33. niedziela zwykła

ks. Rafał Buchinger, 15.11.2009



Wprowadzenie do liturgii
W internetowej sieci krążą plotki o rychłym końcu świata. Fama głosi, że będzie miał on miejsce 21 grudnia 2012 roku. Jeden z nastoletnich internautów w związku z tym napisał, że woli popełnić samobójstwo niż patrzeć, jak świat ulega zniszczeniu. Bóg dotrzymuje danego słowa. Wszystkim obiecał koniec świata – i tak będzie. Co zatem winniśmy w tej sytuacji robić? Dzięki Ewangelii usłyszmy odpowiedź Jezusa. Słuchajmy jej bez przeszkód, a zatem Spowiadam się...


Homilia

Nie pytaj, kiedy będzie, ale co robić, gdy nadejdzie
Pytanie o koniec świata nie jest niczym nowym. Zadawano je wszystkim przywódcą duchowym w dziejach. Pytano o niego również Chrystusa. A co ciekawe On sam wywoływał je swoimi stwierdzeniami. Wspomnijmy jedną z Jego „prowokacji". Ewangelista Marek pisze: „Gdy wychodzili ze świątyni, rzekł Mu jeden z uczniów: «Nauczycielu, patrz, co za kamienie i jakie budowle!». Jezus mu odpowiedział: «Widzisz te potężne budowle? Nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony». {...} Pytali Go na osobności. {...} «Powiedz nam, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to wszystko zacznie się spełniać?»" { 13, 1 4}.

Data końca świata jest już ustalona przez Boga. Pozostaje jednak w najściślejszej tajemnicy. Do tej tajemnicy nie ma dostępu żaden człowiek, ani żadne ze stworzeń. Jest to tak ścisła tajemnica, że pytany o nią Jezus odpowiada: „Lecz o owym dniu lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowi w niebie, ani Syn, tylko Ojciec" (Mk 13, 32) Nasuwa się zatem pytanie: Dlaczego Bóg obwarował to wydarzenie przed miłowaną przez Niego ludzkością tajemnicą? Zdaniem Jezusa znajomość dokładnej daty końca świata w niczym nie pomogłaby człowiekowi, a wręcz przeciwnie - bardzo by mu zaszkodziła. Przede wszystkim ta wiedza nie chroni przed nieuchronnym nadejściem owego wydarzenia. Bóg bowiem zawsze dotrzymuje poczynionych obietnic, a posiadana przez ludzkość wiedza nie zmienia biegu woli Najwyższego. Z tym wydarzeniem ludzkość musi się zmierzyć i ponieść wszystkie jego skutki. Życie w perspektywie oznaczonego końca jednych wpędziłaby w pracoholizm byleby tylko zapomnieć. Innym odebrałaby smak, blask i urok życia, chęć tworzenia. Wprowadziłaby w depresję. Zamieniłoby życie w smutne, bierne wegetowanie. Innych natomiast skłoniłaby do szaleńczego, bezrozumnego konsumowania wszystkiego, co nadaje się do wykorzystania na tej ziemi. Wykorzystania z pogwałceniem własnej i cudzej godności, ze złamaniem wszelkich religijnych i moralnych zasad.

Z woli Boga oczekiwanie na koniec świata ma być przeznaczony na solidne przygotowania się do tego wydarzenia. Ewangelia określa je szczegółowo. Dla własnego bezpieczeństwa należy się z tą instrukcją zapoznać. W tym miejscu nie pora mówić o tych szczegółach. Dziś bowiem odczytana Ewangelia zwraca uwagę na coś innego, a mianowicie na to, co trzeba robić, by mądrze przeżyć ów koniec świata. Odczytajmy zatem uważnie ten fragment boskiej instrukcji.  Przede wszystkim, uczy Jezus, nie wolno skupiać się na tym, co nieistotne, aczkolwiek służebne i pożyteczne. A zatem nie należy skupiać swej uwagi na dramatycznych zaburzeniach we w Wszechświecie i całkowitym jego zniszczeniu. Chaos, jaki opanuje przyrodę, ma w zamyśle Boga pomóc ludzkości w zaostrzeniu czujności, a nie zaabsorbować jej uwagę i napełnić ją przerażeniem. Jest znakiem, którego zadaniem jest uzmysłowienie wszystkim bez wyjątku narodom, że koniec świata nadszedł i się dokonuje. Jest to swoiste słowo od Boga zdolne dotrzeć i być zrozumiałe przez wszystkich, nawet przez niewierzących. Ma za zadanie pomóc jej w uzmysłowieniu sobie, że spotkanie z Bogiem jest już blisko.     

W dniu końca świata należy skupić się na tym, co istotne. A zatem na przychodzącym Chrystusie. Po raz pierwszy w dziejach ludzkości Jezus ukaże się w całej swej boskiej potędze, pięknie, majestacie. Ujawni jako Pan, Zbawiciel, Prawodawca i Sędzia Wszechświata i ludzkości, „który za dobre wynagradza, a za złe karze". Należy zadbać, aby nic nie rozpraszało naszej uwagi. Od tego skupienia na Osobie Jezusa zależy bardzo wiele.      

Przeżywając koniec świata, uczy Ewangelia, baczną uwagę należy zwrócić na działania podejmowane przez Jezusa. Oto gromadzi On wokół siebie „swoich wybranych", czyli wierzących w Niego i ufających Mu. Darzących Go zaufaniem przysługującym jedynie Bogu, a więc całkowitym i bezwarunkowym.

Jak zawsze pojawia się mnóstwo pytań. Jednym z nich jest stale nurtujące nas pytanie: Czy potrafimy zastosować się do owej instrukcji Pana? A zatem czy jesteśmy zdolni mądrze przeżyć owo wydarzenie? Jezus nie dawałby ludzkości instrukcji niemożliwej do wypełnienia. Słowa Boga nie przemijają, lecz się spełniają, czyli są możliwe do wykonania przez człowiek pod warunkiem, że wierzy chce się do nich zastosować. A wówczas koniec świata przestaje być dniem klęski, lecz staje się dniem zwycięstwa. Przestaje być dniem grozy, a staje się dniem pokoju. Radość wypiera z duszy ludzi smutek, bowiem Chrystus jest z ludźmi, a ludzie są z Chrystusem. Szczęście Boga staje się udziałem ludzkości.                

Takie jest spojrzenie Jezusa na koniec świata. Jakżeż jest ono odmienne od spojrzenia, z jakim spotykamy się na co dzień wśród ludzi. Pozostaje zatem sprawdzić, czy na owo wydarzenie patrzę oczami Boga, czy też zniewoliło mnie spojrzenie tych, którzy nie wierzą w Boga, a Ewangelie mają za nic.

Modlitwa powszechna
– o nietracenie z pola swej uwagi końca świata,
– o przygotowywanie się do tego wydarzenia wedle wskazań Ewangelii,
– o Jezusowe przeżywanie i spożytkowanie końca świata, jakiego doświadczymy już w chwili swojej śmierci.

Słowo na rozesłanie
Nie wiemy, czy internauta, chcący popełnić samobójstwo z powodu zniszczenia ziemi u końca świata jest, czy nie jest wierzącym. Wiemy na pewno, że nie zna Ewangelii i dlatego myśląc o tym wydarzeniu skupia się na tym, co nie istotne, a nie dostrzega tego, co najważniejsze. Miejmy nadzieję, że na czas uwolni się z tej matni i spotkamy go w gronie „wybranych", czyli wierzących w Pana i Panu.

Inspiracja
„Obraz Sądu Ostatecznego nie jest przede wszystkim obrazem przerażającym, ale obrazem nadziei; dla nas jest, być może, nawet decydującym obrazem nadziei. Czy nie jest jednak również obrazem zatrważającym? Powiedziałbym: obrazem mówiącym o odpowiedzialności" ( Benedykt XVI, Spe salvi 44).