5. niedziela zwykła

ks. Rafał Kowalski, 7.02.2010

Dojrzewanie Piotra

Nie wiem, czy zwróciliśmy uwagę, jak wielką karierę robi dziś słowo: MOTYWACJA. Szefowie firm przyznają premie motywacyjne, mówi się o odpowiednim motywowaniu uczniów do nauki, istnieje nawet ogromy dział psychologii zwany psychologią motywacji. My też – chociaż może niekoniecznie dosłownie – w życiu codziennym zwracamy uwagę na motywy postępowania innych. Zastanawiamy się: Dlaczego on tak postępuje?, Co go skłoniło do takiego, a nie innego zachowania? Czasem pozwalamy sobie na komentarz, próbując odczytać motywy danego czynu i mówimy: On ma nieczyste intencje – czyli niby robi coś dobrego, ale tak naprawdę motywację stara się ukryć przed innymi.

Motywacja „przykuła moją uwagę", gdy przeczytałem pierwsze zdanie dzisiejszej Ewangelii - tłum cisnął się do Jezusa, by słuchać słowa Bożego. Możemy sobie wyobrazić mnóstwo ludzi, którzy przepychają się, chcą być jak najbliżej, ale uwaga: po to, żeby słuchać tego, co Jezus ma do powiedzenia. Tak mi się to kojarzy z wizytami na Watykanie, kiedy ludzie też starają się przedrzeć przez tłum, tylko w jakim celu? Jaki jest motyw takiego zachowania? Przepraszam, jeśli kogoś źle oceniam, ale to widać, kiedy papież przejeżdża między sektorami jak wymierzone są w niego obiektywy kamer, aparatów i pytanie: Zrobiłem dobre zdjęcie, czy jestem na zdjęciu z papieżem? Ja nie chcę tego potępiać – absolutnie, ale chcę zwrócić uwagę, że tym razem ludzie przychodzący do Jezusa mieli jeden cel: wsłuchać się w jego słowo.

Mówi się dziś o wielkiej tęsknocie za religijnością. Ludzie poszukują atrakcyjnych grup, nierzadko sekt, które przyciągają swoją atrakcyjnością. Zdobywają człowieka różnego rodzaju akcjami promocyjnymi, zachęcają do takich czy innych technik medytacyjnych i co jest ciekawego: Kiedy porozmawia się z kimś, kto odszedł od Kościoła i wybrał taką czy inną grupę przewija się jeden motyw: „teraz czuję się dobrze", „po tych spotkaniach, kiedy gramy i śpiewamy, kiedy poznajemy różne tajniki przeprowadzania medytacji naprawdę odpoczywam psychicznie" – „to mi coś daje, a Kościół nic mi nie dawał"... Czyli Ty chciałeś czegoś? Przychodziłeś do Jezusa żeby coś od Niego otrzymać, a to ty byłeś na pierwszym miejscu.

Wówczas pojawia się problem. On istnieje właściwie od samego początku: od narodzenia w Betlejem. Jezus przyszedł nagi, by pokazać, że przychodząc do Niego mogę chcieć – tylko jednego – Jego samego. Tymczasem mam wrażenie, że dziś tłumy cisną się do Jezusa, bo chcą czegoś od niego... Żeby mi tak Pan Bóg uzdrowił żonę, dał mi dobre stopnie, załatwił pracę, może jeszcze męża ustawił i dziecko żeby się dobrze chowało - chcemy czegoś? Znowu – nie potępiam – bo mamy różne motywy modlitw, ale pytam: czy przychodzisz do Jezusa, czy bierzesz Pismo Święte do ręki, różaniec żeby chcieć Jego samego, żeby słuchać Jego słowa? Czy przeważa dobijanie się żeby coś u Niego załatwić... A jak Pan Bóg nie uzdrowi żony czy męża - obrażam się - On mnie nie zrozumiał. Jezus chce żebyśmy o Niego zabiegali.

I z tym tłumem cisnącym się do Jezusa ewangelista zestawia Szymona-Piotra, który nie ma zamiaru słuchać. Wręcz przeciwnie - on chce mówić, on chce pouczać Jezusa: „Mistrzu całą noc łowiliśmy". To znaczy: „Panie – ty jesteś może dobrym nauczycielem, ale specjalistą od łowienia jestem ja - łowi się w nocy, a nie w środku dnia". On nie słucha i nie wiem czy samo spojrzenie Jezusa sprawiło, ze nagle zmienił zdanie (czasem mama nie musi dziecku nic mówić, tylko wystarczy odpowiednio spojrzeć, żeby ono powiedziało: dobrze dobrze mamusiu – już to robię), niemniej jednak dopiero wtedy gdy posłuchał otrzymał to, o co się tak starał całą noc i nawet jeszcze więcej. A że szybko dojrzał można rozpoznać po słowach które wypowiedział zaraz po połowie: „odejdź ode mnie Panie". Właściwie gdyby nadal chciał ryb – mógłby powiedzieć: „Panie Jezu zakładamy przedsiębiorstwo: Ty mi mówisz gdzie łowić, ja będę zarzucał sieci – ryb będziemy mieli mnóstwo". On już nie chce ryb. On chce Rybaka i czuje się niegodny. 

Może się starasz, zdrowie tracisz, walczysz i ciągle ci nie wychodzi, a potrzeba tak niewiele przyjść żeby słuchać.