33. niedziela zwykła

ks. Andrzej Gołębiowski, 12.11.2009

Z ciemności wyłania się małe światełko. Światło coraz bardziej poraża oczy, nie można na nie patrzeć. Jego promienie niszczą cały świat, zamieniający się w jedno wielkie spalenisko. Z systemu Dolby-Digital rozchodzi się przeraźliwy dźwięk elektronicznej muzyki, przeplatany echem refrenu: „Jest Armagedon". Wreszcie pojawia się on, jedyny niezniszczalny, nie do pokonania. On jest nieśmiertelny. Przeżył, bo najbardziej był silny i zabezpieczony. Od niego rozpocznie się nowa ludzkość. Da jej nowy rozdział historii świta.

Filmowe scenariusze końca ludzkości to jednak cały czas science fiction, niemający oparcia w prawdzie Ewangelii. Jaka jest ta prawda? „Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec". Mogą więc wylądować w koszach wszystkie obliczenia i przewidywania, choćby były podpisywane największymi naukowymi autorytetami świata. Dla chrześcijanina jedynym autorytetem ma być Chrystus i Jego obietnice. Te obietnice wywołują jednak cały czas pytania o scenariusz Bożych planów. Oszczędne słowa, którymi posługuje się Jezus, każą nam tylko czekać i czuwać. Czuwanie współczesnego człowieka pędzącego do przodu, zerkającego nerwowo na terminarze codziennych spotkań, przepełnionego sprawami do załatwienia, spotkaniami do odbycia, biznes lanczami, wydają się być nie do zrealizowania. Czy Bóg nie wymaga od nas zbyt dużo? Logika Jezusowych wskazań jest jednak prosta: Drzewo figowe, które cierpliwie czeka na promienie letniego słońca. Szkoła Jezusa czasami jest zbyt prosta, być może dlatego wielu nie potrafi jej zrealizować. Oczekiwanie. Jak oczekiwać skoro jesteśmy tacy niecierpliwi czekając na tramwaj, stojąc w korku, oczekując na ważne życiowe wydarzenia. Zamiast owocować – usychamy. To jak zaniosę takie uschnięte życie bez owoców miłości, kiedy Pan przybędzie?

W życiu różnimy się poziomem wykształcenia, miejscem zamieszkania, majętnością konta. Wobec śmierci jesteśmy jednak wszyscy równi. Taki sam koniec czeka każdego z nas. Prawda końca jest ponad wyznaniowa i ponad religijna. Dlaczego więc ludzie z ciekawością i wypiekami na twarzy oczekują finału życia i finału świata? Ze względu na perspektywy tego, co dalej? W jednym ze swoich opowiadań współcześnie żyjący holenderski pisarz Michael Faber napisał opowiadanie opatrzone tytułem Oczy duszy. „Widok z okna Jeanette by fatalny. Sklep, brudny mur opisany przez graffiti nie sprawiał żadnych wrażeń estetycznych. Najbardziej jednak wkurzały ją firmy wymieniające okna. Dzwonili do niej przynajmniej raz w tygodniu, informując, że mają okna w specjalnej promocji i mogliby kogoś przysłać, aby dokonać darmowej wyceny. Zawsze jednak kończyło się na kontaktach telefonicznych. Pewnego dnia ktoś zgłosił się osobiście. Kobieta z kosztowną fryzurą. Stała na progu z czymś, co przypominało pilota. Za nią na krawężniku jasnozielona furgonetka. Bok furgonetki zdobił napis NOWE PERSPEKTYWY.
– Nie jest pani z firmy wymieniającej okna, spytała Jeanette?
Kobieta zawahała się przez chwilę: raczej nie. Oferujemy ludziom coś więcej niż okna.
– Jest pani z tej firmy i zatrzasnęła jej drzwi przed nosem. Akwizytorka nie dawała za wygraną i pojawiła się w oknie: naprawdę nie sprzedaję okien. Proszę poświęcić mi pięć minut.
Jeanette zgodziła się na pięć minut.
– Jak podoba się pani widok za oknem?
– Jest...
– No cóż rzeczywiście muszę się z panią zgodzić.
– A gdyby miała pani wybór na co najchętniej by pani patrzyła?
– Na wszystko z wyjątkiem miejsca, w którym mieszkam.
– Góry, doliny, morze...
Akwizytorka podeszła do okna i nacisnęła na pilota. Rozległo się ciche pip. Rozsunęły się drzwi furgonetki. W NOWYCH PERSPEKTYWACH lubimy mówić, że okna są oczami duszy.

Mężczyzna z furgonetki wyjął duży ekran i przeniósł go przed okropny wielki trawnik i podniósł do okna Jeanette, ustawiając go na parapecie. Dopasowany ekran przysłonił całe okno. Teraz może pani włączyć, powiedziała akwizytorka dając pilota.

Nagle ekran zniknął  z jej okna, jak gdyby porwał go wiatr. Światło znowu przeniknęło przez szybę.  Nie było to jednak światło z jej miasteczka. Zniknął sklepik z naprzeciwka, zniknęły ulice z naprzeciwka, zniknęła autobusowa wiata z plakatem głoszącym stop przemocy w rodzinie.

Natomiast świat za oknem zmienił się w coś olśniewająco pięknego. Wydawało się że dom przeniósł się prosto w środek rozległego wiejskiego ogrodu. Widać było pomidory na kratownicach, pordzewiałe konewki, kamienne ścieżki, ginące w krzakach róż i walące się szopy, na pół ukryte w gąszczu. W najdzikszym zakątku ogród przemieniał się w ogromną spadzistą łąkę, ciągnąca się bez końca.

Oczarowaną Jeanette podeszła do okna. Na szybie nadal były smugi ale świat za szybą był taki jak rzeczywiście się wydawał: promienny i spokojny.
– Czy to jest video?
– Nie to nie jest video. To prawdziwe miejsce i właśnie tak wygląda w tej chwili. To przekaz satelitarny z ogrodów starego opactwa. Widzimy to co się dzieje w tym momencie.
Jeanette nie trzeba było już więcej przekonywać. Kiedy mężczyzna montował ekran na stałe i trzeba było go na chwilę wyłączyć ogarnęła ją tęsknota za ogrodem a prawdziwy widok za oknem wydawał się nie do zniesienia".

Żyj tak aby perspektywa pięknej wieczności była kiedyś twoim udziałem.