- Strona główna
- Kazania i homilie
- 29. niedziela zwykła
29. niedziela zwykła
ks. Edward Staniek, 18.10.2009
Krzyż na drodze życia
W każdym
kościele jest krzyż, a na nim wizerunek rozpiętego ciała Zbawiciela. To
znak, że liczymy się z tajemnicą krzyża. Znak, że jesteśmy świadomi tego,
że wędrowanie za Jezusem jest połączone z cierpieniem, upokorzeniem,
a nawet śmiercią. Czytania mszalne mówią o tym wyraźnie.
Izajasz
przypomina o decyzji Boga, który wydał swego Sługę na śmierć za
grzeszników. To jedna z wielkich tajemnic naszej wiary. Jezus cierpiał za
nas i dla nas. My nie chcemy wędrować z Nim wtedy, gdy On nas
wprowadza w cierpienie i upokorzenie. Wobec tej perspektywy wzdryga
się nasza dusza. Wolelibyśmy iść za Jezusem, który nie cierpi i który nie
narazi nas na cierpienie. Ale takiej drogi w Ewangelii nie ma. Kto chce
iść za Jezusem, musi być gotów na przejście takiego odcinka specjalnego. Trzeba
na nim opatrywać rany i iść do przodu. Nie wolno zrezygnować
z dalszego wędrowania, nie wolno się zatrzymać. Trzeba też podjąć taką
decyzję wcześniej, zanim się na tę drogę wejdzie. Jak przeciwności się pojawią,
nie możemy być zaskoczeni ani zdziwieni.
Kościół
nie kryje nauki o krzyżu, on ją nieustannie głosi. Jedynie „wygodni"
usiłują wytyczyć drogę do nieba bez cierpienia... Takiej jednak drogi nie ma
i nie będzie.
Autor
Listu do Hebrajczyków mówi o Najwyższym Kapłanie, czyli o Jezusie,
który jest już poza zasięgiem cierpienia i upokorzenia. On ten specjalny
odcinek ma za sobą. Z nieba chce nam pomóc w pokonaniu go, o ile
tylko Mu zawierzymy. Trzeba częściej i mocniej liczyć na Najwyższego
Kapłana. On jest po naszej stronie i mimo że przebywa w niebie, wciąż
jest z nami na ziemi. Najłatwiej spotkać Go w Eucharystii. On pomaga
w pokonaniu trudnych odcinków życia.
Jak
trudna to nauka, świadczy o tym rozmowa Jana i Jakuba, dwu Apostołów
wyjątkowo bliskich sercu Jezusa, którzy mieli nadzieję, że udział
w radości i bogactwie Mesjasza jest możliwy bez cierpienia. Jezus im
tłumaczy, że trzeba kielich wypić i trzeba przyjąć chrzest cierpienia. Oni
ostatecznie się na to zgodzili. Aby mieć udział w życiu wiecznym podjęli
trud pokonania odcinka specjalnego. Jakub zginął jako męczennik najwcześniej
z grona Dwunastu. Jan jako ostatni... Każdy musiał iść drogą wytyczoną
przez Mistrza.
Nam też
nic innego nie zostaje. Droga do pełni życia jest na doczesnym etapie połączona
z cierpieniem i upokorzeniem. Trzeba to wiedzieć, nie dziwić się,
wytrwać. Życie czekające nas w niebie warte jest tego okupu, jaki trzeba
za niego zapłacić na ziemi.