Niedziela Świętej Rodziny

ks. Rafał Kowalski, 27.12.2009

Instrukcja obsługi... małżeństwa

Kilka razy w roku Kościół wystawia „na próbę" kobiety, czytając te fragmenty Pisma Świętego, które mówią, że mają one być poddane swoim mężom.  W imię równouprawnienia ktoś mógłby zasugerować, by jakoś te słowa przemilczeć, nie czytać ich w liturgii, a tutaj cały czas powracają słowa: „żony niechaj będą poddane mężom".  Zwracam na to uwagę, bo po raz kolejny przekonuję się, że nie wolno Biblii czytać na zasadzie pojedynczych zdań wyrwanych z kontekstu. Święty Paweł przytacza tradycyjne przepisy moralne, panujące w ówczesnym świecie. Dodaje jednak coś, co pomijamy: „w Panu". Całe zdanie brzmi: „żony niechaj będą poddane mężom, jak przystało w Panu". Żeby to lepiej wytłumaczyć, chciałbym odwołać się do innego tekstu autorstwa św. Pawła, bo tam on wyjaśnia jak rozumieć ten dodatek: w Panu. Otóż w liście do Efezjan ta formuła jest o wiele lepiej rozbudowana (to nam pomoże zrozumieć autora). Tam św. Paweł mówi tak: „żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła". Mąż jest głową żony, jak Chrystus głową Kościoła. Chrystus jest głową, ale to on za ten Kościół oddał  życie. Chrystus jest głową Kościoła, ale jak przyszli do Ogrodu Oliwnego z kijami, żeby go pojmać powiedział: „Mnie możecie wziąć, ale apostołom pozwólcie odejść". Chrystus jest głową Kościoła, ale to on w czasie Ostatniej Wieczerzy uklęknął i umył uczniom nogi. Myślę, że Niedziela Świętej Rodziny jest dobrym momentem, żeby o tym wszystkim sobie przypomnieć. O tej Bożej wizji małżeństwa. Z resztą teksty biblie wyraźnie jakby nakierowują nas na ten temat.

Wiem, że gdy mówię o Bożej koncepcji małżeństwa niektórzy mogą instynktownie zamknąć oczy i czekać na moment kiedy powiem Amen. Poniekąd tych ludzi rozumiem, bo jednak - nie ukrywajmy - doradców, którzy nam mówią jak macie żyć w małżeństwie jest dziś tysiące, a takich, którzy dają rady jak dzieci wychowywać jest jeszcze więcej. Boję się, że wizja Boga (czy Boże prawo) zostało dziś przedstawione jako jedna z wielu koncepcji, czy jeden z wielu pomysłów i tu już jest problem.

Słuchajcie, jak kupujecie jakikolwiek sprzęt elektroniczny od czego rozpoczynasz użytkowanie? Metoda prób i błędów nie sprawdza i doskonale wiemy, że najlepiej zapoznać się z instrukcją obsługi. Zresztą ciekawe - zobaczcie - każda instrukcja mówi, że jeśli będziemy użytkować sprzęt niezgodnie z przeznaczeniem nie możemy liczyć na gwarancję. Jak sobie kupię aparat fotograficzny - mam prawo wbijać nim gwoździe - bo jest mój - sam na niego zapracowałem, sam za niego zapłaciłem - mogę, tylko muszę się zgodzić z tym, że producent nie bierze odpowiedzialności za to, co się stanie z tym aparatem.

Może ten aparat to daleki przykład, ale zobaczcie – może ktoś z was kupił nowe auto. Od razu zastrzegają, co tyle tyle kilometrów przegląd i tylko w autoryzowanym serwisie. Ja mówię o tym - bo temat jest mi bliski - kiedy dokonałem kilku napraw u znajomego mechanika, a później zmuszony byłem pojechać do serwisu. Koniec! „Używał pan nieoryginalnych części. Nie ma gwarancji - przepadła". „Producent nie bierze odpowiedzialności". Może komuś z was to się przydarzyło i wiecie jak się wówczas czuje człowiek. „Po co mi to było?".

Przepraszam za te porównania, ale czy nie macie wrażenia - młodzi ludzi zawierają małżeństwo przy ołtarzu, ślubują sobie przed Bogiem (czyli przed Tym, który małżeństwo wymyślił, stworzył, żeby nie powiedzieć skonstruował, używając tych terminów technicznych), a często później próbują jechać na nieoryginalnych częściach. Już nie mówię, że próbują napraw w nieautoryzowanych serwisach. Ile razy kiedy rozmawiam z małżeństwami, które mają problemy słyszę argumenty: „bo koleżanka z pracy mówiła, bo moja mama mówiła, bo jego tato, bo sąsiad...". A co na to Pan Bóg? Konstruktor, pomysłodawca, ten który daje gwarancję? Pan Bóg?- pytają niektórzy ze zdziwieniem. Pan Bóg nic się nie wtrącał do naszego małżeństwa. No właśnie.

Przyglądam się Maryi - właściwie jej postawie, bo zobaczcie w tej scenie odnalezienia Jezusa jest ciekawy moment, kiedy dwunastoletni chłopiec odpowiada swojej mamie, że powinien być w tym, co należy do jego Ojca i zapisał Ewangelista, że Maryja nie rozumiała tego, co powiedział. I dziwi mnie to, że się nie dopytała, że nie powiedziała: „no dobrze wiesz w sprawach ojca to w sprawach ojca, ale ja tu chcę już wracać do domu". To mnie dziwi, a jednocześnie fascynuje, że nie dyskutowała, tylko zamilkła i rozważała w sercu. Tu nie chodzi o to, że tłumiła w sobie. Tylko że jakby pokornie powiedziała: Dobrze - wiesz lepiej - słuchaj Boga. Tu jest recepta na wychowanie, na szczęśliwe małżeństwa, na spokojne życie: wychować dziecko tak żeby słuchało nie mamy, nie taty, ale Boga. Wychowaj swojego syna tak, żeby słuchał Boga. Możesz być spokojna o jego dalsze życie.

Oto Boża instrukcja obsługi z dożywotnią gwarancją.