2. niedziela Adwentu

ks. Szymon Nosal, 6.12.2009


Nadzieja adwentowa

W życiu człowieka, podobnie jak w Adwencie, tyle jest tęsknot i oczekiwań, więc tak bardzo potrzebna mu jest nadzieja. Dlatego Adwent jest również czasem nadziei. W duchu nadziei Izraelici oczekiwali na przyjście Mesjasza. Ten sam duch przyświecał im w drodze do Ziemi Obiecanej i w czasach niewoli. Wyrazem takiej postawy są słowa proroka Barucha, którymi zachęcał naród wybrany do ufności. Był świadkiem zburzenia Jerozolimy przez Nabuchodonozora, przeżywał wygnanie i niewolę i w imieniu Boga wołał: Złóż, Jeruzalem, szatę smutku i utrapienia swego, a przywdziej wspaniałe szaty chwały, dane ci na zawsze przez Pana. [...] Albowiem Bóg chce pokazać twoją wspaniałość wszystkiemu, co jest pod niebem.

Nadzieja i ufność przyświecały także kaznodziei adwentowemu - św. Janowi Chrzcicielowi. Taką postawę widzimy również u św. Pawła w Liście do Filipian. Choć znajdował się w więzieniu, kieruje słowa zachęty do swoich wiernych: Mam właśnie ufność, że Ten, który zapoczątkował w was dobre dzieło, dokończy go do dnia Chrystusa Jezusa.

A ileż to razy w naszym życiu duch nadziei pomagał nam przetrwać trudne chwile. Szczególnie teraz, w Adwencie, kiedy przypominamy sobie potrójne przyjście Chrystusa: historyczne Jego narodzenie, przyjście powtórne przy końcu świata i przyjście aktualne dziś do każdego z nas i do całej ludzkości. Oto nasza nadzieja chrześcijańska.

1. Nadzieja ludzkości

Kiedyś poeta francuski Alfred de Musset napisał wiersz pełen tęsknoty:

„Skrusz to sklepienie, co kryje cię w niebie
Kędy wzrok ziemski dosięgnąć nie może.
Podnieś zasłonę i pokaż nam siebie -
Ty, sprawiedliwy wiekuisty Boże!
Wtedy zobaczysz, jak ogarnie ziemię
Wiara płomienna miłością rozgrzana.
Wtedy z ufnością całe ludzkie plemię
Padnie przed Tobą, Boże, na kolana!".

Niestety, poeta mylił się, nie miał racji, wołając w ten sposób do Boga. Bo przecież Bóg „skruszył" sklepienie kryjące Go w niebie i „pokazał nam siebie", a jednak nie ogarnęła ziemię „wiara płomienna miłością rozgrzana" i całe ludzkie plemię nie padło na kolana... Przeciwnie! Tylu ludzi żyje w atmosferze niewiary i nieufności, laicyzacji i lęku. Boi się wszystkiego: utraty zdrowia i posady, życia i pieniędzy, ludzi i wojny, przeludnienia i głodu. Czarno patrzy w przyszłość...

Aby wyjść z tej atmosfery strachu, jedni nie myślą o przyszłości - żyją dniem dzisiejszym i używają świata; inni natomiast szukają nowych oryginalnych przeżyć i doznań, a w konsekwencji popadają w rozpacz i beznadzieję.

2. Nadzieja moja

A jaką jest moja nadzieja? Czy nie opieram jej na sobie i moich możliwościach? A może na innych ludziach? Tymczasem nasze doświadczenie życiowe mówi nam, jak zawodna jest taka nadzieja. Ileż to razy zawiedliśmy się na sobie i na innych? Na kim więc mamy się oprzeć?

My chrześcijanie wiemy, że nasza nadzieja opiera się na Bogu. Fundamentem nadziei chrześcijańskiej jest zaufanie w Bogu. Taka nadzieja jest pewna, bo opiera się na wartościach wiecznych i niezmiennych. W Tobie, Panie, zaufałem – nie zawstydzę się na wieki.

Nasza nadzieja i ufność opiera się przede wszystkim na Bożej dobroci i wszechmocy oraz na wierności Boga w swych obietnicach w stosunku do nas. Dowodem tej Bożej wierności jest historia Objawienia i dzieje Zbawienia.

3. Więcej ufności

Całe nasze życie jest takim adwentowym oczekiwaniem i przygotowaniem na przyjście Pana w Sakramentach świętych, w pamiątce Bożego Narodzenia a nade wszystko w godzinę naszej śmierci. Abyśmy dobrze byli przygotowani na te przyjścia, musimy we wszystkim zaufać Bogu, ale i naszym bliźnim. Bo bez nadziei, ufności – życie nie ma sensu. Musimy starać się o to, aby było więcej ufności w życiu codziennym i duchowym, wobec Boga i wobec ludzi. W radościach i smutkach, w życiu i przy śmierci. Przecież jesteśmy dziećmi Boga, a więc wobec innych ludzi – braćmi. Przecież Jezus jest naszym Zbawcą.