- Strona główna
- „BĄDŹMY ŚWIADKAMI MIŁOŚCI”
- 3. niedziela Wielkiego Postu
3. niedziela Wielkiego Postu
ks. Aleksander Radecki, 7.03.2010
Wj 3, 1-8a. 13-15; 1
Kor 10, 1-6. 10-12; Łk 13, 1-9.
Etapy nawrócenia
Wzywanie nas,
wierzących i praktykujących (!) do nawrócenia jest wciąż aktualne i dotyczy naprawdę
każdego z nas – nie tylko w Wielkim Poście. Dlaczego? Bo nie da się tego zadania
dokonać raz na zawsze; nawrócenie to raczej proces nawracania się.
Proces
ten obejmuje kilka etapów. Pierwszy musi oznaczać zawsze zerwanie ze złem. Drugim
krokiem będzie opowiedzenie się za dobrem, a wreszcie trzecim – dążenie do
doskonałości (świętości) na wzór Ojca, który jest w niebie.
Aby
to łatwiej zrozumieć, popatrzmy z uwagą na własne ręce:
Najpierw
trzeba, by ręce nasze nie czyniły zła; następnie – by zachowały swoją czystość,
aż wreszcie – by zaczęły służyć Bogu i ludziom. Który z tych etapów wydaje się
najtrudniejszy? Bo każdy z nich wymaga radykalnego działania!
Etap
I: Nazwać po imieniu zło, grzech i całkowicie z nim zerwać. Ilu znamy takich
ludzi, którzy „zwinęli" swoją zgubną działalność (np. właściciel „domu uciech"
czy sklepu z pornografią spalił te obiekty; stal się absolutnym abstynentem były
alkoholik; zerwał grzeszną znajomość i wrócił do ślubnej żony i dzieci wiarołomny
mąż itd.). Jak widać, można się nawet w miarę regularnie spowiadać – ale nie
nawracać, nie zrywać ze złem, nie odcinać od skażonych źródeł! Przystąpienie do
konfesjonału musi nam pokazać, na ile pierwszy etap tego procesu w nas
następuje i w jakim tempie.
Etap
II. Od dzieciństwa uczeni jesteśmy zachowania higieny naszych dłoni; myjemy je
po wiele razy dziennie – i słusznie, bo choroby brudnych rąk (w dosłownym i przenośnym
znaczeniu tego wyrażenia) bywają straszne. Ilu z nas żyje w łasce uświęcającej i
prawości życia – nie tylko na święta? „Nie zabiłem, nie cudzołożyłem, nie kradłem
(może głównie dlatego, że mam już dziś okazji i możliwości?) – nie zrobiłem nic
złego!". Ale dobrego również nie? Puste ręce (= zaniedbanie dobra!) oskarżą nas
zarówno przed Bogiem, jak i przed bliźnimi! Ewangeliczne drzewo figowe nieprzynoszące
owocu, zagrożone zostało wycięciem, bo przecież jego owoce są przewidziane dla
innych!
A
wreszcie – etap III – realizacja odczytanego powołania „na przepadłe", nawet
gdy jest to wbrew ludzkiej ekonomii. Czyli: robić to, co do mnie należy,
najlepiej jak potrafimy – z radością, że można komuś służyć! A my? Niepłodne z
wyboru małżeństwa; młodzi, uciekający przez głosem Boga kandydaci do służby
kapłańskiej czy życia zakonnego; obijający się studenci; strajkujące pielęgniarki,
odchodzące od łóżek chorych; skorumpowani urzędnicy; zakopane talenty
kandydatów na wolontariuszy... Skoro sądzeni będziemy z miłości, wszystko to, co
wynika z wybranej drogi życia, podejmować mamy ze względu na Pana Boga.
O,
tak: w Królestwie Bożym, które Jezus ogłosił i do którego przynależymy, nie ma
szans na bezrobocie... Dopiero gdy na serio podejmować będziemy wezwanie ku
nawracaniu się, Bóg będzie mógł nas posłać - jak Mojżesza – do świata z Jego misją
i wtedy zyskamy wiarygodność.
Jest
jeszcze w dzisiejszych czytaniach znamienne upomnienie: nie jesteśmy lepsi od innych
ludzi, a komu z nas dziś wydaje się, że stoi – tym bardziej niech drży przed
upadkiem. Pycha potrafi wedrzeć się podstępnie w każde ludzkie serce.
Postawmy
i dzisiaj pytanie o praktyczny wymiar Wielkiego Postu, który trwa – pytanie o
nasze postanowienia, umartwienia. Praktyki ascetyczne mają prowadzić do
wzrastania człowieka, usuwając wszystko to, co nie pozwala mu się rozwijać, co
nie pozwala mu być sobą. Jasne, że to boli! Jak drzewo (choćby i to figowe) poznajemy
po jego owocach, tak i autentyczność naszych wyrzeczeń weryfikują bliźni. Gdy
ubodzy poczują się bardziej kochani dzięki naszej wyobraźni miłosierdzia – Bóg
uwierzy w miłość, którą chcemy Mu okazać przez podjęte umartwienia.
Boże,
miej cierpliwość nad nami, jak ów ewangeliczny ogrodnik...