Dusze, duchy i omamy

Marta Wielek, 29.10.2009

(...) Do tej pory przywoływaliśmy przykłady zjawień zmarłych, którym towarzyszyły różne niezwykłe zjawiska. Być może u części czytelników pojawiła się refleksja, że przecież jemu też coś podobnego się przytrafiło, może nie tak spektakularnego, może w innych okolicznościach, ale z pewnością miał wrażenie kontaktu z kimś bliskim, kto zmarł - niedawno albo też wiele lat wcześniej. Kto z nas nie słyszał w rodzinie czy wśród znajomych opowieści o zmarłych przychodzących do kogoś we śnie, o tajemniczych krokach na strychu, skrzypiących drzwiach, niezwykłych zapachach... Czy możliwe, że i nas, zwykłych śmiertelników, odwiedzają dusze czyśćcowe?

Ludzie opowiadają
Amerykański psycholog, Louis E. LaGrand, który specjalizuje się w pomocy osobom pogrążonym w żałobie po stracie bliskich, przepytał kilka tysięcy swoich pacjentów pod kątem doświadczenia kontaktów ze zmarłymi osobami. Obserwacje swoje skonsultował z innymi psychologami zajmującymi się terapią osób w żałobie oraz z publikacjami na ten temat. Okazało się, że 42% dorosłych Amerykanów twierdziło, że przynajmniej raz w życiu czuło kontakt z kimś, kto nie żyje.

Doświadczenia takie nie są więc wcale rzadkie i wydają się stanowić utajoną część życia osób pogrążonych w żałobie. Utajoną, ponieważ większość z nich obawia się przyznać do tego typu przeżycia w obawie przed wyśmianiem lub posądzeniem o utratę zmysłów.

LaGrand[1] zauważył, że w zachowaniu osoby mającej do czynienia z tymi zjawiskami zachodziły, bardzo szybko i często gwałtownie, zmiany, których nie można było zignorować. Ten niespodziewany kontakt dawał im pociechę, a w wielu przypadkach także nową świadomość i głęboki spokój. Wydarzenie kontaktu z opłakiwanym zmarłym stanowiło nierzadko punkt zwrotny w procesie żałoby. Dawało im siłę pozwalającą pogodzić się ze stratą, znaleźć dla niej nowe znaczenie, zaakceptować ją i włączyć do swojego życia.

Coś innego działo się z tymi, którzy nie czuli się wystarczająco swobodnie, by się z kimś podzielić tym doświadczeniem. U nich kontakty ze zmarłymi były ogromnym źródłem niepokoju. Pozostawieni samym sobie w swoich rozmyślaniach o znaczeniu przeżywanych przez nich wydarzeń, przeżywali podwójną udrękę, po pierwsze z powodu straty, po drugie z powodu niepokoju o własne zdrowie psychiczne. Gdy wreszcie trafiali na terapię i mogli opowiedzieć o tym, co ich spotkało, odczuwali ulgę. Okazywało się wielokrotnie, że doświadczenie takie było bardzo pomocne w pogodzeniu się ze smutkiem i traumatyczną zmianą, gdyż pozwalało stworzyć sobie wewnętrzny obraz zmarłego i powiedzieć mu to wszystko, czego się wcześniej nie zdążyło przekazać.

Większość socjologów i psychologów uważa, że rozmaite doświadczenia kontaktu ze zmarłymi stanowią zwykle uzupełnienie jednej z faz procesu żałoby. Przyjmuje się, że najczęściej przydarzają się one wdowom, wdowcom i rodzicom zmarłych dzieci. Wyjaśnia się je jako niemożność rozstania się z tymi zmarłymi, która właściwa jest we wczesnym okresie żałoby.

Żałoba
Aby sobie przybliżyć na czym polega ten proces, zdaniem psychologów warto króciutko prześledzić sam okres żałoby. Zależnie od różnych aspektów, na które się zwraca uwagę, można ten proces podzielić na rozmaite etapy. Jeden z tych podziałów zakłada, że można w żałobie po stracie kogoś bliskiego wyróżnić cztery okresy. Pierwszy nazywany jest fazą odrętwienia. To jest pierwsza reakcja na wieść o śmierci. Może trwać od kilku godzin do wielu dni, towarzyszy jej intensywna rozpacz i poczucie, że „to nie może być prawda". Osoba doznająca tego jest oszołomiona, jakby ktoś przeniósł ją nagle w nierzeczywisty świat. Czasem towarzyszy temu panika, lęki i inne intensywne emocje.

Drugi etap to faza tęsknoty i poszukiwania ukochanego zmarłego. Pogrążony w żałobie nie rozstaje się wówczas z wizerunkiem – zdjęciem czy obrazem – zmarłej osoby. Ta tęsknota i poszukiwanie znajdują często swoją kulminację w poczuciu rzeczywistej obecności zmarłego oraz tendencji do interpretowania różnych sygnałów lub dźwięków jako oznak, że zmarły powrócił. Pojawiają się wybuchy płaczu, a płacz ten trwa czasami wiele godzin.

Potem następuje faza dezorganizacji i rozpaczy, która trwać może od kilku tygodni do wielu lat. Człowiek w żałobie jest tak przepełniony uczuciem smutku, rozżalenia, a z drugiej strony lęku i złości, że przestaje sobie radzić w codziennych sprawach związanych z normalnym funkcjonowaniem. Nieustannie za to roztrząsa sprawy związane ze zmarłym. Czasem odczuwa też brak chęci do życia. Wydaje mu się, że bez tej bliskiej osoby, która odeszła, nie ma sensu nic robić.

Ostatnim etapem jest faza organizacji. Jest to czas stopniowego powracania do normalnego życia. Do przeżywającego żałobę dociera, że nieobecność osoby jest realna i nieodwracalna. Powoli uczy się, jak żyć na nową z tą stratą. Stare wzorce zachowania albo są przystosowywane do nowej sytuacji, albo zastępowane nowymi. Emocje związane ze śmiercią bliskiej osoby uspokajają się, wyciszają, w ich miejsce zostają dopuszczone inne, związane z codziennym życiem. Następuje powrót do spraw normalnego życia.

Co na pewno nie jest zjawiskiem
Pojawiające się wrażenie obecności czy wizji zmarłych odczytywane jest przez psychologów jako naturalna część drugiej fazy żałoby. To poczucie obecności czy kontaktu jest często tak pocieszające, że przeżywający stratę często sami ją prowokują. Tęsknota sprawia, że szukają sposobu na „odzyskanie" zmarłego. Człowiek pogrążony w smutku jest poddany dwóm stanom umysłu: z jednej strony zdaje sobie sprawę z tego, że bliski umarł, z drugiej, nie może uwierzyć w to, że już go nie ma i wbrew rozsądkowi żywi nadzieję, że wszystko może jeszcze będzie jak dawniej. Poszukiwanie zmarłego może być prowadzone świadomie – np. próby skontaktowania się z jakimś medium lub nieświadomie – np. mimowolne odwiedzanie miejsc związanych ze zmarłym. Potrzeba poszukiwania jest ogromna, a odzyskanie utraconej osoby staje się najważniejsze. Nic więc dziwnego, że na tym etapie zmarli często im się śnią, co żałobnicy odbierają jako odwiedziny zmarłego. Czasem nie mogą się doczekać nocy, aby się z nimi spotkać.

Moja mama wspomina niekiedy zdarzenia, które nastąpiły po śmierci jej ulubionej cioci. Wszystko zdarzyło się, gdy mama była dzieckiem. Po śmierci cioci mama bardzo za nią tęskniła. Co noc śniła jej się więc ukochana ciotka. Mój dziadek, któremu mama opowiadała te sny, za każdym razem prosił, bym zapytała ciotkę, jak jest po tamtej stronie. Mama - w trakcie snu – o tym zapominała, bo ciotka wyglądała tak, jak ją mama pamiętała za życia. Pewnego wieczoru jednak obiecała sobie, że tym razem już na pewno zapyta i celowo myślała intensywnie o tym tuż przed zaśnięciem. Tej nocy ciotka przyszła ponownie we śnie, ale mama od początku miała świadomość, że nie żyje. Czuła przejmujący chłód i strach. Lęk zwyciężył nad ciekawością i kiedy ciotka zbliżała się do niej, odepchnęła ją silnie i kazała się wynosić. Nigdy więcej ciocia jej się nie przyśniła. Czy to były rzeczywiste odwiedziny, czy też część żałoby i tęsknoty, zakończona uświadomieniem sobie straty i specyficznym pożegnaniem? Obiektywnie tego nie można rozstrzygnąć.

Podobne doświadczenia zdarzają się wielu ludziom. Krążą wśród nas opowieści, że babcia ujrzała we śnie zmarłego dziadka, syn rodziców, siostra brata... Zdarzają się one nawet wtedy, gdy już powinna minąć ta faza tęsknoty i poszukiwania.

Wiele lat po śmierci kogoś nagle wydaje się komuś, że go widzi na przykład w jego ulubionym miejscu w ogrodzie. Takie rzeczy zdarzają się również kilka minut po śmierci kogoś, kiedy ten, który doświadcza tego kontaktu, nawet nie ma wiedzy o tej śmierci. W środku dnia, ktoś na przykład nagle widzi krewnego, który mieszka setki kilometrów od tego miejsca. Potem dowiaduje się, że krewny ten właśnie tego dnia i o tej godzinie zmarł. Czy to umierający przyszedł się pożegnać i prosić o wstawiennictwo, czy też nasz umysł posiada zdolność percepcji różnych sygnałów, której jeszcze nie zna nasza nauka?

Spośród wielu zdarzeń, które interpretowane są jako kontakt ze zmarłym, należy wykluczyć kilka, które nim na pewno nie są. Po pierwsze, spotkaniem ze zmarłym nie jest dostrzeżenie jego sylwetki w tłumie, jeśli później okazuje się, że był to ktoś zupełnie inny. Znane jest też w nauce zjawisko widzenia obwodowego, kiedy patrząc w jedną stronę, kącikiem oka wychwytujemy ruch lub cień za oknem czy na ścianie, bywa on często mylnie traktowany jako przybycie zmarłego. Są też inne zjawiska wzrokowe, powodujące podobne złudne odczucie, że zostaliśmy nawiedzeni przez jakąś nieziemską istotę. Takie na przykład wrażenie powstaje, gdy spojrzymy na szparę w żaluzjach okiennych, za którymi coś się przesuwa. Wyobraźnia tych, którzy oczekują sygnału od zmarłej osoby, jest niespożyta. Są jednak zjawiska, które trudno wytłumaczyć znanymi w optyce złudzeniami wzrokowymi. Można wtedy mówić o projekcjach udręczonego cierpieniem i tęsknotą umysłu. Ponieważ spotkania takie, jak wspomnieliśmy wcześniej, często stanowią ulgę, być może projektowanie różnych wrażeń wzrokowych czy słuchowych, które można odczytać jako odwiedziny zmarłego, jest reakcją obronną naszego umysłu.

Prawdopodobnie właśnie tak dzieje się w większości przypadków naszych „spotkań" ze zmarłymi. Są jednak wśród nich takie, które nie poddają się takiemu wytłumaczeniu, ze względu na niezwykłe, niewytłumaczalne okoliczności, które im towarzyszą, gdy przybysz z zaświatów zostawia jakiś ślad albo informację, której uzyskanie w inny sposób byłoby niemożliwe. Można wówczas podejrzewać, że w tych przypadkach rzeczywiście miała miejsce jakaś interwencja z „tamtego świata" – zjawy czyśćcowej, czy – jak woli św. Augustyn – anioła. Kościół w swoim nauczaniu zaleca, by nawet wtedy, gdy mamy wątpliwości, czy jest to projekcja, czy też odwiedziny kogoś ze zmarłych, zawsze choć westchnąć modlitewnie za tę osobę, skoro się tak „dopomina" naszej uwagi.

Intuicje i przeczucia
Po zebraniu obszernego materiału badawczego złożonego z tysięcy relacji Louis LaGrand sklasyfikował rodzaje doznań kontaktu ze zmarłymi ze względu na sposób ich doświadczania. Pierwsze nazwał doświadczeniami intuicyjnymi, czyli wyczuwaniem obecności zmarłych. Jest to ponoć najczęstsze doświadczenie kontaktu. Nie ma to nic wspólnego ze zmysłowym postrzeganiem - ktoś po prostu jest silnie przekonany o obecności w jego otoczeniu osoby zmarłej. Wyraża to najczęściej, mówiąc: „Nie widziałem jej, nie słyszałem, ale czułem, że to była ona". Tak jak intuicyjnie czujemy, że mimo iż ktoś utrzymuje, że świetnie się czuje, to w rzeczywistości jest z nim kiepsko, tak samo wbrew logice, ktoś czuje obecność zmarłego. Intuicja ma podłoże zarówno psychiczne – jest to jakby automatyczna, nieprzemyślana reakcja umysłu na jakąś rzeczywistość, jak i duchowe – w niej niektórzy szukają natchnienia, przestrzeni działania Ducha Świętego. Dlatego poczucie obecności osoby zmarłej można łatwo wytłumaczyć jako reakcję obronną umysłu lub cudowną interwencję ze świata pozazmysłowego. Każdy może interpretować takie zdarzenie według zasad, które wyznacza mu jego światopogląd. To tłumaczyłoby, dlaczego doświadczają tych zjawisk nawet ludzie, którzy postrzegają siebie jako sceptyków w dziedzinie zjawisk paranormalnych.

Takie poczucie obecności jest typowe w okresie żałoby, ale czasem trwa znacznie dłużej - kilka lat, a nawet do końca życia. Ktoś czuje, że opiekuje się nim zmarła mama lub ojciec, babcia, że czuwa nad jego bezpieczeństwem i pomyślnością. Dlatego najczęściej odczuwa obecność tej osoby w trudnych lub kluczowych momentach swojego życia.

Widzenia i audycje
Drugi sposób kontaktów ze zmarłymi to wrażenia wizualne. Do tego typu kontaktów ludzie przyznają się najrzadziej – albo są one najrzadsze, albo najtrudniej o nich opowiedzieć. Ktoś na przykład widzi zmarłego w jego ulubionych miejscach. Widzi jego twarz lub całą postać. Czasem zmarli widziani są tak, jak wyglądali przed śmiercią, innym razem są bardzo młodzi, albo są widziani jako dzieci. Innym razem ukazują się jako świetliste postacie, jednak zawsze widzący są pewni, kto to jest. Doskonale ich rozpoznają, chociaż w późniejszych relacjach nie potrafią wskazać, co tak naprawdę zdecydowało, że odebrali to jako obecność tej właśnie osoby. Czasem zjawy coś mówią, czasem widzeniu towarzyszy jakiś przekaz telepatyczny.

Takie zdarzenie stało się udziałem Carla Gustawa Junga, który w swojej autobiografii Wspomnienia, sny, myśli[2] opowiada o pośmiertnym ukazaniu się swojego kolegi. Znajomy ten zmarł niespodziewanie i myśl o tym nie dawała Jungowi spokoju. W dniu pogrzebu leżał wieczorem w łóżku i rozmyślał na ten temat. W pewnym momencie odczuł obecność, a potem zobaczył tego znajomego. Wydawało mu się, że wykonał on gest nakazujący podążenie za nim. Nie bardzo wiedział, czy to umysł nie płata mu figli, ale postanowił podążyć wyobraźnią za tym, co wskazuje kolega. „Poszedł" za nim do jego domu, a tam do jego gabinetu. Przyglądał się, jak znajomy wdrapywał się na stołek przy swojej biblioteczce i wskazywał jedną z pięciu czerwono oprawionych książek na drugiej półce od góry. Potem zniknął. Następnego dnia Jung odwiedził wdowę po koledze, odwiedził gabinet przyjaciela i znalazł w nim wszystko tak, jak to widział poprzedniego dnia w wizji. Sięgnął po książkę, którą pokazywał mu zmarły przyjaciel. Była to Spuścizna po zmarłych Emila Zoli. Historia ta nie miała ciągu dalszego w postaci jakiegoś cudownego zdarzenia z udziałem owej książki, ale dla Junga znaczący był jej tytuł. Uważał on, że łączy nas z naszymi przodkami wspólna więź przechowywana w naszej zbiorowej nieświadomości i w tej koncepcji szukał wyjaśnienia tych niezwykłych zjawisk. Twierdził, że na naszą podświadomość składają się dwie sfery. Jedna to osobiste przeżycia, których nie pamiętamy, a które zostawiają ślad w naszej psychice. Druga to wzory zachowań i motywy, którymi się kierujemy, wynikające z naszej ludzkiej natury, a także odziedziczone po poprzednich pokoleniach, czyli na przykład wzorce zachowań przypisane danej kulturze. Czasem ujawnia się ona w postaci różnych lęków, niechęci albo też przeciwnie, zapału i podziwu dla pewnych rzeczy, a nie potrafimy wskazać źródła tych reakcji. Carl Jung właśnie gdzieś w tej przestrzeni lokował także doświadczenia kontaktów ze zmarłymi. „W jego rozumieniu przeżycia z dawnych epok nie przemijają, ale są gdzieś dostępne. A niektórzy potrafią do nich dotrzeć" - twierdzi Zenon Waldemar Dudek, psychiatra i terapeuta[3].

Trzeci rodzaj to kontakty audialne, czyli słyszenie zmarłych. Osoba pogrążona w żałobie słyszy oddech, kroki lub śmiech zmarłych, czasem nawet z nimi rozmawia. Słyszy wyraźnie - jak na jawie - głos, który ją uspokaja, coś doradza lub przed czymś ostrzega. Czasem słyszy też muzykę kojarzoną ze zmarłym, np. żona słyszy ulubioną piosenkę męża. Niekiedy słyszany dźwięk lub głos obecny jest jakby wewnątrz osoby słuchającej, w tych relacjach pojawiają się sformułowania, że ktoś słyszy głos „w sercu", „w głowie". Innym razem dźwięki pochodzą gdzieś z zewnątrz i wtedy osoba doświadczająca rozgląda się i szuka ich źródła. Często przekaz audialny połączony jest z wizją i odczuciem dotyku.

Inne formy kontaktu
W określonych okolicznościach pojawia się zwierzę, które jest w jakiś sposób kojarzone ze zmarłą osobą albo też zwierzęta zachowują się w niezwykły dla siebie sposób. To też bywa interpretowane jako sygnał od zmarłego. Jeszcze inni doświadczają zmarłych za pomocą zmysłów dotyku i węchu. Ktoś czuje dotyk, przytulenie, uścisk ręki. Czasem w pomieszczeniu, w którym przebywa, nagle rozchodzi się zapach bliskiej osoby, jej ulubionych perfum albo kwiatu, zapach pieczonego ciasta. Takie wrażenia bywają uzupełnieniem snów o zmarłych, które są najbardziej typową rekcją na odejście kogoś bliskiego. Zenon Dudek twierdzi, że „wizyta zmarłego we śnie dowodzi, że wiele mnie z nim łączyło. Zmarły przekazuje zazwyczaj napomnienie, inspirację dla żywych, czasem też prosi o pomoc. W ten sposób nasza nieświadomość pobudza nas do zmiany np. postaw lekceważących, płytkich. Często okazuje się, że śniącego łączą ze zmarłym problemy nierozwiązane za życia. Wtedy «dogadanie się» ze zmarłym jest rozwojowe dla osobowości śniącego"[4]. Zdarza się, że w tych snach ktoś otrzymuje od zjawy jakieś informacje, które potem znajdują potwierdzenie w rzeczywistości.

Symbole i znaki to kolejny sposób komunikacji ze zmarłymi. Obecność lub nieobecność różnych przedmiotów czy znaków kojarzonych ze zmarłym bywa odczytywana jako wiadomość od niego. Może to być zabawka, zdjęcie, dekoracja, ubranie znajdowane w nieoczekiwanych miejscach albo piękny krajobraz - niemal wszystko ktoś pogrążony w cierpieniu po stracie może odczytać jako znak od zmarłego. Zdarzają się też przekazy pośrednie, gdy zmarły czasem zostawia informację komuś innemu, wrażliwemu, często dziecku. Powtarzają się takie relacje, w których dziecko znienacka odzywa się w obecności żałobnika i wypowiada słowa, które przypisywane są zmarłej osobie.

Widzenie, słyszenie czy odczuwanie obecności zjawy ze świata zmarłych może więc być zwyczajną reakcją podświadomości typową dla okresu żałoby. Podkreślenie tego może być ważne dla osób, które z jednej strony borykają się ze stratą, a z drugiej niepokoją o swoje zdrowie psychiczne. Zaakceptowanie tego i właściwe wykorzystanie może być niezwykle uzdrawiające. Psychiatrzy mówią też, że takie stany towarzyszyć mogą psychozie czy schizofrenii. Istnieją jednak przypadki, których na żaden z tych sposobów wyjaśnić się nie da.

Od czasu do czasu możemy śledzić w mediach wyniki badań nad wierzeniami Polaków. Wyniki te pokazują nieraz obraz katolików, którzy nie potrafią wymienić dziesięciu przykazań, czy dla których Sodoma i Gomora to biblijne małżeństwo, a Maryja jest częścią Trójcy Świętej. Z podobnych badań wynika, że wiara w duchy jest powszechniejsza od wiary w Boga. Większość z nas bardziej skłonna jest uwierzyć w opowieść o błąkającej się po zamku białej damie niż w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Po wyjaśnienie niezwykłej – wymykającej się naukowym analizom – obecności osoby nieżyjącej wśród żywych, chętniej szukamy w magii niż w prawdzie, którą co tydzień recytujemy w kościele.


[1] L. LaGrand, Kontakty ze zmarłymi, Warszawa 1999, s. 16.
[2] C. Jung, Wspomnienia, sny, myśli, Warszawa 1999.
[3] M. Kuźmiński, M. Müller, Wyklinam cię i wypędzam..., „Tygodnik Powszechny" 2008, nr 49 (3100).
[4] Tamże.

  Kup teraz!