- Strona główna
- „Materiały Homiletyczne”
- 4. niedziela zwykła (dla młodzieży)
4. niedziela zwykła (dla młodzieży)
ks. Jakub Kałachurski, 31.01.2010
Płyń pod prąd
Już się tak dobrze zapowiadało – Jezus czyta w Nazarecie
Izajasza, wszyscy Go podziwiają, z szacunkiem przyjmują nawet tę wstrząsającą
deklarację – „Dziś spełniły się te słowa Pisma". Pełni respektu kiwają głowami
przyświadczając słuszność Jezusowego odczytania tekstu proroka, podziwiają
pełne wdzięku słowa wychodzące z Jego ust. Mogło być tak pięknie. Nie było.
Jezus nie zatrzymał się w tym miejscu, musiał dopowiedzieć jeszcze mały
komentarz: „żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie". I cały
nastrój prysł. A można się było ugryźć w język, kto wie, jakie owoce w sercach
zrodziłoby milczenie Jezusa. Może więcej osób mogłoby odczytać w komentarzu
Chrystusa jednoznaczne wskazanie, że to On jest Mesjaszem? Może, ale Jezus nie
mógł milczeć, musiał dokończyć to, co zaczął, choć wiedział, że ciasne ludzkie
serca odwrócą się od Niego, że od entuzjazmu, fascynacji przejdą do dystansu,
niechęci i nienawiści. Tak jednak należało. Tak było trzeba.
Moi drodzy, nie brzmi to znajomo? Nie byliście nigdy w takiej
sytuacji, gdy – np. przy okazji jakiejś imprezy – wszystko fajnie się toczy,
nastrój jest wyśmienity, towarzystwo bawi się fantastycznie, ale dzieje się
coś, co stawia nas pod murem – albo zaprzeczysz sobie samemu, przekreślisz
siebie, albo powiesz, czy pokażesz coś niepopularnego, coś, co popsuje słodki
nastrój zabawy. Przykład? Impreza nastolatków, jest wesoło, piwko, winko itd.,
ty się nie napijesz? Daj spokój, nie rób z siebie świętoszka. Jedno piwko
nikomu nie zaszkodziło. Co robisz? Możesz się napić – jedno piwko faktycznie
nie zaszkodzi, zabawa potoczy się dalej. Albo pozostajesz wierny sobie – choćby
przyrzeczeniom, które składałeś przy bierzmowaniu – ale wtedy zabawa się
posypie, wszyscy będą widzieli twój sprzeciw, twoje „nie" i będzie im to solą w
oku. I przypomnieniem, że nie wszystko jest OK.
Siostry i bracia, św. Paweł w najbardziej znanym fragmencie
swoich listów, hymnie o miłości, którego wysłuchaliśmy, zawarł takie słowa:
„Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak
dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce". Czym
będzie to, co dziecięce? Pokazują nam czytania – to nieustanna i dominująca nad
wszystkim innym potrzeba akceptacji za wszelką cenę, potwierdzania własnej
wartości na każdym kroku - jestem zdolnym uczniem, utalentowanym sportowcem,
wydajnym pracownikiem. To taka dziecinada na miarę XXI wieku – budowanie
poczucia własnej wartości przede wszystkim w oparciu o ludzkie opinie. Jestem
wiele wart, bo jestem doceniany, albo jeszcze mocniej, parafrazując Kartezjusza
- docenia się mnie, więc jestem. Czy to jest postawa, która cechuje dorosłego
człowieka?
Popatrzmy na pierwsze czytanie - już prorok Jeremiasz
działający na przełomie VII i VI wieku przed Chrystusem boryka się z podobnym
problemem. Nie chce głosić Izraelitom tego, co słyszy od Pana, gdyż wie, że są
to słowa, za które zapłaci bardzo wysoką cenę – może nawet własnym życiem. Bóg
jednak mówi do niego: „nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem
przed nimi". Bardzo ciekawe zdanie – nie bój się mówić prawdy, nie bój się
świadczyć o Mnie, bo jeśli raz to uczynisz, będziesz się bał przez całe swoje
życie. Jeśli się wystraszysz, jeśli dla ludzkich względów, dla sympatii i dla
świętego spokoju przemilczysz prawdę, całe twoje życie stanie się ucieczką,
wypełni je strach. Jeśli nie chcesz przez całe życie kryć się ze strachu, bądź
zawsze wierny sobie, bądź zawsze wierny prawdzie, którą odkrywasz, najszczerzej
jej szukając. Absolutnym wzorem jest tu Jezus – choćby w dzisiejszej Ewangelii – wierny sobie, choć miało to tak fatalne konsekwencje – o mały włos, a zostałby
zabity. Ale cała Jego historia to dzieje bezkompromisowej wierności sobie,
czyli prawdzie, po ostatnie tchnienie oddane na krzyżu, gdy rzeczywiście mógł z
niego zstąpić, ale nie zrobił tego z szacunku dla ludzkiej wolności.
Pytanie, które nasuwa się pod koniec tych rozważań, brzmi:
czy ty, droga siostro i drogi bracie, chcesz przeżyć swoje życie w strachu? Czy
chcesz chować się każdego dnia, czy chcesz ukrywać swoje przekonania,
przemyślenia, aby nikt nie powiedział, że są one niepopularne, że nie nadążasz za
modą, za tym, co na topie? Chcesz bać się całe życie, czy zostaniesz
zaakceptowany? Chcesz? Nie wierzę, jeśli odpowiedziałeś „tak". A jeśli nie
chcesz, to jeszcze dzisiaj zbieraj swoje życie i ruszaj pod prąd, wbrew nurtom
konformistycznego świata, który szuka tylko bezrefleksyjnych kopii naiwnych
wzorców. Ruszaj pod prąd – nie bój się już dzisiaj mówić o tym, co dla ciebie
ważne, abyś nie musiał się bać przez całe swoje życie, ukrywając przekonania i skrzętnie
chowając prawdziwe namiętności twojego serca. Ruszaj pod prąd, bo –jak głosi
popularne hasło – tylko zdechłe ryby płyną z prądem.