- Strona główna
- Wobec codzienności
- Ostatnia podróż księdza Jerzego Popiełuszki
Ostatnia podróż księdza Jerzego Popiełuszki
Piotr Litka, 8.10.2009
– Właściwie następnego dnia
po otrzymaniu wiadomości o odnalezieniu zwłok rozpoczęła się akcja związana z
pogrzebem księdza Jerzego – wspomina Jacek Lipiński. – W tę pielgrzymkę do
prymasa włączyła się także mama księdza.
– I tak się wtedy stało – mówi Anna
Szaniawska – że matka Jurka i mój mąż poszli do prymasa Glempa. Co prawda, nie
z prymasem rozmawiali, ale poszli do kurii i rozmawiali z którymś z biskupów,
żeby Jurka pochować przy kościele. Matka Jurka, która jest prostą pobożną
kobietą, zdjęła w progu buty, przywitała się z księdzem biskupem, pocałowała go
w rękę, a mówił głównie mój mąż. Biskup wysłuchał Klemensa i później poszedł na
górę zreferować prymasowi Glempowi tę rozmowę. Po jakimś czasie biskup zszedł
na dół i zapytał matki Jurka, co ona myśli na temat pogrzebu na Powązkach.
Przecież taki pogrzeb jest zaszczytem. Matka powiedziała: „pasterz powinien być
ze swoją owczarnią. Jego owczarnia jest tutaj". I myślę, że te słowa matki
zadecydowały.
Na początku sierpnia tego roku odwiedzam z moimi
przyjaciółmi Okopy i rodzinny dom księdza. Marianna Popiełuszko – mama księdza –
wspomina:
– Kiedyś mój wnuk mały trzy lata miał i pyta mnie:
„Czemu babka nie daje mięsa w piątek?". – „Bo Pan Jezus umierał na krzyżu, a
ksiądz Jerzy porwany był..." – odpowiadam. I tak to jest. Młodsze uczą się, a
starsze umierają. Najgorsze, że nie ma przed kim wyżalić się. I tak leci dzień
po dniu. „Starość nie radość, śmierć nie wesele". Pan Bóg dał dużo siły, żeby
to wszystko przetrzymać. Bo nie tylko zabity ksiądz Jerzy był, ale przedtem
pokaleczony i męczony...
Gdy pytam o beatyfikację jej
syna odpowiada:
– Na wszystko przyjdzie
czas.
1 listopada 1984 roku Jacek
Lipiński razem z rodzicami księdza Popiełuszki wyruszył w podróż do
Białegostoku.
– Była ogromna mgła –
wspomina. – Z Warszawy śledziły nas trzy radiowozy cywilne. Widziałem, co się
święci i bardzo się bałem, żebyśmy się nie rozwalili na tej drodze. Pamiętam,
że byłem w takim stanie, że nic, ani nikt nie mogło mnie zatrzymać. Gdyby
zdarzyło się, że ktoś chciałby to zrobić, to... nie byłoby we mnie żadnego
chrześcijańskiego odruchu. Trudno o tym mówić, ale tak po prostu wtedy czułem.
Dojechaliśmy na miejsce bezpiecznie. [Był 1 listopada]. W Białymstoku na jednym
z cmentarzy rozwieszane były informacje, że pogrzeb księdza Jerzego odbędzie
się właśnie tam. Rodzina i przyjaciele, a także
„Solidarność" odkręcała te informacje, przekazując ludziom, że pogrzeb odbędzie
się w Warszawie.
– Kiedy zwłoki księdza
zostały odebrane z prosektorium?
– 2 listopada. Kiedy
wynosiliśmy trumnę do samochodu, na zewnątrz stał duży tłum ludzi. Dosłownie na
ich rękach trumna została przeniesiona do karawanu i ruszyliśmy w asyście
kilkuset taksówek z Białegostoku w kierunku Warszawy. Po drodze stali ludzie ze
zniczami, którzy nie wiedzieli, o której będziemy przejeżdżać. Mimo to stali i
czekali na przejazd trumny Jurka w karawanie. Myśmy wtedy zwalniali. Tak było
do samej Warszawy. Już po zmroku podjechaliśmy pod kościół. Koledzy wzięli
trumnę do środka i rozpoczęło się
całonocne czuwanie. Gdzieś o piątej rano w dniu pogrzebu trumna została
zalutowana. Pamiętam, że na policzku Jurka zauważyłem łzę. Otarłem ją. To było
ostatnie bardzo osobiste moje pożegnanie z księdzem Jerzym.
Więcej: Ksiądz
Jerzy Popiełuszko. Dni, które wstrząsnęły Polską