32. niedziela zwykła

ks. Rafał Buchinger, 8.11.2009


Wprowadzenie
Patrząc na wdowę z Ewangelii nasuwa się pytanie: Dlaczego Jezus pochwalił wyłącznie wdowę, a nie innych składających pieniądze w świątyni? Dlaczego ją, a nie innych dał za wzór do naśladowania swoim uczniom?


Homilia

Wiara jest deklaracją czy działaniem?
Nie jest niczym nowym, że ludzie boją się krzyża. Dlatego zabiegają na wszelkie możliwe sposoby do usunięcia go z publicznego i prywatnego życia. W tych poczynaniach nierzadko wspierają ich inni, podobnie jak oni, przestraszeni krzyżem. Dla realizacji swoich zamiarów wykorzystują piastowane przez siebie urzędowe, nierzadko międzynarodowe, stanowiska. W ostatnich dniach światową społeczność zbulwersował wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nakazujący państwu włoskiemu zdjęcie krzyży wiszących w salach szkolnych, a na rzecz skarżącej ten fakt kobiecie zasądził pieniężne odszkodowanie za rzekomo poniesione z tego powodu straty moralne. Ale po co szukać daleko? Również w polskiej, wcale nieodległej przeszłości, krzyż także był zakazany. Również i dziś, cierpiący na alergię z powodu krzyża, walczą z nim na rozmaite sposoby. Jawi się pytanie: Dlaczego ludzie boją się krzyża?

Krzyż jest nie tylko herbem chrześcijaństwa. Znakiem wskazującym na Jezusa. On jest jeszcze czymś innym. Jest najbardziej skondensowaną odpowiedzią na fundamentalne pytanie nurtujące wszystkich bez wyjątku ludzi, a mianowicie co to znaczy wierzyć. Nikt z ludzi ani w przeszłości, ani teraz, ani w przyszłości nie potrafi uniknąć tego pytania i dania na nie osobistej odpowiedzi. Ono wraz z odpowiedzią stanowi cząstkę człowieczego życia na ziemi. Rzecz zatem nie tylko w tym, by je podjąć i odpowiedzieć na nie, ale odpowiedzieć prawidłowo, czyli zgodnie z prawdą. A ta odpowiedź, pod warunkiem że jest poszukiwana wedle wskazań Ewangelii, jest zaskakująca. Jaka jest zatem ta Jezusowa odpowiedz? Jezus udziela jej wskazując na wdowę z Jerozolimy.

Wdowa przychodziła do świątyni. Nie była to wycieczka ani spacer, jaki wielu odbywa do katedry wawelskiej czy kościoła Mariackiego, by odetchnąć ukrytym w ich wnętrzu duchem przeszłości i nasycić się, coraz rzadszym we współczesnym świecie, prawdziwym pięknem. Ona przychodziła w innym celu. Przychodziła w celu najwyższym, wiecznym. Wiedział, i w ten fakt nie wątpiła, że w jerozolimskiej świątyni mieszka Bóg. Świątynia jest Jego ziemskim domem, ale równocześnie jest domem dla każdego wierzącego człowieka. Domem spotkania i rozmowy – modlitwy Boga i ludzkości. Przychodziła zatem, aby z Bogiem po prostu pobyć i porozmawiać. Jak zatem, w świetle tych faktów, należy pojmować wiarę? Wierzyć, uczy nas jerozolimska wdowa, oznacza nie tylko nie wątpić, że Bóg jest. Że jest konkretną Osobą. Osobą, z którą można się spotykać i do woli rozmawiać – słuchać i pytać, wymieniać spostrzeżenia i myśli... darzyć uczuciem. Lecz to nie wyczerpuje prawdy o wierze. Wiara jest czymś więcej.

Wdowa przychodząc do świątyni, najpierw modliła się na dziedzińcu przeznaczonym dla kobiet. Bez modlitwy bowiem człowiek jest niezdolny do mądrego działania. A przecież Jezus chwali ją nie za wysokość wniesionych opłat na rzecz domu Boga, a więc w konsekwencji na rzecz Gospodarza, lecz za mądrość, jaką kierowała się w tym działaniu. Potem zapewne przechodziła na dziedziniec dla pogan, gdzie znajdowały się skarbony i dyżurowali pobierający składkę od wiernych kapłani. I dała Bogu wszystko, co miała do dyspozycji! Cały swój majątek (jeden grosz) i siebie samą – swoje życie! I za to pochwalił ją Jezus? Pochwalił za posłuszeństwo okazane Bogu! Wolą Boga jest bowiem, aby ludzie finansowali głoszenie Ewangelii i wszelakie inne, służące prowadzeniu tego dzieła, poczynania Pana Boga. Dla chrześcijan normą w tym względzie jest postępowanie samego Jezusa. A więc jest to norma niepodważalna i obowiązująca do końca świata. Jezus zajmował się wraz z uczniami głoszeniem Ewangelii. O Jego byt i byt uczniów, zalążek przyszłego Kościoła, troszczyli się ci, którzy korzystali z ich duchowej posługi. Jerozolimska wdowa znała tę regułę i stosowała się do niej na miarę swoich możliwości. Jezus jeszcze dobitniej sformułował tę prawdę w spotkaniu z setnikiem z Kafarnaum. Oto istotny fragment opisujący owo wydarzenie. Setnik mówi do Jezusa: „Lecz [Jezusie] powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź!» – a idzie; drugiemu: «Chodź!» – a przychodzi; a mojemu słudze: «Zrób to!» – a robi. Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i zwracając się do tłumu, który szedł za nim, rzekła: Powiadam wam: tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu" (Łk 7, 8-9). Wierzyć oznacza zatem w najgłębszej w istocie nic innego jak tylko to jedno - posłuszeństwo Bogu! Wierzyć to być posłusznym Bogu wszędzie i we wszystkim jak żołnierz ufający swemu dowódcy!

Nie ma co ukrywać, że tak pojmowana wiara boli. Boli na różne sposoby. Jerozolimka wdowa po wyjściu ze świątyni, jeśli nie otrzymała wsparcia ze strony miłosiernych ludzi, powoli umierała z głodu. Ona bowiem, zaświadcza Jezus, „ze swego niedostatku wrzuciła (do skarbony) wszystko, co miała, całe swe utrzymanie". Ona w imię wiary rozumianej jako posłuszeństwo Bogu ufnie oddała Mu siebie i swoje życie. Ten heroiczny czyn świadczy, że wdowa osiągnęła pełnię wiary. I dlatego Jezus wskazał ja chrześcijanom jako wzór do naśladowania.

Jeśli zna się tę prawdę i ją zastosuje do siebie i do poznania innych, to stwierdza się rzecz poruszającą: wierzących w Kościele można ze świecą szukać. Są rzadkością. Większości się tylko wydaje, że wierzy! Bo nie wystarczy nie kwestionować istnienia Boga, by On uznał człowieka za wierzącego. Niewątpienie w Jego istnienie jest uczynieniem pierwszego duchowego kroku we właściwym kierunku. Ale by faktycznie wierzyć, trzeba uczynić krok drugi i trzeci. Boga słuchać i wykonywać bez ociągania to, co poleci czynić. Czas zatem zaprzestać chełpienia się statystykami w świetle których polski naród jest wierzący. Prawda bowiem jest inna. Wielu, jeśli nie większość polskiej nacji, jest wprawdzie ochrzczona, ale niewielu z ochrzczonych jest wierzących. I niech ten fakt ukazany przez Ewangelie skłoni nas do pokory w spojrzeniu na własną osobistą i na polską, narodową, wiarę!

Modlitwa powszechna
– Wierzyć to nie wątpić, że Bóg jest! Prosimy Cię o łaskę takiej wiary.
– Wierzyć to uznać Boga za swego Pana, a siebie za jego sługę. Prosimy Cię o łaskę takiej wiary.
– Wierzyć to chcieć rozmawiać z Bogiem, milczeć i pozwalać Mu mówić. Prosimy Cię o łaskę takiej wiary.
– Wierzyć to słuchać Boga i poznawać Jego świętą i nieomylną wolę. Prosimy Cię o łaskę takiej wiary.
– Wierzyć to posłusznie wykonywać wole Boga. Prosimy Cię o łaskę takiej wiary.
– Wierzyć to tak ufać Bogu, że jest się gotowym płacić za posłuszeństwo Mu każdą konieczną cenę, nawet cenę życia doczesnego.

Słowo na zakończenie
„Wierzyć, to nie tylko pewien sposób myślenia, jakaś idea. Wiara jest działaniem, pewna forma życia" (Benedykt XVI, Homilia z 15 VIII 2006 r.).