwnie przebywanie pod jej wpływem powoduje dodatkowe cierpienie, to wówczas można pacjenta od niej odłączyć. To odłączenie nie polega na dobrowolnym skracaniu życia, lecz rezygnacji z walki o jego sztuczne przedłużanie. Jeśli podłączenie do aparatury nie prowadzi do samodzielnego życia organizmu, to rezygnacja „nie jest równoznaczna – jak pisał papież Jan Paweł II – z samobójstwem lub eutanazją; wyraża raczej akceptację ludzkiej kondycji w obliczu śmierci". Oznacza to, że testament życia staje się o tyle właściwy i zasadny, o ile zostanie precyzyjnie opisany w prawie. W przeciwnym razie, nieścisłość prawna może przyczynić się do wprowadzenia eutanazji „tylnymi drzwiami".