- Strona główna
- „BĄDŹMY ŚWIADKAMI MIŁOŚCI”
- Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi
ks. Aleksander Radecki, 1.01.2010 Czytania:
Lb 6, 22-27; Ga 4, 4-7; Łk 2, 16-21.
Oto Nowy Rok. Wielu
z nas powitało go na różnych zabawach czy towarzyskich spotkaniach, wielu przed
telewizorami, może nawet niektórzy ostatnie godziny starego roku i pierwsze Nowego
Roku przeżyło na modlitwie, ale wszyscy ten dzień wiążemy ze składaniem sobie
najserdeczniejszych życzeń i z wielkimi nadziejami na lepszy los.
Czego
sobie życzymy? Schemat jest jasny: zdrowia, pracy, szczęścia, samych pogodnych
dni i w ogóle wszystkiego najlepszego. I tu zaczynają się przysłowiowe
„schody": Bo co jest najlepsze dla każdego z nas? Czy posiadanie zdrowia (uważamy
ten skarb za coś najważniejszego w życiu) gwarantuje szczęście? Czy naprawdę w
pełni najszczęśliwsi są ludzie, którzy mają stałą, dobrze płatną pracę? Czy
wytrzymalibyśmy 365 samych pogodnych dni?
Coś
tu najwyraźniej „zgrzyta" w tych noworocznych serdecznościach. I nie pomoże „zaklinanie
losu" czy też zagłuszanie niespokojnych pytań sumienia hukiem sztucznych ogni
czy wystrzałami korków tradycyjnych butelek szampana.
Czytany
dziś fragment Księgi Liczb przynosi
zapowiedź Bożego błogosławieństwa, które rozciąga się nie tylko nad synami
Izraela, ale jest wystarczająco obfite, by objąć każdego z nas. Przecież – to
tekst drugiego czytania z Listu do
Galatów – Bóg pozwala nam mówić do siebie: ABBA-OJCZE! Otrzymaliśmy dzięki
przyjściu na świat Jezusa przybrane synostwo Boże! Nie mogę więc wątpić, że
Bogu na mnie zależy i że jako kochający mnie Ojciec udzieli mi potrzebnych
łask. Dlaczego zatem nie chcę czy nie potrafię w pełni zaufać Bożej
Opatrzności, która każdego dnia wschodzi dla mnie wcześniej niż słońce?
Znam
odpowiedź. Bóg przemówił i do mnie przez swojego Syna – jak do pasterzy, jak do
Maryi, jak do Józefa. Oni - choć najpierw dziwili się i rozważali w swoich
sercach Objawione im Tajemnice – ostatecznie okazali się posłuszni Bogu.
Uwierzyli i zawierzyli.
To
jest nasz – mój problem, także ten noworoczny: czy będę Boga słuchał bardziej
niż siebie samego, bardziej niż ludzi? Czy pójdę za Nim „na przepadłe", na
100%, bez filozofii typu: „tak, ale..."?
Jeśli
tak, cały Nowy Rok ułoży się POMYŚLNIE, czyli PO MYŚLI BOŻEJ. I jeśli zdobędę
się na odczytywanie i realizację woli Bożej – mogę być spokojny zarówno o swoją
doczesność, jak i wieczność.
I
to niech będzie nie tylko życzeniem dla nas wszystkich, ale programem, nad
którym niech spocznie obfite błogosławieństwo Pana. A jeśli już w ten pierwszy
dzień roku oddamy się w szczególną opiekę świętej Bożej Rodzicielki Maryi –
naprawdę możemy być spokojni, bo przecież od wieków nie słyszano, aby Matka
Boża i jednocześnie z woli Jezusa nasza, kogokolwiek bez pomocy pozostawiła,
jeśli tylko zdobędzie się na akt zawierzenia.