- Strona główna
- „BĄDŹMY ŚWIADKAMI MIŁOŚCI”
- Uroczystość Narodzenia Pańskiego
Uroczystość Narodzenia Pańskiego
ks. Rafał Kowalski, 25.12.2009 Być jak wół i osioł
Spójrzcie na szopkę: wół i osioł... Cóż gdyby tak ktoś
nas nazwał – przypuszczam – moglibyśmy poczuć się urażeni. Jakkolwiek możemy
bardzo lubić zwierzęta, to jednak nie bardzo chcielibyśmy, by ktoś w ten sposób
nas nazywał. Rozpoczynam od tego, bo właśnie sobie uświadomiłem sobie, że być
nazwanym dziś właśnie wołem i osłem nie jest takie obraźliwe...
Zwróćcie uwagę – przyzwyczailiśmy
się do widoku tych zwierząt w szopce betlejemskiej, mimo, że w opisach Bożego
Narodzenia nie ma o nich żadnej wzmianki (jedyne zwierzęta wspomniane tutaj to
stado, którego pilnowali pasterze). Tradycja umieszczania właśnie woła i osła w
szopce pochodzi od św. Franciszka, który tak bardzo chciał odczuć, co przeżywał
Jezus leżąc w stajni, ale z drugiej muszę powiedzieć, że podziwiam ten pomysł,
gdyż jest on bardzo głęboko zanurzony w Piśmie Świętym.
U proroka Izajasza znalazłem taki fragment: „Wół
rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela, Izrael na niczym się nie
zna, lud mój niczego nie rozumie...".
Ojcowie Kościoła interpretując te słowa, mówili, że
przed Bogiem ci pasterze byli jak wół i osioł - oni najpierw niczego nie
rozumieli - dla nich ważne były te stada, z którymi się przemieszczali i które
jakby wypełniały całe ich życie, ale to leżące w żłobie Dziecię otworzyło im
oczy, tak że teraz poznają głos swego właściciela... i mówili dalej ojcowie, że każdy
człowiek – każdy z nas jest jak wół i osioł. Jesteśmy tymi, którym otworzyły
się oczy, tak że w żłóbku rozpoznaliśmy swojego Pana. Ale ten tekst z proroka
Izajasza mówi, że są tacy, którzy niczego nie rozumieją. Kto jest wołem i
osłem, a kto ludem, który niczego nie rozumie... „Rozpoznają ci, którym brak
rozumu, a rozum pozostaje ślepy...".
W Adwencie zachwycaliśmy
się Maryją, która na jedno słowo
anioła odpowiedziała: „tak" (że nie pytała jak to będzie, że zaufała). Fascynują
mnie dziś pasterze – bo przyznajcie sami – te stada to było ich jedyne źródło
utrzymania, całe ich życie. W tamtym czasie życie pasterskie to życie
koczownika – oni przemieszczali się ze swoimi stadami, spędzali z nimi dnie i
noce. Ciekawe jest to, że w jednym momencie zostawiają wszystko i ruszają na
poszukiwanie nowo narodzonego Króla. Ja powiem więcej – Ewangelista zapisał, że
kiedy Go odnaleźli nie wrócili do swoich stad – wrócili wielbiąc i błogosławiąc
Boga i pobiegli do miasta opowiedzieć ludziom, co się stało...
Ten obraz biblijny owiec, które gdzieś człowieka
wyprowadzają jest już bardzo stary. W opisie powołania Mojżesza owce
wyprowadzają go na pustynię. On idzie za nimi i tam Bóg do niego przemawia. Każdy
z nas ma takie swoje owieczki, które go prowadzą i za którymi idzie - nasze
przyzwyczajenia, to nasze towarzystwo, może jakieś nałogi, taką owieczką może
być zabawa, praca, komputer, czasem nawet inni ludzie i w pewnym momencie
człowiek tak się w to wszystko zaangażuje, że rozgląda się dookoła i widzi pole
i noc... To, co mnie kiedyś cieszyło już, nie przynosi radości... Czasem nawet
najbliżsi, rodzina, jak byśmy byli gdzieś w polu, jak byśmy kroczyli w nocy
Biorę książkę, którą się kiedyś zachwycałem i nic... Żadnej radości... Ilu ludzi
mówi: nie potrafię... nie wiem... nie umiem. Szczere pole i noc... I wspaniale się
składa, że właśnie tę noc spędzamy tutaj (bo zobaczcie, że przeżywamy
Eucharystię taką jak w każdą niedzielę, ona jest bardziej uroczysta, ale to
jest ten sam Chrystus), bo jest to ta noc, w której Anioł przemówił do pasterzy
i ich życie się odmieniło. I może dziś usłyszysz ten głos: zostaw te swoje
stada i idź do nowo narodzonego Jezusa. Zostaw to wszystko, co do tej pory
wyprowadzało Cię w szczere pole i zacznij na nowo... O to chodzi, żeby to było
takie moje Boże Narodzenie...
W książce „Niebo dla akrobaty" Grzegorczyka znalazłem
ciekawy opis (dodam, że akcja toczy się w hospicjum - ludzie nieuleczalnie
chorzy) „Był kwiecień... Jeden z pacjentów miał jedno marzenie - doczekać świąt
Bożego Narodzenia. Lekarze nie dawali mu żadnych szans - tydzień, najwyżej dwa
życia. Kapelan podjął decyzję - w kaplicy zrobiono żłóbek – najprawdziwszy z
dzieciątkiem i pastuszkami, i zwierzętami, ubrano choinkę, jedna z pielęgniarek
upiekła pierniki, żeby pachniało świętami, a potem wszyscy zebrali się i
śpiewali kolędy... Po tym wydarzeniu żył jeszcze dwa dni, ale doczekał swoich
świąt Bożego Narodzenia. Nie ważna pora – to było Jego Boże Narodzenie w
kwietniu". O to chodzi, żeby to było moje Boże Narodzenie... Żebym znalazł się w
gronie tych, którym wizyta w tej stajence zmienia jakąś cząstkę życia...
Zwróćcie uwagę - od strony zewnętrznej pasterze doszli
do groty czy do stajenki i ich droga się zakończyła (już nie potrzebują więcej
mapy czy przewodnika – trafili do celu, odnaleźli króla), ale tak naprawdę to
był dopiero początek drogi... Byli u celu, ale w tym miejscu jakby zaczyna się
dla nich nowa droga, pielgrzymka wewnętrzna, która odmienia całe ich życie.
Raz, że inaczej na pewno wyobrażali sobie nowo narodzonego Króla... Szybko
nauczyli się, że Bóg jest inny od tego jak Go sobie wyobrażamy. Bóg jest inny –
Oni teraz to widzą. A znaczy to, że oni sami także muszą stać się inni. Muszą
nauczyć się zatracić coś, do czego się przyzwyczaili i tak właśnie odnaleźć
samych siebie. Opuszczając swoje stada trzymają się śladów prawdziwego Króla –
śladów Jezusa
To dobra noc na uczynienie pewnych postanowień... żeby
nie bać się zostawić swoich stad, nawet jeśli się do nich bardzo przyzwyczaiłem,
ale one jakby odciągają mnie od wyprawy do stajenki... One tak bardzo mnie
zajmują, że na stajenkę i żłóbek nie mam czasu... Zostawiam stada... Po to, żeby w
końcu w moim życiu skończyła się noc...
Kto rozpoznał Króla? Maryja, Józef, pasterzę - woły i
osły... Ci, którzy wyruszali do stajenki. Inni mieszkańcy Betlejem, Herod czy
jego uczeni w piśmie pozostali w domu. Żeby nie być zbyt daleko od stajni
trzeba przezwyciężyć pokusę pozostania w ciepłych mieszkaniach, pokusę pozostania
przy swoich stadach... Tej nocy wół i osioł patrzą na nas pytającym wzrokiem: „Mój
lud niczego nie rozumie – czy rozumiesz, co do ciebie mówi Pan?". Kiedy stawiamy dobrze znane nam figurki
do żłóbka, może powinniśmy zacząć od takiej prośby skierowanej do Boga, by
pozwolił nam rozumieć, rozpoznać Go.