1. niedziela Wielkiego Postu

ks. Andrzej Mojżeszko, 21.02.2010

Wyznanie wiary

Jan Vianney zauważył kiedyś, że w kościele klęczy już ponad godzinę prosty wieśniak. Święty kapłan chciał wiedzieć, co on cały czas opowiada Bogu. – Właściwie to nic – odparł bez namysłu zapytany mężczyzna. Proszę księdza, ja tylko patrzę na Niego – tu wskazał na tabernakulum – a On patrzy na mnie (por. K. Wójtowicz, Notki).

Ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie – prosta modlitwa. Ten człowiek nie wypowiada tysiąca słów. Możemy do tej sytuacji odnieść słowa, które czasem mówimy o innych: oni rozumieją się bez słów. Albo też: nie musieli nic mówić, wystarczy, że popatrzyli na siebie. Ten prosty człowiek tylko patrzył. Choć milczały usta, to mówiło serce. Ale w tej zwykłej modlitwie wypowiada się niezwykła wiara tego człowieka. Bo trzeba mieć wielką wiarę, by tak stać przed Bogiem.

Ale żeby mieć taką wiarę, warto pracować nad tym, aby ją wyznawać. I o wyznawaniu wiary mówi nam dzisiejsza liturgia pierwszej niedzieli Wielkiego Postu. Czytamy o tym zarówno w pierwszym, jak i drugim czytaniu – a także w Ewangelii.

Jakie trzy elementy możemy odnaleźć w dzisiejszym słowie. Najpierw jest wołanie do Boga; potem wiara, że Bóg słyszy nasze wołanie; w dalszej kolejności następuje konkretne działanie Boga wobec tego, co nas spotyka.

Izraelici byli w sytuacji po ludzku bez wyjścia. Ale wobec prześladowań i ucisku Egipcjan, „wołali do Pana Boga. Św. Paweł pisze, że „każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony". Żeby otrzymać, trzeba wołać; żeby otrzymać, trzeba prosić. Proście, a otrzymacie. Żeby otrzymać, czasem wystarczy patrzeć – jak ów wieśniak. Patrzył z wiarą, że i Bóg patrzy na niego.

Kolejnym krokiem, który prowadzi nas do wyznania wiary, jest ufność, że Bóg nas wysłucha. Czytamy dziś w Księdze Powtórzonego Prawa: „Usłyszał Pan nasze wołanie, wejrzał na naszą nędzę, nasz trud i uciemiężenie". A św. Paweł dodaje: „Jeżeli (...) w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie". Wołanie z wiarą. Wołanie z ufnością. Bardzo nam tego czasem brakuje. Owszem, wzywamy Boga, ale wciąż za mało w nas wiary. W psalmie responsoryjnym, który jest fragmentem Psalmu 91, śpiewaliśmy: „Kto się w opiekę odda Najwyższemu (...) mówi do Pana: Tyś moją ucieczką i twierdzą, Boże mój, któremu ufam". Oddanie się w opiekę, zaufanie. Jeśli to będzie – czytamy w Psalmie – to „Nie przystąpi do Ciebie niedola, a cios nie dosięgnie twego namiotu". Świadomość opieki i zaufanie ocali nas od niedoli i wszelkich ciosów.

Przeciwności, wszelkie trudności, pokusy, które pojawiają się na drogach naszego życia, są sytuacjami, w których – żeby ocaleć – trzeba przyznawać się do Boga. Tak czynił Jezus kuszony na pustyni. To dla nas niesamowite umocnienie, że w każdej sytuacji jesteśmy w stanie ocalić Boga w swoim sercu i w naszym życiu. Bo „nie samym chlebem żyje człowiek"; bo „Panu, Bogu swemu będziesz oddawał pokłon"; bo „nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego". Jezus oparł się pokusom, bo – jak zaznacza ewangelista – był „pełen Ducha Świętego". To ponowne podkreślenie, że nie wolno nam iść przez przeciwności bez serca pełnego Ducha Świętego czyli bez modlitwy i ufności. Gdy o tym zapomnimy, jesteśmy skazani na porażkę. Warto zapamiętać słowa św. Pawła: „Żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony". To echo słów z księgi proroka Izajasza: „Kto wierzy, nie potknie się" (Iz 28, 16).

Z wiarą i ufnością, że Bóg jest z nami, będziemy prowadzeni – jak naród wybrany – „mocną ręką i wyciągniętym ramieniem wśród wielkiej grozy, znaków i cudów". Pokonywanie przeciwności prowadzi do kraju opływającego w mleko i miód – do zbawienia. To nie jest nasza zasługa, to Bóg nas prowadzi. Psalmista woła: „Ja go wybawię... osłonię... wysłucham... będę z nim w utrapieniu... wyzwolę... sławą obdarzę...". Ale obok tych słów możemy doczytać, że owszem, to się stanie, ale konieczne jest spełnienie konkretnych warunków. Oto one: wybawię... bo przylgnął do mnie; osłonię... bo poznał moje imię; będzie Mnie wzywał, a Ja go... wysłucham. Przylgnięcie, poznanie, wzywanie – to wszystko dokonuje się, kiedy człowiek patrzy na Boga, a Bóg patrzy na człowieka. To czas modlitwy. Weźmy sobie do serca ten prosty obraz modlącego się człowieka, którego wiara zadziwiła św. Jana Vianneya.