2. niedziela Adwentu

ks. Roman Pindel, 4.12.2009

Reklamy towarów związanych ze świętami Bożego Narodzenia pojawiają się już w listopadzie. W sklepach czuć nastrój świąteczny, na kiermaszach rozbrzmiewają kolędy, reklamuje się towary, banki oferują kredyty, a my jesteśmy zasypywani różnymi ofertami. Reagujemy na to wszystko w różny sposób. Niekiedy złością, tłumacząc sobie i innym, że przecież grozi nam, że my już Adwencie przeżyjemy to, na co powinniśmy dopiero czekać. Innym razem ulegamy szaleństwu zakupów, niekiedy dając się namówić na zakup rzeczy, których potrzeby dotąd nie dostrzegaliśmy. Trzeba sobie jednak powiedzieć, że specjaliści od reklamy i marketingu wypełniają tylko swoją powinność, widząc nas jako potencjalnych klientów, których trzeba przekonać do zakupu akurat ich produktów w tym właśnie czasie. Święta Bożego Narodzenia to pretekst, który jest wykorzystany marketingowo.


Prorocy – pierwsi specjaliści od reklamy

Patrząc na wysiłki specjalistów od reklamy, możemy sobie uświadomić, że oni nie pierwsi zastosowali motyw religijny do tego, by w ten sposób stymulować określone zachowania ludzi. To Bóg był pierwszy w tego typu reklamie, a prorocy są pierwszymi specjalistami od marketingu. Ludziom zagubionym, bezradnym wobec zła, szukającym sensu w życiu trzeba było uświadomić potrzebę zbawienia. Ogromnym wysiłkiem proroków Bóg więc przekonuje: potrzebujesz Mojej pomocy, bo sam sobie nie poradzisz. Jak dziś często reklama uświadamia nowe potrzeby człowiekowi, by zdecydował się na zakup jakiegoś towaru, który zaspokoi te nowe potrzeby, tak prorocy mówią: nie wystarczy, że zapewnisz sobie pomyślność w tym życiu. Pomyśl o przyszłości. Co do niej zaś Bóg ma dla ciebie najlepszą ofertę, która przebija wszystkie inne. Ta oferta jest łatwo dostępna, a do tego – jak powiedzieliby dzisiejsi specjaliści do marketingu – jest typu all inclusive, a nawet z ubezpieczeniem. Prorocy, których słuchamy w Adwencie, wciąż powtarzają: Bóg chce przyjść ci z pomocą, i to za darmo, bylebyś ty się zgodził na Jego przyjście do ciebie. On chce cię wybawić absolutnie od wszystkiego, co cię poniża, ogranicza, nie pozwala byś osiągnął to, o czym nawet nie marzysz. Nawet gdy ty zawiedziesz teraz, wiedz, że jest możliwe naprawienie błędu, zaniedbania czy grzechu, i to przez Boga, bylebyś chciał skorzystać z tego programu naprawczego. Prorocy nieustannie powtarzają: potrzebujesz zbawienia, a najlepsze jest to, które osiągniesz, wierząc po prostu w Boga, który posłał swojego Syna, dokładnie tak jak zapowiadał przez proroków. Ci, którzy uwierzyli słowom proroków, są przywoływani jak ludzie z reklamy, szczęśliwi, że osiągnęli to, co Bóg dał w ich życiu, gdy tylko uwierzyli.

 

Kościół prowadzi potężną reklamę w Adwencie

Nie tylko sieci handlowe i sklepy prowadzą potężną akcję reklamową przed świętami Bożego Narodzenia. Także Kościół co roku w Adwencie powtarza akcję, w której przywoływane są odpowiednie czytania, przede wszystkim proroków, które mają pobudzić wierzących do odkrycia najważniejszych potrzeb człowieka. Człowiekowi zatroskanemu o różne sprawy, zabieganemu, zagubionemu, niekiedy znużonemu, mówi się: Zatrzymaj się, nie daj się zwariować, pomyśl. Przede wszystkim o tym, co jest ci naprawdę najbardziej potrzebne. Pomyśl, co warte są święta, które sprowadza się do konsumpcji. Czy odbudujesz relacje najważniejsze w rodzinie przez to, że kupisz każdemu prezent? Czy nasycisz się i będziesz naprawdę szczęśliwy, gdy wydasz na święta więcej niż inni, nawet za cenę kredytu?

Kościół więc, poprzez liturgię i nabożeństwa, ale także poprzez rekolekcje i różne akcje adresowane do dzieci i młodzieży przede wszystkim pragnie wzbudzić głód tego, czego człowiek może nie odczuwać. Motyw świętowania Bożego Narodzenia, a więc spełnienia zapowiedzi Boga w tym Jezusowym przyjściu na świat, które już się dokonało, jest wykorzystywany do tego, by przekonać tych, którzy dziś przychodzą do Kościoła, by pomyśleli o tym, zapragnęli i przyjęli, co Bóg oferuje im dzisiaj. To zaś jest zarówno na teraz jak i na ostateczną przyszłość. Słuchając choćby dzisiejszych słów z Księgi Barucha, można nabrać zaufania do tego, co mówią prorocy. Można wyjść z kościoła z przekonaniem, że Bóg chce także i ze mnie zdjąć „szatę smutku i utrapienia” (Ba 5, 1), choć mogę nie wiedzieć, w jaki sposób. Mogę jutro iść do pracy z nadzieją, że trudności, które przeżywam, zostaną przezwyciężone. Mogę odkryć także i pragnienia, które już niemal zanikły. Słowo proroka „Z radością poprowadzi Bóg Izraela do światła swojej chwały z właściwą sobie sprawiedliwością i miłosierdziem” (Ba 5,9), te słowa mogę odnieść do siebie i zapragnąć, by Bóg przyszedł do mnie, a ja bym oddał Mu swoje życie.

 

O skuteczności reklamy decyduje ostatecznie klient

Reklama jest potężnym środkiem oddziaływania, ale ma swoje ograniczenia. Tylko rzadko ujawnia się jej niepowodzenia, jak choćby to, że Polacy wciąż piją za mało pewnego napoju, pomimo tego, że międzynarodowy koncern zainwestował w reklamę niewyobrażalną sumę pieniędzy. Z drugiej strony najlepsi specjaliści od marketingu zdają sobie doskonale sprawę, że podatność na działania marketingowe jest bardzo różna. To dlatego odwołują się częściej do kobiet, a niekiedy wymuszają zakupy rodziców przez umiejętne działanie na dzieci.

Reklama Bożego zbawienia jest skromna i często mało atrakcyjna, przynajmniej gdy porównać ją z największymi kampaniami reklamowymi. Powinno jej pomóc to, że „towar”, jakim jest zbawienie, szczęście, pokój serca, trwała satysfakcja, poczucie dobrze spełnionego życia i bliskość Boga, to najlepsze, najłatwiej dostępne i ostatecznie najtańsze, co jest oferowane człowiekowi. Jednak to każdy człowiek decyduje w swoim sercu o przyjęciu nawet takiej oferty, jaką głoszą prorocy, a którą z większą intensywnością przypomina się w Kościele w Adwencie.

Bóg liczy na to, że – podobnie jak w przypadku znanej na rynku i szanującej się firmy – człowiek rozważy spokojnie wszystkie oferty. Że dojdzie do wniosku, że ostatecznie dla niego najkorzystniejsza jest właśnie ta, w której Bóg daje wszystko człowiekowi, a nawet wcześniej długo i cierpliwie przekonuje go do takich potrzeb, o których mu się nie śniło, albo by sam nie śmiał pomyśleć. Czy jednak damy się przekonać tej reklamie, którą prowadzi „najstarsza firma o zasięgu globalnym”, jak bywa nazywany Kościół, to już zależy od nas.