- Strona główna
- „BĄDŹMY ŚWIADKAMI MIŁOŚCI”
- 6. niedziela zwykła
6. niedziela zwykła
ks. Rafał Kowalski, 14.02.2010 Co z tego będę miał?
Jestem przekonany, że zgodzicie się ze mną, że jeśli
człowiek wie, dlaczego coś robi – ma konkretny cel – wówczas jest w stanie
wiele osiągnąć. Kilkanaście dni temu otwierano we Wrocławiu nową galerię
handlową. Na długo przed dniem otwarcia ogłaszano wielkie promocje: tanie telewizory, sprzęt gospodarstwa
domowego z 50% bonifikatą i wiele innych. Ludzie ustawiali się w kolejce od 3 w
nocy. Nie przeszkadzały im mrozy, zima, śnieg – walczyli o miejsce w kolejce,
bo wiedzieli, dlaczego to robią. I przykładów można podać wiele – jeśli
człowiek wie, w jakim celu coś robi, widzi już oczyma wyobraźni korzyści
płynące z tego działania. Jest w stanie nawet wiele wycierpieć. Tej postawie
sprzyja taki duch czasów, który zawsze każe postawić pytanie – co ja z tego będę
miał? Dobrze – ja mogę to zrobić, ale co mi z tego przyjdzie, jakie korzyści?
Dlaczego na to zwracam uwagę? Bo Jezus mówi o konkretnych korzyściach płynących
z konkretnych postaw. Będziesz nazwany błogosławionym – jesteś szczęśliwy, wtedy
gdy: cierpisz, płaczesz, głodujesz, gdy ludzie cię wyśmieją, bo przyznałeś się
do wiary. Ciekawe jest to, że Jezus nie używa tutaj czasu przyszłego. Zawsze
się zastanawiałem – skoro nie płaczę, skoro mam co jeść – czy to oznacza, że
nie mogę być nazwany błogosławionym?
W ubiegłym tygodniu można było przeczytać artykuł o
miejscowości, w której znaczna część mieszkańców żyje na skraju nędzy.
Poruszyła mnie historia pewnej kobiety, która zauważyła, że ze względu na mrozy
skóra jej dziecka zaczyna pękać. Nie miała pieniędzy. Ukradła krem z
supermarketu. Opowiadając to płakała, bo nigdy w życiu niczego jeszcze nikomu
nie zabrała. Zadeklarowała nawet, że gdy zarobi – odda te pieniądze. Kto z nas
może się porównać z tą kobietą? Ona rzeczywiście pasuje do opisu Jezusa:
płacze, cierpi głód, znosi ubóstwo. Czy
to oznacza, że nie będziemy zaliczeni do szczęśliwych? Nie – Jezus nie mówi:
błogosławiony będziesz, gdy... Mówi – jeśli dziś płaczesz, czuj się szczęśliwy –
znieś to, nie załamuj się – czeka cię nagroda. Wbrew pozorom te słowa dotyczą
nas wszystkich. Każdy z was żyje ileś lat na tym świecie: czy jest ktoś, kto
nigdy nie płakał, nigdy nie cierpiał, nigdy nie czuł się odrzucony? I tu jest
klucz – właśnie ponieważ to zniosłeś, nie załamałeś się, nie obraziłeś się na
Boga w tym momencie – czuj się szczęśliwy... Co z tego będziesz miał?
Przypomina mi się historia, którą opisał Arturo Mari -
fotograf Jana Pawła II. (Nie mam jej przed sobą, więc nie przytoczę dosłownie).
Nieuleczalnie chory, ubogi chłopak z południa Włoch marzył o spotkaniu z
papieżem. Rodziny nie stać było na bilet, więc sąsiedzi, znajomi złożyli się,
zawieźli go do Watykanu. Udało się wwieźć go na wózku do kaplicy papieskiej i Arturo
Mari pisze tak: papież długo klęczał przy nim i modlił się, następnie wstał,
przytulił chłopaka i ucałował, rozpiął białą sutannę, zdjął łańcuszek i
zawiesił mu na szyi. Gdy chciał odejść chłopiec, złapał go za rękę i
powiedział: „Ojcze Święty dziękuję - to był najszczęśliwszy dzień w moim życiu.
Do zobaczenia w niebie". Można
zapytać – co mu dał papież? Zdrowie mu nie przywrócił, nie sprawił, że rodzina
zaczęła dobrze zarabiać. Co mu dał? Coś, co sprawiło, że ten młody człowiek
mógł powiedzieć – to był najpiękniejszy dzień w moim życiu. To, co pozwala tak
powiedzieć w rzeczywistości jest niewidoczne dla oczu.
Wiem, dlaczego mam świadczyć o Jezusie w swoim środowisku,
dlaczego mam znosić to, co po ludzku wydaje się nie do zniesienia... Mam cel!