Nie do zastąpienia

ks. Artur Stopka, 8.12.2009


Jaką treść niesie zdrobniale brzmiące słowo „surogatka"? To spolszczenie angielskiego „surrogate mother" – tłumaczone jako „matka zastępcza". Nie chodzi jednak o takie rozumienia słowa „zastępcza", jak to ma miejsce na przykład w sformułowaniu „rodzina zastępcza". W przypadku „surogatki" chodzi o zastąpienie kobiety przez inną kobietę w dziele specyficznym i za każdym razem oryginalnym – w donoszeniu ciąży i urodzeniu dziecka.

Dobrze więc, że w Polsce przyjęło się właśnie określenie „surogatka", a nie „matka zastępcza". Surogat to namiastka, ersatz, artykuł zastępczy, produkt sztuczny, często syntetyczny, używany jako substytut naturalnego. Nie bez powodu niektóre surogatki mówią, że są „żywymi inkubatorami". To, czego się podejmują, trudno określić jako macierzyństwo.

Proceder wykonywany przez surogatki nazywany w języku prawnym jednak „macierzyństwem zastępczym" definiowany jest np. następująco: „Zajście w ciążę i urodzenie dziecka bez intencji wychowania go lub przyjęcia jakiejkolwiek odpowiedzialności rodzicielskiej w przyszłości". Zazwyczaj kobieta podejmuje się tego zadania w charakterze usługi dla innej osoby lub osób, najczęściej małżeństwa, zawierając w tym celu umowę. (Chociaż nie zawsze odnosi przy tym bezpośrednią korzyść materialną. Wystarczy przypomnieć nagłośniony pod koniec listopada 2009 przypadek urodzenia dziecka „koleżanka", który miał miejsce w Łodzi).

O wiele precyzyjniejszą definicję surogatki (też nazywanej matką zastępczą) można znaleźć w przypisach do „Instrukcji o szacunku dla rodzącego się życia ludzkiego i o godności jego przekazywania Donum vitae", wydanej przez Kongregację Nauki Wiary w roku 1987.

Za surogatkę w tym dokumencie uważa się „kobietę, która nosi w ciąży embrion przeniesiony do jej łona, a który genetycznie biorąc jest jej obcy, ponieważ uzyskany przez połączenie gamet dawców, z obowiązkiem oddania dziecka po jego urodzeniu temu, kto zamówił lub uzgodnił ciążę", a także „kobietę, która nosi w ciąży embrion, dla zrodzenia którego ofiarowała jajo zapłodnione spermą mężczyzny nie będącego jej mężem z obowiązkiem oddania dziecka po urodzeniu temu, kto je zamówił lub uzgodnił ciążę".

Przywołany dokument bardzo jednoznacznie przedstawia stanowisko Kościoła katolickiego wobec macierzyństwa „zastępczego". Odpowiadając na pytanie, czy jest ono moralnie dopuszczalne stwierdza: „Jest ono niedopuszczalne z tych samych powodów, które przemawiają za odrzuceniem sztucznego zapłodnienia heterologicznego (nasieniem pobranym od dawcy innego niż mąż), ponieważ sprzeciwia się jedności małżeństwa i godności prokreacji osoby ludzkiej".

Kościół stanowczo odrzuca sztuczne zapłodnienie popularnie określane terminem „in vitro", niezależnie od tego, kto jest dawcą jajeczka i spermy. Macierzyństwo „zastępcze" w wykonaniu surogatki (może powinno się zacząć używać terminu „surogacja" lub jakiegoś podobnego?) oparte jest na sztucznym zapłodnieniu, więc choćby tylko z tego powodu Kościół nie może uznać go za moralnie dopuszczalne.

Jednak Instrukcja „Donum vitae" przynosi też inne argumenty. Stwierdza, że macierzyństwo „zastępcze" jest obiektywnie niepełne wobec obowiązków wynikających z miłości macierzyńskiej, wierności małżeńskiej i odpowiedzialnego macierzyństwa. Mało tego. Korzystanie z usług surogatki obraża godność i prawo dziecka do poczęcia się, do okresu ciąży i wychowania przez własnych rodziców. W dodatku, ze szkodą dla rodzin, wprowadza podział między czynnikami fizycznymi, psychicznymi i moralnymi, które macierzyństwo konstytuują.

Broniąc godności każdego człowieka, Kościół katolicki nie zgadza się na traktowanie kogokolwiek jak przedmiot, towar, który można kupić, niezależnie od stopnia jego rozwoju. Nie może więc akceptować procederu, w którym dziecko staje się przedmiotem handlu. W przypadku surogatek przedmiotem handlu staje się również „miejsce" ludzkiej prokreacji, którym zgodnie z nauczaniem Kościoła powinien być tylko akt małżeńskiej miłości.

Zarówno uprawiania procederu surogatek, jak i korzystania z ich usług nie da się moralnie usprawiedliwić nawet najlepszymi intencjami małżonków zamawiających urodzenie w ten sposób dziecka, jak i podejmujących się wykonania tego zadania. Stanowisko Kościoła jest jasne: „Pragnienie posiadania dziecka, miłość małżonków starających się zaradzić problemowi bezpłodności, którego nie można rozwiązać w inny sposób, stanowią motywacje zrozumiałe; jednak subiektywnie dobre intencje nie sprawią, że sztuczne zapłodnienie heterologiczne stanie się zgodne z obiektywnym i niezbywalnym charakterem małżeństwa, ani że będą poszanowane zarówno prawa dziecka, jak i małżonków". Ta fundamentalna zasada odnosi się w całości również do surogatem i tych, którzy uciekają się do ich „pomocy".