2. niedziela zwykła – dla młodzieży

ks. Jakub Kałachurski, 17.01.2010

Wiara na co dzień (dla młodzieży)

Każdy z nas był chyba kiedyś na weselu. Radość nowożeńców, szczęście młodych ludzi, którzy decydują się spędzić ze sobą życie. Wspaniały moment, a atmosfera radości udziela się wszystkim biorącym udział w radości młodych ludzi. Nic nie może popsuć tego świętowania. Nic? No chyba, że wydarzy się taki niefortunny wypadek jak ten, który miał miejsce w Kanie - zabraknie wina. To straszna wpadka - jak się przygotowali do tego wydarzenia? Skandal!

Pierwszy wielki znak Jezusa - Matka mówi do Niego: „wina nie mają", a On, jakby niechętnie, poleca usługującym - napełnijcie stągwie wodą. Duże naczynia przeznaczone do rytualnych oczyszczeń żydowskich zostają szybko napełnione, a płyn nabiera czerwonego koloru, słudzy ze zdumienia otwierają usta, a Pan mówi najspokojniej w świecie - zaczerpnijcie i zanieście staroście, niech spróbuje.

Autor podsumowuje całą tę sytuację: „Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie". Oto wielki początek znaków Mesjasza, Zbawiciela świata! Słowo Ojca, odwiecznie rodzony Syn Boży, Ten, przez którego wszystko się stało, zaczyna swoją wielką działalność, której zwieńczeniem będzie dopełnienie dzieła odkupienia dokonujące się na Golgocie i w grocie zmartwychwstania. Zaczyna od... Od tego, że się wino skończyło na weselu. Nie macie wrażenia, że coś tu nie gra? No jakże to tak? Nie ma na świecie poważniejszych problemów, nie powinno się zaczynać raczej od czegoś bardziej podniosłego, czegoś, co naprawdę będzie objawieniem chwały niż od pomagania młodym, którzy marnie planując wesele, nie policzyli, ile alkoholu powinni mieć w zapasie? Trochę to nie licuje z powagą Mesjasza. Żeby to chociaż jakieś uzdrowienie było, ale nie, Ewangelia pozostaje jednoznaczna - początek znaków (a te „znaki" u Jana mają szczególnie podniosłe znaczenie) i objawienie chwały dokonało się tam, na weselnej imprezie w małej Kanie, gdy skończyło się wino.

Moi drodzy, czasem traktujemy religię jako sprawę „od święta". Taka enklawa w życiu, nisza, w którą czasem zaglądamy - modlitwa, msza święta, ważne momenty w życiu, najistotniejsze decyzje, św. Krzysztof w aucie, św. Antoni, gdy coś zgubimy itd. Religia aplikowana doraźnie - w razie potrzeby, gdy pojawia się problem. Religia - myślimy czasem - to sprawa tak ważna i poważna, że nie można się do niej odwoływać co chwila, nie można nią łatać dziur w naszym świecie. Odwoływać się do Boga można wtedy dopiero, gdy robi się naprawdę poważnie - gdy ubierzemy eleganckie ubranie, przybierzemy poważne - smutne miny, i zaintonujemy smętne pieśni. To jest klimat dla religii. Tymczasem pierwszy cud Pana przypomina nam - siostro i bracie, że Jezus nie jest kimś „od święta", Jezus jest z Tobą obecny w całym Twoim życiu. Martwi się, gdy obciska Cię nowy but, i jest z Tobą, gdy nie potrafisz sobie poradzić z nauką. Wie doskonale o tym, z czym ty sam sobie nie radzisz i chce ci pomóc. Boli Go twoje cierpienie, dotyka Go każdy twój ból - ten zwyczajny ból głowy, czy zęba i ten wielki, ból odrzucenia, roztrzaskanych nadziei. Taki jest nasz Pan, który wodę przemienia w wino.

Można powiedzieć jeszcze więcej - to jest Jego chwała, czyli chyba jakiś powód do dumy. Właśnie taka prosta rzecz - wino, którego brakło, i wszystko to, co kryją w sobie te kamienne stągwie - cała nasza codzienność, nasze zwykłe, proste życie i wszystkie tworzące je sprawy. To jest miejsce gdzie ukazuje się chwała Boża. Tutaj Jezus chce pokazywać, kim jest - nie w wielkich akcjach, nie w potężnych cudach, ale w naszej codzienności.

Pozostaje więc postawić pytanie - co robić, aby religia przestała być w naszym życiu zamkniętym rezerwatem, do którego zaglądamy od czasu do czasu, a stała się samą tkanką naszego istnienia? Wzorem dla nas może być tutaj Maria, Matka Jezusa. Najpierw więc trzeba w sobie wyrobić taką wrażliwość, którą Ona prezentuje: „Nie mają już wina". Zauważyła, dostrzegła problem. To pierwszy krok - widzieć problem, swój i innych. Widzieć również, że Jezus w jakiś sposób stanowi Jego rozwiązanie - a więc drugi krok - mówić o tym Jezusowi. Mówić o tym, co mnie boli i co cieszy, co jest problemem i co jest radością. Mówić mu o wszystkim. Wreszcie pozostaje trzecia wskazówka pozostawiona nam przez Marię - uczyńcie, co On powie, zatem czynić to, co jest wolą Jezusa, czego On by chciał.

Trzy proste kroki - dostrzegać problem, mówić o nim Jezusowi i postępować według Jego wskazań. Wystarczy je wykonać, a Chrystus wkroczy w naszą codzienność przemieniając ją jak wodę zaczerpniętą w Kanie. Wystarczy je wykonać, a całe nasze życie stanie się objawieniem chwały Bożej i powodem, dla którego uwierzą w Pana nowi uczniowie.